Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Duchy · 21 min czytania

NIEKOŃCZĄCA SIĘ WĘDRÓWKA

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Oni czekają teraz muszą śnić czas ich powstania nadejdzie wraz z z głosem przebudzenia ArchGabryel

Z nieba strumieniami lał się deszcz. Po wybrukowanych chodnikach płynęły strumyki. Miasto zamarło. Ludzie pochowali się w knajpach i barach, żeby przeczekać ulewę. On też czekał. Usiadł przy oknie, w zacisznym barze, oplatając dłońmi kufel piwa. Bezmyślnie przypatrywał się pustemu rynkowi. Wzrokiem wodził po starych kamienicach i drzewach uginających się na wietrze. Nagle jednak jego niespokojne serce zamarło w piersi. Spomiędzy strumieni deszczu wyłoniła się nieoczekiwanie wysoka sylwetka kompletnie przemoczonej dziewczyny. Szła powoli z nisko pochyloną głową, tak iż z jej kasztanowych włosów krople deszczu spadały prosto na chodnik. Było w niej coś, co sprawiło, że jego dłoń mocniej zacisnęła się na kuflu, a wszystkie jego mięśnie naprężyły się nerwowo. W ostatniej chwili mijając okno, w którym siedział uniosła ku niemu twarz. Jej błękitne oczy mocno kontrastujące z czernią wieczora napotkały jego zaskoczony wzrok i czuł, że nie jest w stanie się ruszyć ani nic powiedzieć. W jej oczach znalazł coś przedziwnego. Zimny dreszcz przebiegł go po plecach, kiedy znów odwróciła twarz skręcając za rogiem kamienicy. Dopiero kiedy zniknęła mu z oczu zerwał się gwałtownie z ławy i biegiem ruszył za nią. Zimny deszcz chlusnął mu w twarz, kiedy na oślep wbiegł w wąską uliczkę oświetloną tylko jedną latarnią. To właśnie w jej świetle zobaczył jak się do niego odwraca. Jej czerwone, pełne usta ułożyły się w miękki uśmiech. - Jeszcze się zobaczymy – powiedziała, cofając się w stronę ciemności. - Poczekaj! – krzyknął, ale dziewczyna znikła. Jej oczy! Jej oczy przypominały mu o czymś. O czymś, o czym dawno temu zapomniał.

Obudził się w przemoczonej pościeli. Przeczesując jeszcze mokre włosy dłonią usiadł na łóżku, rozglądając się po ścianach swojego pokoju. Przebierał się powoli i jeszcze wolniej wrzucał swoje książki do plecaka. Tamtego dnia zajęcia ciągnęły się mu w nieskończoność. Bez końca wracał myślami do tamtego momentu, w którym ją po raz pierwszy zobaczył. Wyszedł z uczelni. Dlaczego właściwie tak się tym wszystkim przejął? – myślał, kopiąc przed sobą kamyk – Dlaczego nie umiał o niej zapomnieć? Niespodziewanie zatrzymał się przed niechlujnie nabazgranym na chodniku napisem. NIE JESTEŚ CZŁOWIEKIEM. Zaskoczony rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu autora tego napisu, jednak nie ujrzał nikogo. Westchnął kiwając przecząco głową. Zwariował. Już totalnie mu odbiło! Zwykły slogan nabazgrany przez kogoś jeszcze do wieczora malował mu się pod powiekami. Powoli przechadzał się opustoszałymi uliczkami miasta, nie zwracając nawet uwagi na przydrożne lampy, które gasły to znów się zapalały, kiedy pod nimi przechodził.

Słońce dopiero nieśmiało wysunęło się poza horyzont, kiedy to nagle w okno jego pokoju uderzyły duże skrzydła czarnego kruka. Jego charczące krakanie wyrwało go i tak już z niespokojnego snu. Zdziwiony zbliżył się do okna. Niepewnie przyglądał się ptakowi, który miał na szyi zawieszoną malutką karteczkę. Dopiero po chwili, kiedy kruk wciąż jeszcze siedział na parapecie kracząc głośno, otworzył okno i wyciągnął po nią drżącą dłoń. WIERZYSZ W NIEŚMIERTELNOŚĆ NASZYCH DUSZ?

Już powoli tracił nadzieję. Od kilku godzin ślęczał nad grubymi książkami, w których drobnym druczkiem wypisane było setki legend, mitów, podań i wierzeń. To niesamowite! – myślał, przewracając kolejne kartki – Tyle mitów z tak różnych zakątków świata, a mają tyle punktów wspólnych! Tyle z nich mówiło o astralnych wędrówkach dusz, o duchowych przewodnikach, o duchach sprzyjających ludziom i istotach opiekujących się przyrodą. Przecież poszczególne kultury, które wytworzyły te wierzenia dzieliły setki tysiące kilometrów, a mimo to każda z nich w tak podobny sposób podkreślała ogromną moc tkwiącą w ludzkiej duszy.

Jeszcze wiele razy wracał do tej samej czytelni. Coś mówiło mu, że mimo iż przeczytał już tak wiele, jeszcze nie natrafił na tą informację, która miała mu udzielić odpowiedzi na dręczące go pytania. Tamtego wieczora z westchnieniem zrezygnowania stanął przed lustrem w łazience. Zimna woda mocnym strumieniem spływała do umywalki. Zaczerpnął ją w dłonie, kiedy nagle powierzchnia lustra zafalowała niczym tafla jeziora. Przestraszył się, cofając się gwałtownie. W całym mieszkaniu zgasło światło, jednakże blask wydobywający się ze środka lustra oświetlił wyraźnie napis, który się na nim pojawił. OD WIEKÓW CZEKAJĄ. NIEBAWEM NADEJDĄ.

Obudził się zlany potem. Z rozciętego czoła płynęła krew. No jasne! Musiał się poślizgnąć i upaść. Czoło rozciął sobie o kant umywalki i dlatego lustro spryskane było krwią. Następnym razem będzie musiał lepiej uważać. Po prostu. Zdarza się… Na zdrętwiałych z zimna nogach podniósł się i usiadł w głębokim fotelu. Przez otwarte drzwi balkonowe do pokoju wpadał jasny strumień światła. Księżyc był w pełni. Bezmyślnie wpatrywał się w tańczące na wietrze firanki, gdy nagle na balkonie pojawiła się smukła postać dziewczyny. Ubrana była w czarną suknię. Włosy miała splątane w misterne warkocze. Poderwał się z fotela, ale zaraz na niego znów opadł, gdyż zakręciło mu się w głowie. - Kim jesteś? – jęknął, próbując dojrzeć jej twarz w półmroku. - Przyszłam, bo mnie o to prosiłeś – odpowiedziała, wynurzając się z mroku. Jego serce zamarło na chwilę w piersi. To ona! Ta dziewczyna, którą tak długo szukał tamtej pamiętnej nocy! Przyszła! Znalazła go! Ale dlaczego? Dlaczego łzy same popłynęły mu po policzkach? Czemu płakał? Drżącą ręką starł je z policzków. Bezszelestnie uklękła przy nim, obejmując jego twarz bladymi dłońmi. - Zaiste – powiedziała, wpatrując się w jego oczy – Jesteś tym, którego szukałam. - Kim jesteś? – powtórzył bezwiednie pytanie. Uśmiechnęła się tylko miękko. Nie odpowiedziała. Poszła za to do kuchni i zaparzyła mu herbaty. Smakowała zupełnie inaczej niż wszystkie te herbaty, które pił do tej pory. Poczuł się po niej jednak dużo lepiej i w krótkim czasie odzyskał siły. Z coraz większym niepokojem przyglądał się jej, jak stała w oknie spoglądając na Księżyc. - Wytłumacz mi – prosił – Przecież ty wiesz…

Zapaliła kadzidełka. Ich zapach wypełnił cały pokój. Ich dym wdzierał się do jego płuc. Usiadł tak jak go prosiła po środku pentagramu, który narysowała kredą na środku podłogi. Z trudem żuł gorzkie ziele i wpatrywał się w migotliwy płomień świecy. A ona chodziła wokół niego i nuciła starą pieśń w dawno zapomnianym języku. Jego serce biło coraz wolniej, ale chęć poznania prawdy była silniejsza niż strach przed śmiercią. Z całych sił starał się więc skoncentrować na jej śpiewie. Dym kadzideł wirował wokół niej i nagle wydało mu się nawet, że w pokoju zaczęły tańczyć migotliwe błędne ogniki. W chwilę potem bezwładnie osunął się na ziemię.

Klęczał na dnie kuli, która unosiła się nad przedziwną krainą. Mgła spowijała ruiny i zgliszcza opuszczonych domostw. Rozkładające się ciała zwierząt i ludzi pokrywały roje grubych much. W powietrzu unosił się nieznośny fetor. Wszędzie panowała ponura cisza. - Jesteśmy Strażnikami Prastarej Wiedzy – usłyszał jej dźwięczny głos. Stała przy nim w białej, długiej sukni. Włosy opadały jej kaskadami na smukłe ramiona. Na czole pod grzywką dostrzegł małą bliznę w kształcie pentagramu. - Ty również nosisz w sobie moc tych, którzy potrafią rozkazywać czterem elementom natury – uniosła przed siebie dłoń, na której raz po raz wirował to ogień, to wiatr, to woda, to znowu ziemia – Na całym świecie rodzą się tacy jak my. Wiedzą i czują więcej. Nie muszą widzieć ani doświadczać, aby rozumieć. Ich oczy otwarte są na to, co jest ponad materią. Dlatego też przybywają do nich duchy, zjawy, mary, widma jakkolwiek byśmy ich nie nazwali nie ulega wątpliwości, że szukają z nami kontaktu. Szukają pomocy, aby móc na nowo się narodzić i wypełnić swoje zadanie, które mają do spełnienia na ziemi. Ty jesteś jednym z tych, którzy od eonów poświęcili się pomocy takim właśnie zbłąkanym duszom. W całej krainie nie było nikogo, kto byłby w stanie ci dorównać. Powszechnie szanowany zdobyłeś sobie wiele przyjaciół, ale i wielu wrogów. Przerwała. Jej oczy zamgliły się, a dłonie ścisnęły się w pięści. Wahała się. Spojrzała na niego, jakby szukając u niego zrozumienia, ale on sam niczego nie pojmował. Przyglądał się to jej, to znów zniszczonej krainie tuż pod nimi. Mgła, która spowijała tu drzewa i ruiny gęstniała z każdą chwilą. - Znaleźli się i tacy – kontynuowała z trudem – którzy chcieli wykorzystać twoją moc do swoich celów. Z czasem było tych ludzi coraz więcej. Opanowani chęcią zdobycia władzy i pieniędzy zbierali wokół siebie podobnych sobie. Ich nieczyste dusze pożądały władzy za wszelką cenę. Ty mogłeś im ją zapewnić. Niespodziewanie spomiędzy mgły, która spowiła ich kulę wyłoniła się przepiękna tancerka. Jej kocie ruchy zniewalały, oczy błyszczały, włosy oplatające jej ciało lśniły w blasku świec. Rytm bębnów i dźwięk harf towarzyszyły każdemu jej ruchowi. W kamiennej komnacie, której strop podtrzymywały potężne arkady siedział wysoki mężczyzna o bliźnie na czole w kształcie pentagramu. U jego stóp siedziały dziewczyny ubrane w szare, proste szaty kapłańskie. Każda z nich miała włosy splecione w warkocz. Za nimi stała straż wojów z dzidami i wielkimi tarczami w dłoniach. Po drugiej stronie sali stało trzech mężczyzn. Wszyscy mieli na sobie bogate stroje. Ich insygnia przypominały, że są wysokimi dostojnikami. Wymieniano uprzejmości. Proszono o pomoc. Mężczyzna z pentagramem na czole z trudem koncentrował się na rozmowie. Jego myśli wciąż uciekały do cudnej tancerki, która teraz przystanęła przy trójnogu, w którym płonął ogień. Zgodził się na warunki, a dziewczynę przyjął w mury swej świątyni jako potwierdzenie zawartej umowy. Wtem mgła znów spowiła kulę i obraz kamiennej komnaty zamazał się. - Co to ma znaczyć? – spytał, wpatrując się w nią z niedowierzaniem – Przecież to szaleństwo! Jej oczy były smutne. Odwróciła od niego twarz. Niespodziewanie ogłuszył go potężny huk. Kula, w której się unosili pękła na dwie części i oboje z ogromną prędkością zaczęli spadać w dół. Lecz zanim zdążył cokolwiek…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
NIEKOŃCZĄCA SIĘ WĘDRÓWKA — czytnik · opowiadania