Aktualności · 3 min czytania
Niedobrana para, czyli początek końca...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
I stało się. Benedykt XVI — papież, który zastępował, tak popularnego w świecie nie tylko katolickim, Jana Pawła II — zakończył swoją misję. Misję prowadzenia prastarej instytucji w zlaicyzowanych czasach, w kolejnej erze ponowoczesności. W XXI wieku. Abdykował — nie zmarł więc. Prastare i popularne zabobonne proroctwa głoszące, że kiedyś (czyli już teraz) papieżem zostanie któryś z czarnoskórych kardynałów, może się ziścić. I to miałoby być początkiem końca świata, początkiem apokalipsy.
Jeszcze całkiem niedawno poprzedni, i kolejny jednocześnie, koniec został odwołany, przełożony w nieodległy niebyt (ten oksymoron idealnie pasuje w to miejsce, w te czasy). Psikus kalendarza Majów został szczęśliwie rozwikłany. Chińczycy przestali straszyć atomowymi bombami, straszą coraz droższą siłą roboczą. Koreańczycy z północy i Irańczycy nie mają jeszcze odpowiedniego zaplecza, aby rozpocząć atomową apokalipsę. I tak dalej…
Ale koniec świata jest bliski. Jego start planowany jest na ostatni dzień lutego. Wtedy to właśnie strudzony pasterz, który przestał wierzyć i we własne siły i w siłę swojego kościoła, ma abdykować. Poprzednia abdykacja miała miejsce blisko 700 lat temu. I ten czas był początkiem końca wieków średnich.…