psychologia · 8 min czytania
Nienawiść
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dochodziła czwarta. O fakcie upływającego czasu uświadczyły jedynie odgłosy przepływającej zawartości rur kanalizacyjnych. Gdzieś tam w rogu pokoju nieśmiało cykał mały miedziany zegarek. Było to raczej cykanie z przyzwyczajenia, może z poczucia obowiązku, dość ciche by nie zwrócić uwagi na siebie właściciela; by nie wywołać u niego następnego ataku szaleństwa. Mimo tak wczesnej pory człowiek, nazwijmy go On siedział na kanapie. Właściwie wczesnej czy późnej.. wszystko jest kwestią interpretacji. Wpatrywał się w jakiś niewidzialny dla reszty świata punkt na ścianie; może kształt. Jego twarz obrazowała kłębiące się w nim silne emocje. Był młody, ostry rys twarzy zdradzał dość silny charakter: odstające kości policzkowe, głęboko osadzone oczy, łącząca się nad nosem linia brwi, ściśnięte usta świadczyły o determinacji. Dochodziła piąta. W bloku słychać było odgłosy zaczynającego się powszedniego dnia. Siedział na kanapie. Wpatrywał się w swoją wizje na ścianie. Właściwie sam nie wiedział ile to już trwa. Upływający czas można było zmierzyć rosnącą zawartością popielniczki. Jedyna zmianą był niedawno wykwitły na jego ustach uśmiech. Mocno zjadliwy, odrobinę szyderczy. Jednak świadczący o jakimś życiu wewnątrz Jego. I o jakiejś podjętej decyzji. Natomiast ściśnięte brwi i pionowa zmarszczka będąca jakby przedłużeniem nosa mówiła o okrutnym charakterze tejże decyzji. Szósta. Zbiegające buty po klatce schodowej. Odgłosy uruchamianych silników w samochodach. Nerwowa gorączka ranka. Uśmiechnął się. Dziś był ponad to. Właściwie już od jakiegoś czasu był ponad tą groteskową bieganinę. Żałosną i w sumie nieuniknioną – pomyślał. Wstał. Musiał wstać. Skończyły się papierosy. Odrobinę zakręciło mu się w głowie. Trochę nieporadnie na zdrętwiałych przez całonocne siedzenie nogach doszedł do kuchni. Została mu jeszcze paczka. Co za szczęście, nie musze dziś wychodzić z domu – ucieszył się szczerze. Wyjął papierosa z paczki. Włożył sobie do ust i zapalił. Głęboko się zaciągnął. Mocno zabolały go płuca. Znów się uśmiechnął. Tak – powiedział głośno, boli jak cholera, znaczy ze jeszcze żyje. Właściwie jakiś czas temu myślał o samobójstwie. Lecz za każdym razem dochodził do wniosku ze jest na tego typu koniec zbyt odważny. To dobre dla mięczaków – powtarzał sobie często. Zanim odejdę, załatwię tu wszystkie swoje zaległe sprawy – kolejny uśmiech. I na pewno nie pójdę tam sam – gdyby zdołał zobaczyć swój wyraz twarzy teraz, pewnie by się przestraszył. Widział Ją w każdym szczególe swojego domu. W każdej rzeczy. Wszystko miało swoją historię, w której Ona była główną bohaterką. I każda rzecz żałośnie wymawiała Jej imię.. a może to Jego zmęczony mózg tak sobie to tłumaczył. Właściwie to widział Ją. To był jakby trwały obraz gdzieś pod zamkniętymi powiekami. Czuł czasem Jej obecność. Cóż, przyzwyczajenie robi swoje. Czasem tylko wśród tysięcy myśli wyławiał kilka których znaczenie było do siebie zbliżone. Czy ja Ją jeszcze kocham?... Czy to rozdziera mnie moja duma, poniżona męska duma.. hm.. może traktuje to w kategoriach zabranej mi ulubionej zabawki? Sam nie wiem – myślał gorączkowo. To rzadkie chwile kiedy ustępowały emocje, a pracował mózg. Zwykle jednak nie trwały zbyt długo. Wystarczył jeden impuls, jeden zapamiętany zapach, skojarzenie i myśli jak pociąg przejeżdżający przez zwrotnice wracały na stare tory. Jak dobrze pamiętał zapach Jej nagiego ciała. Nasunęło mu się na myśl patrząc na rozgrzebane łóżko. Przypomniał sobie ich pierwsze upojne noce. Następujące po sobie kolejne spełnienia. Smak Jej piersi.. znów zmiana.. włącza się mózg. Może w tą przepaść wpycha mnie jedynie…