Zbrodnia · 11 min czytania
niepamięć
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ten dzień był bardzo podobny do innych jesiennych dni. Niechętnie otworzyłam powieki, przez które od pół godziny i tak sączyło się przyćmione światło. Widok za oknem przysłaniała bardzo gęsta mgła. Jedyna myśl, która przychodziła do głowy to taka, że tego dnia nie może zdarzyć się nic dobrego. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk dzwonka do drzwi. Na podjeździe przed domem stała pocztowa furgonetka. „Kto mógł mi coś przysłać? Przecież nie mam nikogo.” – pomyślałam i z niedowierzaniem zeszłam na dół wciskając się w różowy, puchowy szlafrok. Otworzywszy drzwi nie zastałam jednak nikogo, jedynie na wycieraczce leżała mała błękitna koperta. Subtelne pochyłe pismo układało się w moje imię, nazwisko i adres. Nieśmiało oderwałam wierzch, a na podłogę posypały się zakrwawione kawałki szkła i blachy oraz małe zdjęcie. Drżącą dłonią ujęłam je, a to, co zobaczyłam przyprawiło mnie o zawrót głowy. Fotografia ukazywała smukłą brunetkę o długich włosach i trupiobladym kolorze skóry, która leżała pośród szkieł w kałuży krwi… Wpatrując się w nią rozpoznałam tam swoją postać. Łzy pociekły mimowolnie. Z wypadku, który miał miejsce pół roku temu cudem wyszłam cało, tracąc jednak pamięć. Przeszłość to wielka czarna plama. Nie pamiętam nic – ludzi i miejsc, zapachów i smaków. Gdy wybudziłam się ze śpiączki powiedziano mi, że mój chłopak zmarł na miejscu w wyniku poniesionych obrażeń. To przykre, ale nie zapłakałam nawet – bo jak można płakać za kimś, kogo wcale się nie pamięta? Nie wiem czy miałam rodzinę i przyjaciół. Nie wiem nawet gdzie mieszkałam. Musiałam zacząć życie od początku i nikt mi nie pomaga. Zostałam sama. Jedna myśl kołatała się w podświadomości – ktoś mnie obserwuje… Nie potrafię sprecyzować przez jak długo siedziałam w bezruchu starając się wszystko jakoś ułożyć. Nie mogłam powiadomić policji, to zbyt błahe. Byłam zła sama na siebie, chciałam wiedzieć coś o sobie i o swojej przeszłości. Nerwy ukoił zimny prysznic i wyjście do ogrodu. Dumając wysilałam swoją pamięć, by przypomnieć sobie choćby najmniejszy motyw z przeszłości. Niestety. Nic. Pustka. Chwile refleksji przerwał dźwięk dzwonka telefonu. - Nadia! Gdzie ty do cholery jesteś?! Powinnaś być już w pracy! Za godzinę masz spotkanie! – wykrzyczała Oliwia. Oliwia to moja przyjaciółka, która wiecznie ustawia mnie do pionu. Pracujemy razem od początku, czyli od momentu, gdy znalazłam posadę po powrocie do życia po wypadku. Piętnaście minut później byłam już w drodze do redakcji. Cały dzień zajmowałam swój umysł różnorakimi sprawami, byleby tylko zapomnieć o tajemniczej przesyłce. Późnym popołudniem, gdy zabierałam dokumenty, nad którymi zamierzałam skupić się wieczorem, spod blatu biurka ześlizgnęła się pożółknięta kartka pocztowa z urokliwym domem z czerwonej cegły. Na odwrocie widniało kilka słów wypisanych tym samym charakterem, którym zaadresowana była poranna korespondencja – „Explora et eam rem cognoscere”. Schowawszy znalezisko do kieszeni jak najszybciej udałam się do domu. Wieczór poświęciłam studiowaniu słowników. Udało mi się ustalić, że napis z łacińskiego oznacza „Znajdź a poznasz”, co wcale nie ułatwiło sprawy. Na rogu kartki widniał lekko starty odnośnik – Litzman, 1990, Wolborka. Póki nie wpisałam tych słów w wyszukiwarkę nie wiedziałam co robić. Błogosławiąc Boga za istnienie Internetu bez zastanowienia wysłałam wniosek o kilka dni urlopu i szykowałam się na wyjazd do … Łodzi. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Przebudziłam się jednak, kiedy kuchenny zegar z kukułką zaczął wybijać trzecią. Strasznie zmarzłam, więc postanowiłam wypić gorącą herbatę. Siedząc w kuchni zauważyłam jednak pewien ruch za oknem, który w pewien sposób mnie zaniepokoił. Cień przesuwał się niespokojnie między oknami. Błyskawicznie zasłoniłam wszystkie rolety, ale czułam się bardzo nieswojo. Starałam się uspokoić obracając w dłoniach kubek. Panika dała mi się we znaki kiedy dobiegł mnie dźwięk chrobotu przy drzwiach wejściowych. Pobiegłam na górę i zachowując się jak mała dziewczynka nakryłam głowę kołdrą. Próbowałam zadzwonić po policję, ale linia telefoniczna została zerwana. Trzęsłam się cała. Z czasem usnęłam w towarzystwie rytmicznego walenia w okno i szaleńczego śmiechu… Obudziwszy się rano nie miałam pojęcia co zastanę. Stąpając ostrożnie obserwowałam każdy kąt. Wszystko było w porządku gdyby nie … drzwi. A raczej to, co z nich zostało. Dodatkowo, przed nimi leżała znów taka sama koperta. W środku ponownie znajdowały się fotografie. Tym razem jednak utożsamionej ze mną dziewczynie ze zdjęć towarzyszył młody mężczyzna. Wyglądało to na sesję ślubną. - Nie, nie, nie… - pomyślałam. – Tego już za wiele… Z niedowierzaniem kręciłam głową, kiedy z przypadkowo upuszczonej koperty wypadło coś jeszcze. Złoty pierścionek. Obrączka. Podniósłszy ją niepewnie ujrzałam drobny grawer: Aleksander & Nadia, 23.05.2010. Odruchowo wsunęłam ją na palec. W przypływie żalu uderzyłam dłonią w stół, próbując zapanować nad emocjami i łzami, które napłynęły dopiero pół roku po śmierci mojego męża. „Dlaczego nie mogę pamiętać niczego?! Dlaczego piękne chwile są mi tak obce?!” – obwiniałam się. Po chwili przez uchylone okno wpadł wiatr i rozrzucił stertę dokumentów odsłaniając starą kartkę pocztową. Wiedziałam, że muszę tam…