Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 7 min czytania

Niedomknięta trumna

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Czułem się, jakbym miął potężnego kaca. Właściwie, to jakbym cały był tym kacem i jedyne, co jest moje to tępy ból głowy i nieznośne mrowienie w całym ciele. Z trudem poruszyłem ręką i wyciągnąłem ją przed siebie; jednak napotkała pewien opór i uderzyła w coś, co znajdowało się nade mną. Rozległo się dziwne, stłumione echo. Z trudem otworzyłem oczy. Było niezmiernie ciemno. Wytężyłem wzrok i próbowałem ujrzeć cokolwiek, ale jedyne, co udało mi się dostrzec, to zarys mojej dłoni. Próbowałem dźwignąć się na ramiona, ale uderzyłem się z całej siły w głowę. I wtedy właśnie dotarło do mnie, że jestem gdzieś zamknięty. Ogarnęła mnie panika. Jestem zamknięty w ciasnej skrzyni, kończy mi się powietrze i chcę mi się pić. Oddałbym moją żonę z dziećmi za łyk zimnej wody. Zacząłem walić w skrzynie i krzyczeć, żeby mnie stamtąd wypuścili - byłem pewny, że to zwykły kawał kolegów z tej wczorajszej imprezy, której nie pamiętam. Nikt się jednak nie odezwał. Panikowałem. Chciałem się jak najszybciej wydostać, ale nie potrafiłem otworzyć wieka skrzyni. Zacząłem uderzać o nie nogami. Na moje spocone czoło, usypał się piasek. Nie wiem, skąd się tam wziął. Zignorowałem to, będąc pewnym, że jest to brud ze skrzyni i waliłem mocniej, ale wieko nie ustępowało. Do środka wsypywało się coraz więcej mokrej ziemi, którą czułem już w oczach i ustach. Wypełnił mnie strach, bo byłem już na tyle zmęczony i przerażony, że nie miałem siły na krzyczenie, a tym bardziej wariackie kopanie w skrzynie. Na moją niekorzyść wieko ani drgnęło, ale to nie przeszkadzało, żeby piasek wciąż sypał się z góry. Powietrze z minuty na minutę stawało się bardziej gęste i duszne. Miałem wrażenie, że zaraz omdleję ze zmęczenia i stresu, ale jednocześnie chciałem się uwolnić. Rozważałem już nawet opcję, aby użyć do ucieczki głowy, i to w dosłownym znaczeniu, ale wystarczyło tylko jedno uderzenie, a chęć jakoś mnie opuściła. Nie miałem wyjścia; musiałem czekać i starać się tracić, jak najmniej powietrza. Nie widziałem innego wyjścia. Powtarzałem ciągle, żeby się nie rozryczeć, ale to było takie cholernie trudne. Od kiedy tylko pamiętam ryczałem, jak dziecko, gdy nie mogłem sobie poradzić. Świadomość, że jestem bezbronny, wbijała się we mnie, jak ostry sztylet. Zacząłem mieć trudności z łapaniem tlenu. Czułem się, jak w niewietrzonej miesiącami palarni. Oczy szczypały mnie od ziemi, a w gardle zaschło na tyle, że nie mogłem nawet jęknąć. Myślałem, że to już koniec. Nie wiem już, ile tak trwałem, ale miałem wrażenie, że niezliczone godziny. Prawda jednak była taka, że mijały zaledwie minuty. Słyszałem, jak mój zegarek tyka ociężale, jakby także był wycieńczony. Nagle usłyszałem, jak skrzynia zatrzeszczała. Przez sekundę pomyślałem, że to koniec tego idiotycznego żartu i zobaczę nade mną, jakąś rozradowaną głupkowato twarz, ale nic takie się nie zdarzyło. Skrzynia trzeszczała, co chwila, miałem wrażenie, że zrobiło się dziwnie ciasno. To pewnie te klaustrofobiczne objawy, jakie miałem od młodości. Nigdy nie lubiłem wind, a tym bardziej ciasnych skrzyni, w których nie ma powietrza. Nagle coś zwaliło mi się na nogi i przygniotło głowę. Jakiś ogromny ciężar wgniótł wieko do wewnątrz i zatrzasnął mi nogi. To koniec, pomyślałem i zacząłem się modlić. Nigdy nie byłem specjalnie wierzący, tym bardziej, że Bóg o mnie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Niedomknięta trumna — czytnik · opowiadania