Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 8 min czytania

Niedziela

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dzień zaczął się szaro, pochmurnie i był nieokreślony co do swojego przeznaczenia. Był to kolejny niedzielny poranek w mieście H. Ciało długo broniło się przed wyjściem z pachnącej ciepłą skóra piżamy i chciało ten zapach koniecznie na sobie zmieszać z zapachem jajecznicy na boczku. Jako, że był to niedzielny poranek, a właściwie południe, nic nie stało na przeszkodzie, aby dalej folgować zachciankom ciała. Wszystko więc w tym dniu po długiej nocy sprzyjało potrzebom cielesnym. Nawet to, że slońce długo nie chciało wejść między firanki w ich pokoju dziennym. Nie odmówiło więc tym dwojgu możliwości nacieszenia sie powtórnym połączeniem ich ciał, co stanowiło powrót do wspólnej nocnej przeszłości. Kawa parowała na kuchni, a aromat soczystego imbiru wzmacniał szczyptę podniecenia, jaka otulała ich małe mieszkanie. Nie tylko w niedziele. Każdy dzień tych dwoje przyodziewał bowiem nutę ostrego smaku. Niedziela - imbir i kawa, poniedziałek - gorzka pomarańcza, wtorek - cytrynowa trawa, środa – mieszanka poprzednich zapachów, trudna do określenia pod względem proporcji. Czwartek - znów pomarańcza i piątek - cytryna. Sobota była odpoczynkiem dla lampki zapachowej i dniem jej czyszczenia. Niedziela - z powrotem imbirowa, połączona z aromatem gotującej się mielonej kawy. Nic nie zapowiadało co ma się tego dnia wydarzyć. Radio o pełnej nadało wiadomości o bezpiecznie odległych katastrofach i stanie lokalnych wód. Wkraczała wiosna do miasta H.

- Pójdźmy dziś gdzieś... - powiedziała patrząc na niego tym tonem, który go czasem denerwował. Mogła to zrobić krócej i tonem, na przykład rozkazującym, czego mogła nauczyć się od jego sióstr. Nie zrobiła tego, gdyż nie odpowiadałaby jej rola policjantki pilnującej faceta. Siedzieli leniwie na kanapie, kiedy kawa zaczęła buzować w żyłach. Niestety tylko w jej żyłach. Była mniejszym stworzeniem od niego, ale piła tyle samo, a może więcej kawy, mimo iż jej szkodziła.

– Nie chcesz chyba, kręcic się dziś tylko wokół ziemskiej osi razem z tym pokojem... - kontynuowała. – Krążymy też wokól slońca – dodał, jak gdyby o tym nie wiedziała. - No i lecimy w głąb galaktyki, razem z układem słonecznym. – No tak – pomyślała, gdyż była to logiczna odpowiedź.

Rzeczywiście, wszystko razem kręci sie i zmierza w stronę przyszłości. Trudno myslą nadążyć za wskazówkami na zegarze. Każdego dnia – 11sta , 12sta, nadchodzi trzynasta, potem czternasta... Przeszłość wciąż ustępowała, usuwając się cicho w cienie młodszych godzin, które wkrótce zostaną nazwane wczorajszymi. Pojemna szafa nieświadomości gromadzi bez przerwy obrazy, dźwięki i słowa przeszłych chwil. I straszy, kiedy niechcący otworzy się jej drzwi i natrafi na ślad tych wspomnień. Tych, od których uciekła do miasta H. Kofeina potęgowała przyjemne podniecenie w jej umyśle, choć ciało siedzące bez ruchu, wyglądało na zrelaksowane. Za to w myślach panował ożywczy świergot głosów i nie wiadomo było którego wysłuchac uważniej. Ilosc myśli i szybkość ich pojawiania się powodowała, iż ciało nie chciało w tym przeszkadzać i osuwało się na spoczynek. Kanapa byla miękka i z chęcia przygarnęła te około 60 kg kobiecej figury. Lubiła ten stan, choć drżaly przy nim ręce jak przy delirium. Za to umysł przechodził cichą ekstazę, dużo dluższą niż chwile orgazmu, ktore znała tak dobrze - a te nie były ciche. Twarz jej przyjmowała wówczas łagodny wyraz braku wątpliwości. Wiedziała wtedy, i wewnętrzny głos potwierdzał, że nie musi nic nikomu udowadniać. Ani teraz, ani nigdy więcej. Mogłaby więc już dziś nigdzie się z tej kanapy nie ruszać. Po co miałaby gdzieś iść? Wyjście na ulice tego miasta, do jednej z jego liczych knajpek, było…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%