Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Mitologia · 31 min czytania

Niejedność

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

NIEJEDNOŚĆ

„Kto poetę chce zrozumieć, Musi pójść w kraj poety.” Goethe

1,,, - Zapytałem Artura i wiesz co? Nie kłamał! – łapiąc oddech wyrzucił z siebie Piotr. Przed nim siedział za białym biurkiem ubrany na biało facet. Miał siwawy zarost, choć nikt nie dałby mu więcej niż czterdzieści lat - To była cała prawda, te sześć słów i tylko tyle było w tamtym telegramie. Okazało się, że nie kłamał, a tak wielu nie chciało mu uwierzyć. - Sam miałem pewne wątpliwości, ale przecie nie może łgać on w tak ważnej sprawie. - Skoro już wiemy, czym uciekł, może pora pomyśleć, dokąd się udał? Nie sądzisz, że to mogłoby rozwiązać wiele problemów? - Oj, chyba wyczuwam sarkazm... – skrzywił się właściciel drugiego głosu. - Owszem, wiele by to pomogło, ale czy nie można zostawić tego w spokoju? Piotrze zostaw już tą sprawę w spokoju! Pamiętasz dobrze, choć Twoja kariera była dopiero w powijakach, ale pamiętasz, jak wysłałem go „w dół”. Tam jego rola musi się spełnić. - Oczywiście, że pamiętam! Pozwól jednak, że się wtrącę w pewien aspekt... Nie powinniśmy więcej mówić „w dół”. Dlaczego nie możemy określać tego dokładnie? Ta nazwa nie jest aż tak straszna, jak się komuś wydaje! Każdy z nas był tam nie raz. Na Boga... oj przepraszam najmocniej! – podskoczył, na sam dźwięk tych słów. A gdy zdał sobie sprawę z tego, że wyszły z jego własnych ust spokorniał silnie i osunął się na krzesło stojące naprzeciw biurka. - No no, nie wzywaj imienia Pana swego nadaremnie! A już zwłaszcza, że ja nim jestem. – ten głos był żartobliwy, bardzo dobroduszny, ale można było w nim wyczuć dziwny dodatek. Słysząc go, miało się wrażenie, że jego właściciel mógłby sprzedać tonącemu kilogram piasku,,, umierającemu na pustyni litr wody,,, bądź zupełnie odwrotnie, zależnie od aktualnego humor. - Dlaczego więc Panie nie moglibyśmy nazywać tego Ziemią? - Drogi Piotrze, nie wiesz wszystkiego, nie znasz wszystkich moich planów. Nie przejrzałeś mnie, bo sam na to jeszcze nie pozwoliłem. Ziemia... tak, masz rację, taka jest aktualna nazwa dla tej kulki biegającej po kosmosie, jak kot z pęcherzem. Ale jest jeszcze jedna sprawa! Ta nazwa nie będzie wieczna! Mam plany co do tego miejsca. Wiesz, że za czas jakiś planuję sprawić sobie procesik przewartościowania... jak Ty ich nazywasz? Proces przewartościowania stanu żywego potencjału. I właśnie po tym akcie, część ludzi zostanie tam oddelegowana. Mam już nazwę nawet, ale to pozostanie jedną z mich słodkich tajemnic. - Jak na przykład zamiana wody w wino? - Dokładnie! - Akurat to mógłbyś zdradzić! Wiesz Panie, jak trudno jest wytworzyć w obecnych warunkach coś więcej niż piwo? - Nawet piwa byście nie mieli moje aniołki, gdyby nie żarliwe prośby pewnego poety, który tam na dole siedzi. Dla niego mam odłożoną specjalnie butelkę, a jeszcze lepiej dwie. - Rozumiem... - Czytam w Tobie, jak w otwartej książce. Już wracamy do tematu! Ciekawe, dlaczego użył takiej gry słownej, korzystając z nie swoich słów. Konstanty często pisywał o szarlatanach i im podobnych sprawach, może dlatego właśnie. Wiemy, że jest na Ziemi, wiemy, że upodobał sobie dorożki. Swoją drogą postęp wyparł ten cudny środek transportu. A szkoda! Użył swojej czarnej magii i podróżuje zaczarowaną dorożką. I na tym musimy poprzestać. - Ależ Panie! - Posłuchaj mnie Piotrze i zrozum dokładnie to, co powiem! Jest tam, gdzie jego miejsce,,, ma prawo zajmować się każdym człowiekiem, nawet jeśli wybrał sobie jakiegoś konkretnego, to nam nic do tego i musimy pozostawić tą sprawę w spokoju. JA muszę zostawić to w spokoju. Choć nie powiem, że nie chciałbym mieć tam teraz kogoś, bo pilnowałby tej awantury. I na tym MOJA działka się kończy! A Tobie daję tygodniowy urlop płatny w zamian za posłuszeństwo i sukcesywną działalność. - Dziękuję, przyda mi się ten czas! - A wychodząc odwiedź „Dział Wycieczek”. Dawno nie byłeś na ziemi... przyda Ci się trochę mniej słońca. Może wreszcie zgubisz tą opaleniznę. Bon voyage!!

DW mieściło się kilka minut drogi od klitki szefa. Już po wejściu do środka Piotr przedstawił w kilku słowach sytuację jednej z pań siedzących w okienku. Gdy czekał na wszystkie dokumenty i przepustkę na Ziemię, właśnie tam w dole, na tym ludzkich łez padole zdarzyła się pewna sytuacja.

2,,, Ludzie piją alkohol w różne dni. Zdarza się to każdemu,,, może z małymi wyjątkami. Poprzedniego dnia pewien mężczyzna nadużył, lekko mówiąc, alkoholu i właśnie teraz budził się z delirycznego odrętwienia. Wszystkie wewnętrzne szczeliny jego ciała zlepiły się w trącącą bólem całość. Jakikolwiek ruch powodował okropny i promieniujący ból w jego wnętrzu. Wielu zna to okropne uczucie. Otworzył oczy i okazało się, że jest już prawie jedenasta w południe. Rozpoczynała się pierwsza godzina największego upału w pierwszym miesiącu lata. Trzeci tydzień czerwca, upał i żar lejący się z nieba wcale nie poprawiały jego humoru,,, jeśli tylko można mówić tu o jakimś humorze. Otępiały podniósł się z fotela, na którym spędził noc i zdecydował się na heroiczny wyczyn. Tak szanowni zebrani, odsłonił rolety w dwóch oknach swojego pokoju. Można się spodziewać, że tak szybko, jak wczoraj się zalał, tak też szybko dzisiaj pożałował tej decyzji. Ale jednak tak się nie stało! Ten człowiek zawsze był uzależniony od Słońca. Dziwne powiązanie łączące jego samego i tą żółtą kulkę lawy i ognia dało się zauważyć już w dzieciństwie. Może to bardzo prozaiczny przykład, ale nigdy w życiu ten facet nie spalił się podczas opalania. Dodatkowo nawet w zimie jego skóra potrafiła wybrać dostatecznie dużą dawkę nasłonecznienia, by utrzymać zwykły kolor z lekką domieszką jasno-brązowej mgiełki. Artur Zeger spoglądał daleko i głęboko w naszego opiekuna, którego dawno temu ludzie żyjący na czarnym lądzie nazywali Ra. Zgodnie z tytułem pewnego filmu jego oczy były szeroko zamknięte. Nie sposób inaczej opisać tego, jak kierował swoją twarz i źrenice w kierunku Słońca. Nie minęło dwadzieścia sekund, a już wewnątrz czuł, że wszystko ułoży się dobrze. Za dziesięć godzin poczuje chłodny wiatr na swojej twarzy i z rozpęta koszulą usiądzie na balkonie, gdzie będzie chłodził ciało oparzone i zaduszone całym długim dniem.

Artur otworzył oczy i w tym samym momencie jego skóra zaczęła oddychać. Dokoła ogień z rozżarzonego nieba lał się wprost na wszystko co nie zostało osłonięte, a znajdowało się pod gołym niebem. Tego dnia jeszcze coś miło spaść z nieba. Artur nie ma znajomych w żadnej komisji zjawisk nadprzyrodzonych, ani w lotnictwie, więc nie mógł wiedzieć o tym, że coś spadnie z nieba. A jednak czekał. Nie wiedząc na co czekał. Coś trzymało go na balkonie. Coś tam w środku mówiło do niego „Artur! Posadź swoją głupią dupę na jakimś stołku na tym balkonie i patrz w niebo, a może zobaczysz coś zajebiście fascynującego.” Uwierz mi lub nie, ale takie historie dzieją się nie tylko w takich dennych opowiastkach. Życie jest pełne niespodzianek. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, ilu ludzi na tym świecie może zamienić Twoje życie w gar gówna. Ale mówię tylko o ludziach. Tymczasem Artur wcale nie miał zobaczyć człowieka, ani tym bardziej ludzia, gdyż ta forma jest niepoprawna! Wie o tym nawet głupi Office 2000! Mimo to, ten koś był kimś!! I to nie pierwszym lepszym gostkiem. W grę wchodzi tu bardzo ważna postać, która ma prawo i zdolności do rządzenia ziemią, naszym domem aż do chwili, gdy pewien staruch nie zarządzi największego sądu. I powiem Ci coś w tajemnicy. Najwięcej zbrodni, które będą sądzone na tej rozprawie pochodzi wcale nie od tego, kto sprawuje teraz nad ziemią władzę. Najwięcej grzechów wymyślili sami ludzie. Kto powiedział, że Szatan jest zły? Dajcie mi tutaj tego bezmózgiego debila! Szatan i Bóg mają władzę nad światem, o tym wie każdy średnio rozgarnięty ministrant. Ale nie mówcie mi, że nie słyszeliście o podziale władzy?! Z jakiegoś powodu Szatan spadł na ziemię i tutaj siedzi. Serio, nie wpadliście na to do tej pory? Trudno! Mnie samemu o wiele łatwiej byłoby przyjąć to do wiadomości, gdyby nie fakt, że jestem ateistą. To dopiero śmiech prosto w twarz. Wróćmy jednak do Artura. Biedak siedzi na balkonie i czeka na jakieś zbawienie. Niestety to Szatan ma go odwiedzić tego dnia, a on przecie nie może nikogo zbawić. Nikt nie jest idealny!

Co tego też nie wiedziałeś? Chyba musimy się umówić na dłuższą pogawędkę na różne tematy. Jeśli jesteś kobietą, to może umówimy się po tym opowiadaniu na jakiś spacer. A jeśli niestety jesteś facetem, to co najwyżej możemy wyskoczyć gdzieś na piwo. Pasuje? Super, więc jesteśmy umówieni!

"Chyba już można iśc spać. Dziś pewnie nic się nie zdarzy. Chyba już można się położyć, marzeń na jutro trzeba namarzyć." Tak podśpiewywał Artur kładąc się do snu na swoim balkonie. Nie miał ochoty przeprawiać się z pościelą i łóżkiem. Nie był w stanie po tak meczącym dniu. Zresztą przyznacie państwo, że lekarstwo "klina klinem" może być męczące. Cały dzień poświęcony na podratowanie zdrowia zaowocował stojącymi na stole sześcioma butelkami wódki "Batory". Artur opatulony w koc umościł się na leżaku i patrząc w niebo czekał na sen. Ten przyszedł o godzinie 22:37 sekund 18.

3,,, Uderzenie wybiło ze snu naszego bohatera. Jakiś mężczyzna leżał na Arturze i wcale nie wydawał się zaskoczony tą sytuacją, zupełnie, jakby co noc spadał na kogoś z nieba. Być może dla niego to jakaś tradycja, można by pomyśleć. Jednak nie! Ten facet bardzo niechętnie kontaktuje się z ludźmi, chyba że ma do nich jakiś interes, jak tej nocy. Rozpoczął się kolejny dzień czerwca. Północ wybiła kilka minut temu. A oni dwaj leżeli przez kilka chwil bez ruchu. Artur stękał rytmicznie, co 1,7 sekundy, aż ten drugi wreszcie się odezwał. - Przepraszam, że zwaliłem się panu tak na głowę! - żart! Jak na taką osobistość, to dość wyszukany dowcip. - Nic się nie stało, właściwie spadł mi pan z nieba! - to też dobry żart sytuacyjny. W taki właśnie sposób powstają najlepsze kabarety. Niestety współpraca obu panów jest niemożliwa, nadto ograniczona bramami czasowymi o ostrych krawędziach. Ale o tym za chwilę, dobrze?! - Może napije się pan ze mną herbaty. Właśnie śniło mi się, że mam na nią ochotę. Zapytać może ktoś, dlaczego w środku nocy Artur mógł mieć ochotę na herbatę. Odpowiedź jest prosta, taka sama, jak odpowiedź na pytanie, dlaczego czterdziestoletnia kobieta, gdy ma okres przygotowuje obiad w sześciu garnkach, podczas gdy wystarczyły by zupełnie dwa, lub trzy. A oto podwójna odpowiedź na oba pytania: BO TAK!

Artur wykonywał czynności zaparzalnicze, a jego gość otrzepał ubranie i rozpoczął lustrację mieszkania. Dokładnie tak je sobie wyobrażał. - Zastanawiasz się, jak długo to potrwa, prawda? Odpowiedziała cisza. Cisza ta była wynikiem zmieszania i zaskoczenia. Artur nie spodziewał się, że ktokolwiek może czytać w myślach. Jak można inaczej nazwać ten proces w wypadku. Właściwie nie można inaczej! Właśnie o tym myślał, nad tym się zastanawiał... Fachowo rzecz nazywając każdy, filatelista, polityk, mag, pilot, a nawet dyrektor fabryki gwoździ i śrubek nazwał by to czytaniem w myślach! - Zresztą nie odpowiadaj! Niech się pan nie martwi! Czy mogę mówić do pana po imieniu? ... A zatem Arturze, nie martw się o koniec tego świata. Widziałem go i wcale nie będzie tak straszny, jak komukolwiek może się wydawać. Sam się o to zatroszczę! A Ciebie, mój drogi, dawno nie będzie już na powierzchni tego globu,,, nawet nie będzie Cię w jej głębi, bo Twoje szczątki, a nawet szczątki Twoich dzieci odejdą już w zapomnienie. Ale ale! Tobie przecie chyba chodziło o Twój, jak Wy to nazywacie... byt doczesny. Odpowiadam zatem, że trzy dni. Teraz cisza nie wynikała już ze zmieszania, a ze strachu. Gość Artura miał nadzieję, że wypity alkohol, tętniący w tętnicach, załagodzi szok. Nie udało się tak, jak się tego spodziewał. A może Artur nie uwierzył i nadal trwał w alkoholowym odrętwieniu?! - A jak to... W jakich okolicznościach, że tak powiem, mam skończyć? - a jednak uwierzył! Co za numer! Właściwie to, gdyby wiedział, kto u niego siedzi i popija herbatę, to nie miałby ani wątpliwości. - Pozwolisz Arturze, że to akurat zatrzymam dla siebie. Zresztą cierpliwości, przyjacielu! Wkrótce wszystkiego się dowiesz. - tak, najwyraźniej ktoś tutaj ma umrzeć, kopnąć w kalendarz. Jak mawiają lekarze z łódzkiego pogotowia "szykuje się skórka". Ja wolę określenie "pora na zejście"! - Wydaje mi się, że nie mogę pozwolić... Kim pan jest? Zjawia się pan... spada na mnie i zaczyna gadać jakieś bezsensowne brednie. Żądam wyjaśnień do diabła. Oczy Artura wpatrywały się w postać przybysza z najwyższą uwagą. Dopiero teraz zauważył rażące cechy jego fizys. Mężczyzna nosił się niechlujnie, acz stylowo. Na głowie miał burzę długich, zaczesanych do góry włosów w kolorze i kształcie błyskawic przecinających niebo. Jakiś czas później Artur będzie miał sposobność zauważyć efekt dający ten wygląd. Niżej widniało czoło przecięte kilkoma bruzdami myśli. Co do zwierciadeł jego duszy, były koloru szmaragdowego. Tylko w chwilach gniewu płonął w nich czarny, jak nocne requiem, ogień. Głowa usytuowana była, jak u większości przedstawicieli gatunku ludzkiego, na szczycie ciała, to zaś podobne było do chudego drzewa. Kościste ręce i tułów obleczone w szeroką szatę emanowały brakiem siły fizycznej i nieporadnością. Wierz mi, że to złudne spojrzenie!

Po słowach Artura, jego gość przybrał pozę, której nie powstydziłby się nawet sam Bogart. Następnie utrzymując przez chwilę zamyślenie na swej twarzy, eksplodował śmiechem. Artur pojął, że nic tu po nim i udał się do kuchni z nadzieją, że mężczyzna w szacie opamięta się, gdy uświadomi sobie, że nie interesuje go rozmowa, w której robi się z niego idiotę, wypowiadając jakieś nonsensy. Gdy wrócił do pokoju z tacą i dwiema filiżankami herbaty, jego gość siedział wygodnie rozparty w fotelu z szyderczym uśmiechem na twarzy. Przez chwilę wpatrywali się w siebie, po czym z fotela dobiegł wyraźny szept. - Nie jestem zwykłym człowiekiem. Nie przybyłem tutaj na miłe pogawędki. Chcę coś zrobić, wypełnić pewien plan i Ty mi w tym musisz pomóc Arturze. Mógłbym się tutaj nie zjawiać, jednak nie mogę Cię do niczego zmusić. Mogę jedynie przedstawić Ci kilka argumentów, a Ty sam dokonasz decyzji. Nie mam daru kierowania wolną wolą. Może to tylko czynić ktoś, kto stworzył zarazem Ciebie i mnie. - Ma pan na myśli Boga? – niepewność zadrżała w głosie Artura. Wydawało mu się, że rozmawia z szaleńcem. Najlepiej więc wysłuchać go, po czym obiecać co tylko mu się marzy i odprawić go czym prędzej! - Trafiłeś w sedno. Proszę mów mi po imieniu. Bez skrępowania. - Nie znam Twojego imienia. Nie usłyszałem go dotąd. – był to dobry wybieg, by poznać obcego jegomościa, który rozgościł się w mieszkaniu i pije herbatę przeciągle siorbiąc. - Wybacz moje maniery. Tam, skąd przybywam, wszyscy znają mnie i moje imię. Nieczęsto wdaję się w stosunki z ludźmi... – tu opuścił głowę. Arturowi wydawało się, że mężczyzna zastanawia się nad czymś, ten jednak czekał. Czekał na nawiązanie krótkiego dialogu, który tak bardzo mu się podobał. Musiał prowokować Artura tanimi sztuczkami, działając zachowaniem, a nie swoją mocą. Do tej pory strach zdejmował Artura ze ścieżki niegrzecznych odzywek. Chciał złapać tego faceta za kark i zrzucić go ze schodów. - Kimże więc jesteś? Odpowiedz natychmiast!…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Niejedność — czytnik · opowiadania