Fantastyka · 4 min czytania
Niema skarga
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Stado dostojnych jeleni spokojnie popijało wodę z pobliskiego strumienia . Kryształowo czysta , lodowata woda świetnie gasiła pragnienie zmęczonych stworzeń. Cichutki szelest wzmógł czujność zwierząt , które zastygły w bezruchu łowiąc swymi uszami każdy podejrzany dźwięk. Trzask łamanej gałęzi stał się sygnałem do ucieczki dla stada. Na niewielkiej polance pozostała tylko samotna łania o srebrzystobiałej sierści i dużych inteligentnych , brązowych oczach przywodzących na myśl ludzkie oczy. Zamglonym przez łzy wzrokiem spoglądała na zbliżających się ludzi. Pierwszy z nich wysoki , barczysty mężczyzna o ogorzałej słońcem twarzy miał zawieszony przez ramie długi, cedrowy łuk. Jego mniejszy towarzysz szczupły młodzian o miedzianych włosach za pasem miał zatknięty mithrilowy topór. Piękna łania otworzyła pysk zupełnie jakby chciała krzyknąć aby ostrzec ludzi przed niebezpieczeństwem. Z jej gardła wydobył się tylko smutny dźwięk przypominający płacz. Mężczyźni widząc dziwne zachowanie sarny zaczęli niespokojnie się rozglądać. Niestety dla nich było już za późno . Zaklęcie wyszeptane przez sine usta nekromanty ugodziło ich w piersi pozbawiając wątłe ludzkie ciała dusz. Czarny mag wyciągnął rękę i chwycił nią unoszące się nad poległymi wojownikami rubinowe klejnoty , w których zostały zaklęte ich dusze. Przerażona łania rzuciła się do ucieczki. Usta nieumarłego wykrzywił paskudny uśmiech . Dostrzegł uciekające zwierzę jeden rzut oka wystarczył mu by rozpoznać zaklętą w sarnę przez niego kobietę.- O nie moja droga tym razem nie pozwolę ci uciec.. Podniósł z ziemi łuk , napiął srebrną cięciwę i wydobył zza pasa nasączoną trucizną strzałę. Mierzył długo , cierpliwie , chciał mieć pewność... Jeszcze skok , dwa a kopyta łani dotkną poświęconej ziemi ... Napięta cięciwa…