Religia · 3 min czytania
Niemile widziany gość
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dlaczego - nie wiem. Tym bardziej nie rozumiem. Działo się, powoli, niemalże niewidocznie. Bez mojej zgody. Akceptacji. Zaproszenia. Tak po prostu pojawił się i zakłócał wszystko. Totalnie wszystko.
W związku z zaistniałym przypadkiem pozostaje więc tylko jedno. Powiedzieć przepraszam i spróbować choć to wyjaśnić. A co jeszcze lepsze, pozbyć się tego całkowicie - zaprzedać nicości.
Pojawiłeś się. Dlaczego nie wiem. Po co, skąd i kiedy, tym bardziej. Nagle. Tak bez niczego, nawet nie zapukałeś. A ja? Nie otwierałam do diaska! Wślizgnąłeś się jak najbardziej perfidny złodziej. Ukradłeś. Nie tylko dzień, nie tylko łzę. Ale coś znacznie bardziej znaczącego.
Powiedziałam ci nie. Raz i drugi. Za trzecim już krzyczałam. A ty? Absolutnie nic. Nic nie zrobiłeś. Nawet nie drgnąłeś. Bez żadnego wstydu wykonywałeś swoją robotę dalej. Nawet nie mrugnąłeś okiem. Nie zatrzymałeś się, gdy ciągnęłam cię za rękaw. Miałeś to ... no gdzie? W nosie???
Dobrze ci było prawda? Gdy z odwróconym bananem na twarzy podążałam ulicami. Gdy zamiast zrobić to, co powinnam była zrobić, robiłam zupełnie coś innego. Mniej ważnego, a może nawet zupełnie niepotrzebnego. Cieszyło się to. Wiem. Widziałam twoją satysfakcję. Czułam każde ukłucie. Doskonale wiedziałeś jak…