Psychologia · 12 min czytania
Niemy krzyk przeszłości
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Weronika spędzała niedzielne popołudnia w parku, siedząc na swojej ulubionej ławce, na uboczu, czytając książki Paula Coehlo. To było jedyne miejsce, w którym potrafiła znaleźć odrobinę ciszy i odosobnienia. Tej niedzieli jednak przeczucie kazało jej usiąść w najbardziej ruchliwym miejscu, przy alejce, która przecinała park dokładnie w jego środku. Czytała po raz kolejny tę sama książkę, tym razem bez większego zainteresowania. Nie mogła skupić się. Częściej patrzyła na stopy przechodniów niż na kolejne strony książki. W pewnym momencie poznała znajomy, rytmiczny krok. Uniosła głowę. Nie mogłaby się pomylić.
-Tomek? – zawołała, gdy mijał ją wysoki blondyn z plecakiem na ramieniu – Tomek! – powtórzyła, gdy ten nie zareagował za pierwszym razem. Chłopak odwrócił się słysząc swoje imię i uśmiechnął się, widząc jak zawsze promienną Weronikę. -Jak ja cię dawno nie widziałem… - nachylił się, by cmoknąć ją w policzek. – Ile to już minęło? – mówiąc, usiadł obok niej na ławce – Jakieś… Hm… -Dwa lata – dokończyła Weronika. Ona liczyła każdy dzień od ich ostatniego spotkania. – Dwa lata i pięć miesięcy… - zarumieniła się. Tomek spojrzał na nią z delikatnym zaskoczeniem. Bardzo dobrze pamiętał jej niebieskie oczy, długie kasztanowe włosy wiecznie niezwiązane i bezwładnie opadające na jej ramiona i piersi. Nic się nie zmieniła. Jedynie uśmiech wydawał się odrobinę subtelniejszy, doroślejszy, jakby pozbawiony tej dziecięcej radości i energii. Spokój, który z niej emanował wydawał mu się trochę obcy, ale bez zbędnego zastanawiania się, doszedł do wniosku, że z wiekiem niektórzy ludzie nabierają wewnętrznego spokoju. -Czym się teraz zajmujesz? – zapytała, odkładając swoją książkę na bok – Słyszałam, że ciągle zmieniasz zajęcia… -To prawda – uśmiechnął się. Zauważył, że Weronika wciąż o nim myśli i jest na bieżąco z jego życiorysem. – Przez jakiś czas pracowałem w miejscowej telewizji, ale jej jakość, w ogóle jej możliwości, były marne i nie pozwalały w najbliższej przyszłości rozwinąć skrzydeł… -Byłeś zbyt ambitny, jak na takie miejsce – wtrąciła. -No właśnie – zgodził się nieco zaskoczony trafnością jej uwagi. – Więc postanowiłem szukać dalej. Wtedy natrafiłem na ogłoszenie o ogólnokrajowym konkursie na najlepszy reportaż. Wziąłem udział i ku mojemu szczęściu zająłem drugie miejsce. Pewien gość stwierdził, że to ja powinienem zająć pierwsze miejsce i zaproponował mi pracę w ogólnokrajowym czasopiśmie… -To było to, o czym zawsze marzyłeś – znów wtrąciła – Wielkie przedsiębiorstwo, z możliwością wykazania się, podróże po kraju, czasem zagranicą. Nowi ludzie, nowe znajomości… Twój żywioł – uśmiechnęła się, wciąż patrząc na jego oniemiałe spojrzenie. -Za dobrze mnie znasz – stwierdził, nie odrywając od niej wzroku – Śledzisz mnie? – zażartował. -Tak jakby - odparła z poważniejąca miną. Tomek nie wiedział, co powiedzieć. Był całkowicie zdumiony jej zainteresowaniem jego osobą. Znali się od dziecka, razem spędzali te lepsze i te gorsze chwile. Znali się na wylot, a jednak ona wciąż potrafiła go zaskakiwać. A może tyko zdawało mu się, że tak dobrze ją zna, zawsze bowiem bardziej był zapatrzony w przyszłość, niż w to, co go otaczało. Nie wiedział nawet, że Weronika ma takie ładne, czyste i głębokie spojrzenie… -A teraz powiem ci coś, czego jeszcze nikt nie wie – zaczął niespodziewanie po krótkiej chwili milczenia. Weronika spojrzała na niego wyczekująco – Jestem w trakcie pisania książki. -O czym ona będzie? – zapytała z entuzjazmem. -O tym mieście. O jego sile i potędze, która zawsze każe mi tu wrócić. O jego magnetycznym pięknie… -Myślałam, że prędzej napiszesz o naszym rodzinnym miasteczku… -Nie, nie – tym razem Tomek wszedł jej w słowo – Nasze miasteczko, owszem, jest piękne, wyjątkowe, ale dotychczas najcudowniejsze chwile mojego życia przeżywałem tu, studiując właśnie tutaj, wśród tych ludzi, chodząc tymi ulicami, mijając te witryny sklepowe… Tutaj czuję się jak u siebie. Znam każdy tutejszy kąt. Zresztą, dobrze wiesz, co mam na myśli – spojrzał na nią, oczekując potwierdzenia, ale napotkał jedynie jej opuszczoną głowę i wzrok utkwiony gdzieś pomiędzy szarymi płytami chodnika - Prawda? – powtórzył głośniej, by wyrwać ją z zamyślenia. -Tak – ocknęła się jak ze snu, a na jej ustach szybko odmalował się uśmiech – Doskonale wiem, co masz na myśli. Tylko, że ja nie miałam aż tyle czasu, by tak dobrze zaprzyjaźnić się z tym miastem. Ale gdybym wyjechała, i chciałabym wrócić, to wróciłam bym właśnie tutaj. -Wiesz – kontynuował – To miasto ma nawet w sobie coś z naszej małej mieściny. Jest taka uliczka, którą zawsze spaceruję po powrocie, żeby powspominać stare czasy. Nawet powietrze wydaje mi się wówczas jakieś takie znajome… Chodź, zabiorę cię tam! –Tomek wstał z ławki i spojrzał na nieco speszoną Weronikę. Zaskoczyło go trochę nagłe zniknięcie jej entuzjazmu na wspomnienie rodzinnego miasteczka. – Idziesz? – ponowił pytanie całkowicie zbity z tropu. Weronika, niezbyt chętnie, powoli, pozbierała książki do torby. Wstała z ławki, przełożyła torbę przez ramię, poprawiła dżinsowa spódnicę i uśmiechając się niepewnie przytaknęła na propozycję spaceru. Szli obok siebie poszarzałą, betonową, parkową alejką. Nie zwracali uwagi na ludzi, obok których przechodzili. Nie zwracali uwagi na wrzawę, hałas i tłok, jaki towarzyszył ruchowi ulicznemu. Nie zwracali uwagi na nic, co mogłoby w jakikolwiek sposób przerwać im wspominanie najcudowniejszych chwil, które dane im było spędzić kiedyś, w dalekiej przeszłości razem. W pewnym momencie parkowa alejka zamieniła się w zwykły brukowy chodnik a ich oczom ukazał się niewielki, ale stylowy,…