Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

aktualnosci · 10 min czytania

NIEDZIELA PANA TADEUSZA

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Pan Tadeusz zgubił szczękę. Była to niedziela, dzień odwiedzin; Kasia rzeczywiście miała przyjechać z Wiktorkiem, jedynym wnukiem, lecz dopiero po południu. Teraz zegarek położony na szafce wskazywał siódmą rano, za dwie godziny śniadanie, pan Tadeusz od dawna nie spał; nie miał radia, aby wysłuchać najnowszych wiadomości, i być może przeszkadzałby współlokatorom, którzy jeszcze spali. Było ich dwóch: Staś, małolat-czy on się goli?, oraz pan Karol, młodszy tylko o dwa lata; obaj mili i rozmowni, niestety-postanowili niedzielny poranek spędzić pod kołdrą, chrapiąc niemiłosiernie. Pan Tadeusz także powziął decyzję: pospaceruje. Las czy plaża? Wybrał plażę; bliżej niż las, poza tym chciał zobaczyć słońce, chciał poczuć ciepło. Wymknął się z pokoju bez mycia, uważając na pana Karola i Stasia, przeszedł na palcach obok dyżurki pielęgniarek, otworzył drzwi i wyszedł ku przygodzie. Pomimo choroby, zawał serca trzy lata temu, i pomimo sześćdziesięciu lat, pan Tadeusz czuł się dziarsko, chwacko, jak młody bóg, a taki spacer o niedzielnym poranku to nielada gradka. Przez chwilę zastanawiał się co on robi w tym sanatorium. Kaprys starszego pana, namowy córki, szczebiot Wiktorka, pamięć o kolegach, których nazwiska lśnią już tylko na medalionach grobowych? Ilu ich było? Kazik, Wacek, Sebek Zdrojewski i ten drugi-z ulicy Potockiej. Zdawał się modlić tymi imionami. Westchnął: plaża czeka, życie. Nie ma to tamto, jak spacer to spacer. Wrócił już bez bagażu przykrych wspomnień, bardziej wypoczęty niżby siedział w łóżku z tymi dwoma śpiochami. Musi im to powiedzieć, wykrzyczeć nawet: zdrowie to ruch, zdrowie to tlen, zdrowie to parę kilometrów w niedzielny poranek. Hihihihi, pan Tadeusz zrobił kilka przysiadów, kilka kroków w szybkim marszu; natknął się na pielęgniarkę dyżurną, kobieta zaklaskała: - Brawo, panie Kozicki, może pan jeszcze zatańczy? Pan Karol nie był tak zachwycony powrotem pana Tadeusza jak siostra. Właśnie golił się. Umywalka była przymocowana tuż za drzwiami, tak, że pan Tadeusz uderzył go klamką. Pan Karol krzyknął: -Kozicki, panie Tadeuszu! Pan Tadeusz zaśmiał się: -O, pardon, panie Karol, pardonsik, ale wiecie … Staś, który siedział na swoim łóżku, umyty i (chyba) ogolony, przerwał: -Gdzie pan był? - … taki poranek ładny, a wy w łóżkach. Wstyd, wstyd, wstyd! Pan Karol wytarł twarz ręcznikiem, i ignorując słowa pana Tadeusza, wyszedł z pokoju bez słowa. Pan Tadeusz śmiał się bez przerwy: -A temu, co? Staś machnął ręką: -Stary komuch, to nie lubi niedziel. Pan Tadeusz jeszcze głośniej się śmiał. To ci harcownik, ten Staś, umie przygadać, nie ma to tamto. Podszedł do swojej szafki, aby wziąć pomidorka, warzywo dobre na prostatę, ach-jak pachnie! cuda, niewidy. Otworzył usta i … poczuł brak sztucznej szczęki. -Może nie wziął pan jej ze sobą?- Podsunął Staś.-Tak jak się czasem nie bierze zegarka. Przecząco kiwał głową. Miał ją, na sto procent! Pamiętał, że wkładał! Na pewno wkładał. Staś nie oponował: -Być może, panie Tadku, być może … Ale ja idę już na śniadanie. Pan Tadeusz przeszukał szafkę, zajrzał pod łóżko, spojrzał na parapet. Nic, nul, nie ma! Szczęki brak. Na śniadanie-oczywiście spóźnił się. Tak naprawdę stolik był sześcioosobowy, ale siedziała przy nim tylko pani Zuza, zwalista matrona, wiecznie czytająca ksiązki. Reszta współbiesiadników, albo wyjechała na stałe do domu, albo skorzystała z przepustek. Na pana Tadeusza czekała zupa mleczna, oraz wędlina i jabłko. Zauważył przyjazne gesty Stasia, odwzajemnij, pokazał na migi, że nie znalazł szczęki. Pan Karol wpatrywał się albo w swój talerz, albo w okno. Staś w pokoju zapytał się: -Jak tam jedzenie? Zjadł pan? Pan Tadeusz opłukiwał usta: -Tak, coś mi wlazło za język … -Hihihi … Pan Tadeusz pogroził palcem: -Stasiu! Oj Stasiu! Staś kiwnął ręką: -Żarty, ja tylko żartowałem … Po chwili dodał: -Niech pan zgłosi zgubę na obiedzie, wie pan? Niech pan tak zrobi … A gdzie pan był tak wogóle? -Na plaży. -To niech pan sobie przypomni drogę spaceru … Szedł ścieżką wzdłuż sanatoryjnego płotu, drogą przez zagajnik, betonowym traktem, wzdłuż sklepików, doszedł do drewnianych schodków i był już na miejscu. Plaża była pusta, nie licząc paru puszek po piwie. Prawda, przy brzegu pływały dwa łabędzie. No, tak-przykucnął, aby przyjrzeć się tym białym ptakom, niestrudzenie kojarzącym się z baletem. Rzeczywiście był to balet, to kołysanie na fali. Być może wtedy bez wiedzy świadomości wyjął szczękę? Pamiętał jeszcze jedno zajście: wziął do ust cukierka, było to trochę dalej niż łabędzie, na wysokości mola. Przyjemność ssania przerwał kaszel; może wtedy wyjął machinalnie szczękę, aby przerwać kszuszenie, a potem zapomniał włożyć? Staś wyszedł z pokoju, przy samych drzwiach powiedział: -

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
NIEDZIELA PANA TADEUSZA — czytnik · opowiadania