Akcja · 6 min czytania
Nieodkryte: Kamień Śmierci
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Przebudziłem się ze stanu błogiej nieprzytomności. Poczułem swąd spalenizny. Posmakowałem krwi z moich warg. Uff, gorąco. Była noc, dookoła mnie płonął ogień. Obserwowały mnie jakieś czarne postaci. Widziałem tylko zarysy ich sylwetek. Krzyczeli coś w niezrozumiałym języku. - Rozwiążcie mnie do cholery! – wynik mojej wypowiedzi był przewidywalny. Kontynuowali swoją ceremonię. Ja nie rozumiem ich, a oni mnie. Jasne. Ale boli. W gardle poczułem żółć. -Blurgh! – pozbyłem się tej obrzydliwej wydzieliny. Wypłynęła z mojej jamy ustnej z resztą wymiocin. Podszedł do mnie jeden z tych dziwaków. W świetle ognia wyraźnie było widać jego „twarz”. Wyglądała, jakby była martwa już przez trzysta lat. Co za parszywa morda! - I co, fajnie, nie? Nie ma to jak tania rozrywka. -Du ju spik inglisz? – zapytał, a jego głos wzbudził we mnie takie obrzydzenie, że znowu zachciało mi się puścić pawia. Heh, w sumie to jakbym na niego zwymiotował, byłoby śmiesznie. Postanowiłem jednak kulturalnie odpowiedzieć: -FUCK YOU!- więcej nie zdążyłem, gdyż uderzył mnie z ogromną siłą w twarz. Krew, zawsze przy mnie… Zemdlałem. Przypomniałem sobie o czymś bardzo ważnym. O kimś. ELENA!
Previously
- Nate, przypomnij mi, po co lecimy do Mozambiku? Tam są same dzikusy. - Jestem ci winien historię, pamiętasz? -Iii? -Iii, dowiedziałem się, że te zadupie ma jakiś związek z Kamieniem Cintamani. - I co zrobisz na miejscu? - Jeszcze tego nie zaplanowałem. - Pewnie, że nie, jak zawsze. Uważaj! W samolot, który prowadziłem uderzył wystrzelony z katapulty głaz. Straciłem kontrolę nad samolotem. Zaczął spadać. - O nie nie nie! Elena, po spadochrony i wyskakujemy stąd! Na trzy! Raz, Dwa, - ŁUP!! Straciłem przytomność
The taste of blood Przebudziłem się. Jak zwykle w ustach poczułem smak krwi. Podszedł do mnie tamten „mutant z Czarnobyla”. W ręce trzymał pochodnię palącą się niebieskim ogniem. Tylko jedno przyszło mi na myśl: Kamień Cintamani. I jakby był niewrażliwy na ogień, wziął go do ręki i wrzucił do prawdziwego ogniska. Po chwili wyciągnął go i oblał moją krwią. Skąd ją wziął? Cholera, przecież była wszędzie! Istota kamienia zmieniła swoją barwę na czerwony. Uou, magia. Kazał mi go zjeść. - Eat it! - Fuck it! – usłyszał w odpowiedzi. Usłyszałem strzały. Wielki pojemnik do magazynowania wody stojący za mną został przedziurawiony przez kule z pistoletu. Jeszcze jeden strzał, tym razem w głowę murzyńskiego wodza. Woda w tym czasie zgasiła ogień. Otaczające mnie węzły napęczniały wodą. Rozerwałem je. Ukradłem parszywemu murzynowi kamień i potraktowałem go potężnym kopniakiem w głowę. Upadł na ziemię. Nie tracąc czasy pobiegłem w stronę wybawcy. Podwładni murzyna zamiast…