Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 5 min czytania

Niedzielne zakupy

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Jest to największy budynek w całym mieście. W każdy weekend rano podjeżdżam tutaj i zatrzymuję się na parkingu przed nim. Na tę okazję myję samochód, aby wszyscy widzieli, jaki ja porządny. Nie wożę się jakąś superbryką, ale nie chcę, aby inni myśleli, że jestem biedny czy potrzebujący. Na parkingu zawsze jest miejsce. Ochrona pilnuje, aby bezdomni nie szlajali się tutaj, a żebracy nie zakłócali porządku. Dzieci wychodzą z samochodu. Poprawiam marynarkę. Idę za nimi. Krzyczą, śmieją się, bawią. Tylko najstarsze idzie ze spuszczoną głową i rękami w kieszeni. Dawno już nie traktuje naszych wypraw jako atrakcji. Choć niewiele zmieniło się od ostatniej wizyty, dłuższą chwilę stoję przy wejściu. Oglądam ogłoszenia. Między nimi są promocje, plakaty, zaproszenia i prośba o wsparcie finansowe dla biednych rodzin z grajdoła. - Dzień dobry, sąsiedzie - słyszę za plecami, toteż szybko powoli wyciągam portfel. Grzebię w nim moment. - O! Dzień dobry! - udaję zdziwionego. - Jak tam zdrówko? - pytam z udawaną troską, a następnie wyciągam banknot pięćdziesięciozłotowy. Przez moment prostuję go, czekając, aż sąsiadka dostrzeże, co trzymam w ręce, a potem składam papierek dwa razy i wrzucam do skarbonki. - Dobrze, dobrze, dziękuję - odpowiada, a ja wchodzę do środka, goniąc rodzinę. Jedną ręką łapię za koszyk na zakupy. Przez moment zastanawiam się, czy lepszy nie okazałby się wózek. Dochodzę do wniosku, że nie, koszyk wystarczy. Drugą rękę moczę w wodzie święconej i niedbale wykonuję symbol krzyża. Mijam lektorów wyprowadzających jakiegoś brodatego śmierdziela, który najwyraźniej źle trafił. Dworzec jest naprzeciwko! - Puśćcie mnie, do cholery! Ja wiem, po co tu przyszedłem! - drze się. Opętany jakiś. Staję koło żony i dzieci. Ceremonia zaczyna trwać. Idziemy razem pomiędzy półkami. - Tatusiu, a możemy jeszcze to? Uśmiecham się. - Oczywiście. Przecież jest niedziela. Wrzucają kolejne produkty do koszyka. Słodycze, napoje gazowane i czipsy. Kazanie dłuży mi się niemiłosiernie. Zdążyłem już pomyśleć chyba o wszystkim. O pracy, o szwagierce, która ma przyjechać dziś na obiad, o wczorajszej walce Pudziana i reklamie nowych płatków zbożowych. Zaczynam dłubać w nosie, ale od razu żona szturcha mnie łokciem, abym się opamiętał. A chciałem tylko jedną kozę wydłubać. Podchodzę do konfesjonału. Nie widzę w tym sensu, ale żona prosiła, abym poszedł się wyspowiadać. Nie chcę jej złościć, bo jeszcze mi przestanie obiady gotować i skarpetki prać. Albo zacznie sprawdzać, do kogo…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Niedzielne zakupy — czytnik · opowiadania