rodzina · 21 min czytania
NIEGODNA PRZEBACZENIA
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kiedy poznałam Darka miałam 14 lat. Bardzo mi się podobał. Miał duże niebieskie oczy, blond włosy. Był wysoki i dobrze zbudowany. Doszedł do naszej klasy w drugim półroczu. Przeprowadził się do Leszna z małej wsi koło Kielc. Ja jako przewodnicząca miałam go wprowadzić w życie naszej klasy. Wtedy pierwszy raz nie żałowałam, że pełniłam tą funkcję. Ten chłopak wpadł mi w oko i ja chyba nie byłam mu całkiem obojętna. Czasami zamiast słuchać co do niego mówię siedział wpatrzony we mnie. Podobało mi się to. Pierwszy raz chłopak okazywał zainteresowanie moją osobą. Do tej pory wszyscy traktowali mnie jak kumpla. Miałam dwóch starszych braci i zachowywałam się jak oni. Ubierałam się jak chłopak, włóczyłam się z nimi po drzewach, zakładaliśmy bandy. Na swoim koncie miałam setki wybitych okien, złamaną rękę i siedem razy wybity palec. Nie raz trzeba było stoczyć bitwę z sąsiednim osiedlem. Wtedy byłam w swoim żywiole. Zdarzało się nawet, że biłam się z chłopakami dwa raz większymi, starszymi. Czasami byłam zdrowo posiniaczona, pamiętam, jak kiedyś o mały włos nie zgruchotali mi nogi. Bawiliśmy się na podwórku i Bartek z klatki obok chciał mnie „rozwalić” za to, że poskarżyłam na niego dozorcy. Po prostu wjechał we mnie rowerem i najwyraźniej dobrze się bawił. Jednak, kiedy zobaczył, co się stało szybko zwiał i nie pokazywał się na podwórku przez tydzień. Chyba się bał. Na szczęście obeszło się bez gipsu. Musiałam tylko nosić opatrunek, bo miałam naderwany kawałek skóry. Nowy kolega szybko „zadomowił się”, więc nie musiałam go długo niańczyć. Miała się odbyć pierwsza dyskoteka szkolna, kiedy Darek zaskoczył mnie po raz pierwszy: -Klaudia, może poszłabyś ze mną na tą dyskotekę, bo czuję, że będę musiał siedzieć sam. Chyba kolesie z klasy nie przepadają za mną po ostatnim wyskoku. -No, a dziwisz im się? Bo ja też obraziłabym się gdybyś nalał mi do butów wody. To wcale nie było zabawne.- Powiedziałam do kolegi. -Wiem, to było głupie. Ale nie zmieniajmy tematu. Pójdziesz ze mną, czy też jesteś na mnie zła? -Ja? A niby, o co?- Zapytałam zdziwiona. -O tą wodę. Przecież to twoi kumple. Z nimi znasz się dłużej, więc pewnie trzymasz z nimi. -No co ty. Oni też potrafią być chamscy, nawet bez powodu. A na dysko pójdę z tobą. I to chętnie. -Super! Bardzo się cieszę. Myślę, że nie będziemy się razem nudzić.- Zawołał, a w jego głosie wyczułam szczerą radość. Dyskoteka była udana. Na każdej „wolnej” tańczyłam z Darkiem, a potem odprowadził mnie do domu. Potem długo nie mogłam spać, bo cały czas myślałam, co będzie, jeżeli to tylko pozory. Bałam się, że wcale mu się nie podobam. On pierwszy zobaczył we mnie dziewczynę, a nie kumpla z którym można wybić okno, czy pograć w piłkę. Bałam się, że jak rano wstanę to okaże się, że to był tylko sen. Wkrótce Darek poprosił mnie o chodzenie. Spotykaliśmy się codziennie w szkole, a i po lekcjach spędzaliśmy dużo czasu razem. Pewnego dnia nie pojawił się w szkole. Kiedy po południu przyszedł do mnie zachowywał się dziwnie. Był jakiś nadpobudliwy. Cały czas gadał o jakichś dziwnych wydarzeniach. Nie wiedziałam, co mu jest, więc zapytałam, co sprawiło, że jest taki dziwny. -Kochanie, może jeszcze tego nie wiesz, ale ja ćpam. –Powiedział jakby nigdy nic. -Jak to? Dlaczego nigdy mi tego nie powiedziałeś?- Zapytałam, a w sercu poczułam ukłucie żalu, że ma jakieś tajemnice przede mną. -Widocznie zapomniałem. No nie bądź na mnie zła. Nie lubię jak się złościsz.-Próbował być słodki. -Przecież ty się zabijasz na własną prośbę. To w niczym nie pomaga, a wręcz przeciwnie-szkodzi!- Nie mogłam opanować złości. -Co ty wygadujesz?? Przecież to tylko zabawa. Nie masz zielonego pojęcia o dragach i maryśce, więc nie opowiadaj głupot, maleńka. -Ale… -Ale, ale. Nie wiem, kto ci naopowiadał takich głupot. To nie jest groźne. Jak chcesz to przyniosę jutro trochę więcej to przygrzejemy razem. Chcesz?- Przerwał mi w pół słowa, czego nigdy wcześniej nie robił. -Nie! Mnie w to nie mieszaj! Nie mam zamiaru kończyć życia w wieku 15 lat. Mam trochę inne plany. Sorry.- Byłam na niego wkurzona, ale też zastanawiałam się czy on przypadkiem nie ma racji. Wprawdzie nigdy nie widziałam ćpuna, ale czytałam nie raz jak ktoś się w ten sposób wykończył. -Dziecino, to nie szkodzi zdrowiu. Jeszcze nikt przez to nie wykitował. Dzięki temu ludzie się bawią. Dzięki temu możesz na chwilę oderwać się od codzienności… nie wierzysz mi, prawda? -Nie. Nie wierzę, bo to wcale nie jest dobre. -Kochanie, czy myślisz, że chciałbym ci zrobić krzywdę? Naprawdę myślisz, że mógłbym być aż takim bydlakiem?- On chyba wierzył w to, co mówił. Nie wiem, dlaczego, ale czułam, że mówi prawdę. Przecież wiedziałam co nieco na ten temat. Mimo to, że wiedziałam swoje, chciałam mu wierzyć. Nie umiem wytłumaczyć co się ze mną działo. Przecież wiedziałam, że to złe, a jednak chciałam, żeby to, co mówił Darek było prawdą. W głębi duszy wiedziałam, że zaczynam się łamać. Mimo niebezpieczeństwa chciałam tego spróbować. Zakazany owoc smakuje najlepiej, jak to mówią. Nasza rozmowa trwała jeszcze jakiś czas, ale wreszcie dałam się namówić. Ciekawość zwyciężyła nad strachem o własne zdrowie. Jednak wkrótce przekonałam się, jaka niesłuszna była moja decyzja. Po trzech miesiącach niewinnego- jak wtedy sądziłam- ćpania mój organizm już nie umiał normalnie funkcjonować. Bez działki czułam się jak bez ręki albo nogi. Musiałam brać codziennie, żeby jakoś żyć. Ale co to było za życie? Teraz wiem gdzie popełniłam błędy, ale wtedy dobrze się bawiłam. Zawsze miałam dobry humor. W szkole miałam dobre stopnie. Oczywiście nie dzięki pilnej nauce. Po amfie wystarczyło tylko przeczytać lekcję i wszystko pamiętałam. Takie życie mi pasowało. Nie przejmowałam się tym, że coraz gorzej widziałam, czasami byłam słaba. To nie miało dla mnie znaczenia. Ważne były narkotyki, Darek i czasami piwo. Byłam szczęśliwym człowiekiem, niczego więcej mi nie trzeba było. Niedługo potem poznałam kolegów Darka. Oni też ćpali. Nawet od 12-go roku życia. Byłam pełna podziwu dla tych ludzi. Imponowali mi. Zaczęliśmy się spotykać coraz częściej. Zawaliłam szkołę. Nie przeszłam do następnej klasy i wtedy w domu zorientowali się, że coś jest nie tak. Kiedy wróciłam do domu , było dobrze po 23:00. Mama czekała na mnie w kuchni. Kiedy mnie zobaczyła, oczy zaszły jej łzami. -Córeczko, co się z tobą dzieje? Przecież zawsze lubiłaś się uczyć. Dlaczego mi nie powiedziałaś, że masz takie problemy? Przecież pomogłabym ci.- Mówiła trzęsącym się głosem. -Ale ja nie mam problemów z nauką. Po prostu od tego półrocza nie chodzę do szkoły. Nie wiedziałaś? Nie poinformowali cię? Przecież nasza dyra uwielbiała korespondować ze starszymi.- Trochę z niej kpiłam. -Klaudia, jak ty się zachowujesz? Co się z tobą dzieje dziewczyno? Nigdy nie miałam z tobą problemów, ale odkąd pojawił się ten cały Darek zrobiłaś się nieznośna! On ma na ciebie zły wpływ!- Krzyczała, ale ja jej wcale nie słuchałam. Byłam na haju, więc co tu dużo mówić. Miałam gdzieś ją, szkołę i całą tą aferę. -Mamusiu, ja jestem ćpunką. To nie Darek mnie zmienił tylko narkotyki. To ja dorosłam. Mam własne życie, więc nie rób awantur, bo to nic nie da. To ty masz jakiś problem. Widzisz we mnie gówniarza, który gonił z cumlem po osiedlu i płakał jak się wywalił. Ale to już nie jest ta sama dziewczyna. Ona dawno temu odeszła, tylko ty tego nie zauważyłaś. Po prostu nie jesteś zbyt spostrzegawcza…- W tym momencie matka zamachnęła się, a na twarzy poczułam piekący ból. Uderzyła mnie. -Jak ty się do mnie odzywasz gówniaro!? Myślisz, że masz koleżankę przed sobą? Mylisz się moja droga! Spieprzyłaś sobie życie! Myślisz, że jesteś panią siebie? Dopóki ja cię utrzymuję nie masz nic do powiedzenia. Masz zerwać z nałogiem i przestań spotykać się z tym chłystkiem, albo wyślę cię na przymusowe leczenie.- Krzyczała na mnie niemiłosiernie. -A co ty możesz wiedzieć o ćpaniu. Nigdy nie próbowałaś tego, więc się nie wypowiadaj! I nie myśl sobie, że możesz mną rządzić, bo nie pozwolę na to. Znowu chciała mnie uderzyć, ale w porę się odsunęłam. Popatrzyłam na nią, bez słowa obróciłam się i wyszłam z domu trzaskając drzwiami. Wtedy widziała mnie ostatni raz. Zamieszkałam z Darkiem i jego kolegami. To, w czym mieszkaliśmy nie było domem. To była jakaś stara rudera, która stała bezużyteczna odkąd skończyła się druga wojna światowa. Dopiero chłopcy wnieśli do niej trochę „życia”. Zagospodarowali dwa pomieszczenia. W jednym stał stół wykonany z czterech skrzynek przykrytych jakąś szmatą. Parę pustaków „robiło” za stołki. To była kuchnia. W drugim pomieszczeniu były poukładane stare materace, na których spaliśmy. Jakieś stęchłe koce, którymi się przykrywaliśmy w chłodniejsze noce… normalny człowiek nie byłby w stanie żyć w takich warunkach. Dzisiaj zobaczyłam matkę po raz pierwszy od miesiąca. Rozwieszała jakieś karteluszki na słupach ogłoszeniowych. Nie podeszłam do niej. „Niech cierpi tak, jak ja cierpiałam po tym jak mnie potraktowała jak jakiegoś głupka z marginesu” pomyślałam. Nienawidziłam jej za te słowa: „odkąd pojawił się ten cały Darek zrobiłaś się nieznośna! On ma na ciebie zły wpływ”. To one mnie bardziej bolały niż ten policzek. Po co w ogóle ma wiedzieć, że żyję? Po co jej to? Pewnie nie zrobi to na niej większego wrażenia. Potem poszłam sprawdzić, co ona tak pieczołowicie rozwieszała, a byłam pewna, że to ogłoszenia w sprawie pracy. Jednak myliłam się i to bardzo. Na kartce A4 przeczytałam:
KTOKOLWIEK WIDZIAŁ!!! MOJA CÓRKA WYSZŁA Z DOMU JUŻ MIESIĄC TEMU. OD TAMTEJ PORY NIE MIAŁAM O NIEJ ŻADNYCH INFORMACJI. WSZYSCY, KTÓRZY WIDZIELI MOJE DZIECKO PROSZENI SĄ O KONTAKT!! A niżej nasz, a właściwie już jej numer telefonu i nieduże zdjęcie. Zobaczyłam na nim śliczną dziewczynę o zielonych oczach, uśmiechniętą. To byłam ja, tylko jeszcze zanim zaczęłam dawać w kanał. Prawie się nie poznałam. Teraz miałam sine oczy, włosy jakieś takie matowe, zniszczone od dymu papierosowego i wychudzoną twarz. Byłam wrakiem człowieka. Poczułam jak bardzo tęsknię za matką mimo tego, co mi zrobiła. Ale mogłam teraz do niej wrócić. Może raczej nie chciałam. Było mi dobrze z Darkiem, z życiem, jakie wiodłam już się zaprzyjaźniłam. Nie chciałam niczego zmieniać. Bo i po co? Było mi dobrze. Nikt mi nie gderał nad głową: „zrób…