Sport · 12 min czytania
Nielegal.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Akurat dzisiaj nie była pewna czy chce, na pewno chce jechać . Kilkudziesięciu facetów dziwnie patrzyło w jej stronę gdy wysiadła ze swojego nowego, odpicowanego auteczka... Ale co poradzić, kiedy kasa na LSD i kwas jest cholernie potrzebna, matka codziennie dzwoni i pyta jak tam praca w kancelarii i kiedy On ma wobec ciebie plany i nie możesz go zawieść... Otworzyła maskę , starym zwyczajem, żeby mogli obejrzeć jej wypicowany silniczek , przetarła długie tipsy o mankiet czerwono-czarnej kurtki. -Cześć malutka, to twoje? Odwróciła się i zamarła. Stał przed nią wysoki, dobrze zbudowany facet w czarnej skórze , z włosami postawionymi na żel, ze złotym łańcuchem na szyi a w papierach na pewno zapisane miał, że wołają na niego "Kwas" . Tak, to on rozprowadzał prochy po całym mieście i to on tutaj mógł wszystko. Zabijał ,wymuszał, gwałcił i kradł a policja mogła mu, co najwyżej wlepić mandat za przekroczenie prędkości. Doskonale wiedziała, że nie raz już ćpała jego towar, nigdy nie miała powodów by się skarżyć. Przebiegła po nim spojrzeniem- względnie opanowanym. -Moje... - oblizała wargi i nawet zaczerpnęła już powietrza by dorzucić coś jeszcze ale z opresji wyratował ją jej Murzyn. -Ou, ou, kogo ja tu widzę. Kwas we własnej osobie... - stanął obok niej przygarniając drobną osóbkę do swego boku, składając na jej szyi wulgarny pocałunek. - Tak bez obstawy na nielegalu? - A kto odważy się mnie tknąć? Nawet tu? - zaśmiał się unosząc bródkę dziewczyny. Czerwono-czarne kosmyki włosów zasypały jej buźkę. - Tu wystarczy gest a wygram każdy wyścig.- I nagle poczuła się jak każda inna dupa z towarzystwa ... tak przedmiotowo, nie myśląc już o nim ani o tym, kim on jest wyszarpnęła brodę z jego dłoni wtulając się w sprawdzone ramię murzyna. -Uważaj, są tutaj nieukładni. - wymruczała najsłodziej jak tylko umiała i zatrzepotała rzęsami. Obejmujące ją ramię zacisnęło się nieznacznie... -Stawiasz mi wyzwanie, kotku? - Kwas nie należał do tępych przepaków biegających w błyszczących dresach z bejsbolem. Nie, to zdecydowanie nie ta liga. -Aha. Nie ruszają mnie układy bosów, kiedy mogę skosić ci główną nagrodę sprzed łapek. Jej "facet" handlował bronią, był w swoim światku największy, ten drugi był największy w swoim światku a ona była gdzieś pomiędzy nie dając dupy żadnemu. -Tym chcesz jechać? -narkotykowy baron nachylił się nad silnikiem jej auta. -Tym chcę jechać. - kiwnęła głową. Dopiero teraz podniosła spojrzenie na oczy murzyna... przelękła się ich nie na żarty. Gdyby tylko potrafiła porozumiewać się telepatycznie , tak, jak bohaterowie jej ulubionych książek - uspokoiłaby go. -Co powiesz na... Jeden na jeden ?- pytanie z siłą młota pneumatycznego zadudniło jej w uszach, mrugnęła łapiąc rzeczywistość za nogi i zmuszając ją, by spadła na ryj, na beton. -Na nowym moście za pół godziny. -zgodziła się.
Nowy Most miał być chlubą miasta. Miał łączyć dwie, odległe dzielnice które do tej pory przecinała cholernie szeroka rzeka. Rzecz jasna już kilka takich mostów było, ale ten miał być naprawdę naj. Kilka kondygnacji, kilka pasów i wszystko na ograniczonej ilości wsporników. Ale na razie był torem wyścigowym dla tych najlepszych dla elitarnej grupki kierowców . Wyróżniał się tym, że oprócz umiejętności prowadzenia samochodu, podrasowanego znacznie samochodu , trzeba było mieć także nerwy i opanowanie, by wygrać. Piętra ucinały się w pewnym momencie, niedokończone, na pasach leżały deski, stały jakieś beczki i rusztowania... Dziewczyna, której włosy rozwiewał chłodny wietrzyk westchnęła patrząc na kolosa zza szlabanu zbudowanego przez robotników. -Skretyniałaś od tych tabsów. Pojebało cię kompletnie?! Dziecko, co ty narobiłaś! To nie jest, kurwa mać, pierwszy lepszy chwastu z ulicy w bmw, który myśli, że umie wszystko , gdy zapiszczą mu opony... dziewczyno... -Zamknąłbyś się, co? Wcale mi nie pomagasz. -Wpieprzyłaś się w to to teraz nie jęcz! -Zobaczysz że wygram. Ja tez nie należę do chłystków w "beemie" , zresztą.. wątpisz w to, co umiem wyczarować? -Jesteś popierdolona. -No. Masz kasę? -Nie ścigacie się dla kasy. -Nie? To co można wygrać? -podniosła spojrzenie na niego, przeczesała dłonią włosy. -On stawia prochy.. dużo. A ja ciebie. -Co?! -Ciebie. Jeśli przegrasz, jesteś jego. -Ochujałeś ze szczęścia?! Nie jestem towarem, pedale! -Tylko nie pedale i stul dziobek, kotku. -No żartujesz chyba, stawiasz mnie za kwas?! Nie odpowiedział, wymierzył jej zwalające z nóg spojrzenie i odwrócił się, zawartość jego kieszeni zapiszczała śmiesznie, ale jakoś żadnemu z nich do śmiechu nie było. Wyciągnął telefon po drodze, automatycznym ruchem otwierając klapkę . -Co? Cholera... nie mogę teraz. Zawieź ją do szpitala ... no i chuj, nie mogę! -Co jest? -Mija jest chora... - wrzucił telefon znowu do kieszeni. Jego była żona , jak sam o niej mówił, miała poważnie nacięte w głowie, żeby dawać dziecku takie imię. - I Amber chce , żebym zawiózł je do szpitala. -No to na co czekasz? -doskonale wiedziała, jak kochał swoją córcie, poza tym, byłby nie do zniesienia, gdyby nie sprawdził, co się z nią dzieje, bezpieczniej było wysłać go do nich. -Masz się ścigać.. -No, nawet jak przegram to się dowiesz. Poza tym podrzuć Amber do szpitala i wróć, na końcówkę może zdążysz. -No nie wiem... mo.. -Jedź. - twarze obojga rozjaśniły światła samochodu zbliżającego się do szlabanu. Murzyn podszedł do niej, nachylił się i patrzył przez chwilę w oczy... -Kochana jesteś, mała.- nie dając jej zaprotestować zatopił usta w jej wargach, jak zawsze wymalowanych ciemną szminką. Odwrócił się, za szybko, skóra zawirowała odsłaniając na kilka sekund klamkę. Westchnęła, czy oni naprawdę nie potrafią inaczej... Poczuła się dziwnie. Nigdy wcześniej tak jej nie zmotywował jak teraz, nigdy wcześniej