Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 10 min czytania

Niedokończona historia

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Niedokończona historia

- Pff…. – westchnęła ciężko sama do siebie, wlewając zimne piwo do wysokiej szklanki. To naprawdę bardzo fajna szklanka – smukła i przejrzysta, z wygrawerowanym obrazkiem starego browaru na jasnym tle drzew.

-Pfffff… - powtórzyła znów, tym razem w głębi ducha, podczas gdy żywe cząsteczki złocistego napoju ześlizgiwały się po szklanej ściance, zapełniając ją do połowy.

Wzięła głęboki łyk. Kolejne westchnienie zawirowało echem, odbijając się od ścian jej pokoju. Nasycona niepokojącym smutkiem oparła łokcie o pusty parapet i zaczerpnęła głęboko miejskiego powietrza. Wilgotne cząstki wieczornego oddechu miasta wdarły się z impetem do jej płuc, lecz nie były w stanie oczyścić niejasności, która ją opanowała. Pragnęła uciec, znaleźć się w zupełnie innym miejscu i o innej porze...być gdzieś – gdziekolwiek, tylko nie tu. Czuła wyraźnie, że czegoś jej brakuje… Jest niezupełna, niecała, niedokończona. Ktoś lub coś uderzyło w nią z wielką siłą i rozprysła się na tysiące maleńkich kawałeczków, a potem nie była już w stanie skleić się na nowo… A może tak naprawdę nigdy nie była kompletna? Może przeraźliwa rysa, ciągnąca się wzdłuż jej ciała, oplatająca ciasną wstęgą jej serce od zawsze była nierozłączną towarzyszką jej życia? Może nie ma w niej niczego? Co, jeśli wszystko czym żyje stało się gdzieś po drodze wierutnym kłamstwem? Czy ma to jeszcze jakiekolwiek znaczenie? Spojrzała w dół, na wyludnioną ulicę. Tak, chciała być gdzieś indziej…gdzieś bardzo daleko…i tylko twardy parapet, odzywający się nieludzkim zimnem na linii styku z jej łokciami przypominał boleśnie, że wciąż tkwi w czterech ścianach swojego pokoju.

Na zewnątrz miasto powoli zasypiało snem sprawiedliwych, chociaż zaliczenie do grona „sprawiedliwych” nawet połowy jego mieszkańców byłoby niepoprawnym błędem. Tymczasem ona rozpływała się w powietrzu przepełnionym uczuciem nijakości i osamotnienia, balansując ryzykownie na granicy nieznośności bytu.

Takie chwile mogą się zdarzyć tylko w środę. Są bowiem momenty, kiedy czas się zatrzymuje, a jednocześnie pustka wewnątrz Ciebie rozrasta się niczym czarna dziura i pożera łakomym chrzęstem naiwne organy, pozytywne myśli, przyjemne wspomnienia – jednym słowem zjada wszystko, co w Tobie dobre i czyste. Przebłyski czasu, gdy ludzie zdają się być jeszcze bardziej nieludzcy niż naprawdę są a świat przypomina arktyczne pustkowie bez możliwości ucieczki – to rdzeń środy.

Nie, środa to zdecydowanie nie jest dobry dzień. Można by nawet pokusić się o stwierdzenie, że jest to najgorszy z możliwych, najpodlejszy i najbardziej oziębły koralik na łańcuszku tygodnia. Nie przynosi ze sobą niczego nowego, ani nie zabiera też tego, co chcemy od siebie odepchnąć. Nie zapowiada końca czegoś, co powinno skończyć się jak najszybciej. Środa zawsze po prostu jest – trafia się, trwa, mdli – przysysa się do śliskich wnętrzności Twojego cichego „ja” i miarownie wysysa mieszaninę wszystkiego tego, dzięki czemu masz prawo nazywać się człowiekiem. „Tak, definitywnie – jeśli w najbliższej przyszłości przyjdzie mi pożegnać się z tym światem – umrę właśnie na środę.” – pomyślała.

Odgarnęła dłonią gruby kosmyk włosów, opadły ciemną falą na chłodne płótno czoła i zawiesiła wzrok na skrzydłach zamkniętych drzwi. Czekała na jakiś znak, pragnęła zmiany, żądała jej. Sparaliżowana poczuciem bezsensu wypatrywała ostatniej formy możliwego wybawienia. Nic takiego jednak nie nadciągało. I już, już niemalże dosięgała ostatecznego stopnia rezygnacji, gdy nagle…

…nagle w pustym mieszkaniu zawirował dźwięk dzwonka. Zerwała się jak poparzona i w jednej sekundzie znalazła przy drzwiach. To było to, na co czekała. Musiało być. Impuls. Znak. Przeznaczenie. Czuła to całą sobą - nie było już odwrotu. Z budzącą się w sercu nadzieją nacisnęła chłodną klamkę. Do ciemnego przedpokoju wkradła się łuna jasnego światła. Wstrzymała oddech. Pod drzwiami stał On – Książę z Bajki. Skąd wiedziała, że nim jest? Cóż, pytanie to zdaje się być nadzwyczaj banalne – któż inny jak nie rasowy książę zjawiałby się w najczarniejszym momencie Twojego chwiejnego życia, aby uratować Cię z opresji?

Spojrzała na Niego, a z jej ust wydobyło się ciche, aczkolwiek słodkie : „Aaaaach…”

„Panie Boże – pomyślała jednak. Bo mimo wszystko z całych sił starała się nie być tak pospolicie naiwna i łatwowierna. Próbowała, w miarę możliwości, zachować trzeźwość umysłu i przyzwoicie regularny puls – Jeśli naprawdę jest to mój Wybrany, mój własny, osobisty Książę z Bajki, to błagam Cię, daj mi jakiś znak!”

I wtedy stała się rzecz niesłychana. Mężczyzna, który do tej pory stał do niej bokiem, odwrócił się tak, że mogła przyjrzeć się jego twarzy. Spostrzegła, że na koszulce…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%