Inne · 2 min czytania
Niedźwiedzie zimą
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Poranek zastał go leżącego w rowie z głową w zaspie śnieżnej. Leżał, bo co innego mu pozostało. Nie miał już myśli ponieważ zamarzły w białym szablonie. Tylko nogi, tułów i częściowo łokcie kontarstowały z bielą. Mróz wypełniał powietrze. Niebo idealnie niebieskie, z białym, małym słoneczkiem wylegiwało się na śniegu. Wiatr rozsiewał śnieg tworząc nowe skały wzdłuż rowów i pagórków. W dali było słychać jego gwiżdżący śmiech. Franek leżał na śniegu obojętny na wszystko. A śnieg bawił się z nim. Ciągły bezruch przerywał nieznośny, ostry wiatr tocząc fale śniegu. Wszystko było równiną. Na niedalekim horyzoncie las wydawał się publicznością, która stała i szumem komentowała całą sytuacje. A on leżał, z głową w śniegu. Nic nie przejeżdżało drogą, była zasypana tak jak jego ślady butów. Odległe domy z białymi dachami stały obojętnie na ziemi, a on leżał z głową w śniegu. Wiatr przyciągnął brudne chmury.…