Inne · 7 min czytania
Nieobojętni
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Przywołując słowa jednej z ofiar… – tu zrobił pauzę i podniósł spojrzenie. - Nie będę obojętny. Nie mogę być obojętny. My nie możemy być obojętni. Nigdy. Prezydent miał poważną twarz. Twarz, z której biła troska o zraniony naród. W tle wisiała flaga. Nie powiewała. Nie mogła powiewać, orędzie było wygłaszane w jednej z sal pałacu prezydenckiego, ale teraz to zastygłe, zwisające bez życie płótno, zachowywało się odpowiednio do sytuacji. We Francji rozpoczynała się żałoba narodowa. Popatrzył na twarz matki. Jeszcze kilka minut wcześniej miał wrażenie, że jest bliska płaczu. Ale już się pozbierała. Wiadomości się skończyły. W telewizji, zamiast transmisji z Paryża, leciała reklama samochodu. Claudia Schiffer kusząco uśmiechała się zza szyby Opla. Nie będę obojętny – wspomniał słowa prezydenta. To były znaczące słowa. Ważne słowa. Zostało zastrzelonych szesnaście osób. Niewinnych, bezbronnych ludzi. Tak, na coś takiego nie można pozostać obojętnym, ale to właśnie wtedy w jego głowie zrodziło się to pytanie.
*
Zmywał naczynia i wciąż o nich myślach. O zamachowcach i ofiarach. Strzałach z karabinów, które za pośrednictwem transmisji na żywo, stały się tak bliskie, jakby dramat rozgrywał się na sąsiedniej ulicy. Pewnie wszyscy o nich myśleli. Ciężko było nie myśleć. To stało się na oczach całego społeczeństwa. Społeczeństwa, którego granice były wyznaczone przez zasięg kanałów telewizyjnych. Kiedyś kiedy nie było środków masowego przekazu, wyglądałoby to pewnie inaczej. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Przynajmniej mniej żal. Dużo mniej. Zadzwonił telefon. Odebrał. - Oglądałeś? – usłyszał głos Ewy, swojej dziewczyny. - Tak. - Straszne, co? - Tak – pokiwał głową, choć nie wiedział do kogo. - Jutro ma być marsz. Monika utworzyła już wydarzenie na Facebooku. - Jeszcze nie wchodziłem. - Idziesz? - Nie wiem, jutro mam… - Ja idę na pewno. Trzeba pokazać, że się nie boimy. Że nie jesteśmy obojętni. Niedługo potem zalogował się na Facebooka. Miał rację. Świat myślał o tym co on. Posty i komentarze współczuły. A słowa prezydenta NIE BĘDĘ OBOJĘTNY pojawiały się w większości z nich. W pewien sposób łączyły ludzi w subkulturę. On też otrzymał zaproszenie na jutrzejszy marsz. Od Ewy. Za pomocą jednego kliknięcia myszy dołączył do grupy NIEOBOJĘTNYCH. Miał już spać, ale przed wyłączeniem komputera sprawdził coś jeszcze. Definicję słowa NIEOBOJĘTNY. Według słownika polskiego: NIEOBOJĘTNY - zainteresowany czymś, dbający o coś.
*
Nie było wiatru, a blask słońca spływał z błękitnego nieba na zebrany tłum. Ewa rozwinęła transparent. Miał go nieść. - Robiłyśmy go z Moniką całą noc - powiedziała. Nie tylko oni mieli transparent, prawie każdy trzymał w ręku jakiś symbol identyfikacji z ofiarami zamachu. Szli ramię w ramię, wypełniając po brzegi ulicę. Marsz milczenia, niczym leniwa rzeka, przelewał się wolno przez centrum stolicy. On rozglądał się wokół. Starał się mieć wyraz twarzy taki jak większość ludzi. Taki jaki powinno się przybrać na pogrzeb dalekiego krewnego. Spokojny, ale lekko posępny. Zatroskany. NIEOBOJĘTNY. Nie wszyscy jednak milczeli. A w zasadzie każdy coś mówił lub kogoś słuchał. Nie dziwiło go to. Ludzie nie lubią ciszy. Cisza jest nudna. Tak więc rozmawiano, ale szeptem, tak by nie zakłócić charakteru wydarzenia. Szeptano przeważnie o tym co wydarzyło się wczoraj. Ale nie zawsze. Ewa szturchnęła go w ramię. Wskazała…