Komedia · 12 min czytania
Niepokorne
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Opowiadanie nie jest pisane specjalnie na to forum, a więc naprawdę musiałem ograniczać sie z opisami. Tutaj liczy się bardziej akcja, aniżeli sposób jej przekazania. Mimo tego mam nadzieję, że docenić moje starania biorąc pod uwagę to- jak wcześniej powiedziałem- pisząc serial stoję pod ścianą i nie mam możliwości rozwinięcia skrzydeł. Pozdrawiam!
Odcinek 1: „Początek końca”
Spacer w letni poranek może być jedną z najwspanialszych rzeczy w naszym życiu. Jednak może być też drogą pełną smutków, obaw i niepewności, a także kilkoma łzami zgubionymi na chodniku. Żałobne ubranie, które idealnie leżało na zgrabnej sylwetce maszerującej kobiety, wyraźnie kontrastowało z nasyconymi kolorami wesołej wiosny, która postanowiła zagościć na Błękitnej Promenadzie wcześniej niż w całym kraju. Ten dzień na pewno nie będzie już zwyczajny, już na pewno nic nie będzie tak jak dawniej. Wesołe, delikatne, ciche i spokojne. Przepełnione życiem, radością, jaśniejącą i szczęśliwą przyszłością. Aż trudno sobie wyobrazić, jak bardzo świat może się zmienić tylko w jednej chwili, w ułamku sekundy, która będzie wydawała się przeklętą chwilą w historii świata. Jak czyjeś pielęgnowane przez parędziesiąt lat życie może nagle się urwać- od tak. Po prostu… Hania miała prawdziwy mętlik w głowie. Nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć. Jeszcze tydzień temu spacerowała po pobliskim molo ze swoim tatą, patrząc na majestatyczny wschód słońca. Teraz przyjdzie jej patrzeć na coś o wiele smutniejszego, jednak równie pięknego i przepełnionego tragizmem. Wiedziała, że pogrzeby nie były niczym specjalnym, jednak ufała, że pogrzeb jej ojca musi być wyjątkowy. Prawdziwie musi spełniać święty obrzęd uczczenia zmarłego, wspaniałego człowieka. Nie wierzyła, że może być inaczej. Można było nawet powiedzieć, że była lekko podekscytowana, jednak dobrze wiedziała, że nie powinna tego teraz czuć. W końcu szła na pogrzeb najbliższej osoby w jej życiu. Łzy tak naprawdę były tylko aktem egoistycznym, bowiem nie wiedziała, co ze sobą teraz zrobi. Czy sobie poradzi bez cielesnego anioła stróża, czy podoła wyzwaniom życia dnia codziennego bez drobnego wsparcia ze strony ojca? Jednak tak naprawdę w duszy była radosna- czy to nie piękne udać się do Nieba po tylu latach cierpień i doli? Chyba to jest najważniejsze w śmierci… Widać, studiowanie filozofii nie poszło w las. Chociaż teraz może Hania, wolałaby być zwykłym, nieświadomym, głupim człowieczkiem.
***
Hania przyspieszyła kroku, zdając sobie sprawę, że musi być przed wszystkimi. Pozostawały przecież jeszcze sprawy czysto organizacyjne. Gdy tylko minęła róg ulicy i skręciła w tak dobrze jej znaną drogę w stronę miejscowej kapliczki, niespodziewanie z naprzeciwka ukazała jej się kobieta, którą bez problemu rozpoznała. Zofia Kowalska- chyba najbardziej zatwardziała konserwatystka na Ziemi, z lekkim uśmieszkiem szła prosto w jej stronę. Po chwili, gdy dystans między nimi wynosił już parę metrów, Zofia rozłożyła ręce i krzycząc na całą ulicę „Moje kondolencje!” przylepiła się do Hani w ciepłym uścisku, a wielki brzuch przyjaciółki będącej w ósmym miesiącu ciąży trochę tą czynność zamortyzował. Kobiety przez kilka sekund jeszcze pozostawały w gorącym uścisku. - Haniu, tak bardzo ci współczuję. Artur był dobrym człowiekiem- wydawało się, że słowa kobiety są bardzo szczere. W końcu sama najlepiej wiedziała, co to znaczy śmierć, czym jest strata ukochanej osoby. Ona jednak ma już to za sobą. Hania uwolniła się spod ramion koleżanki. - Przyjdziesz na pogrzeb?- ubranie Zofii ani trochę na to nie wskazywało, ale zawsze warto zapytać. - Wybacz, ale nie. Wiesz, teraz z tym dzieckiem staram się nigdzie nie wychodzić. Po za tym muszę przyciąć żywopłot przed domem…- podobno każda wymówka jest dobra. Ta też chyba była, bo Hania ze zrozumieniem odparła, że „Nic nie szkodzi” i żegnając się uprzejmie z przyjaciółką, oddaliła się od miejsca spotkania jeszcze szybszym tempem. Zosia od czasu gdy zaczęła być w ciąży bardzo się zmieniła. Zamknęła się na świat zewnętrzny, stała się jakaś przewrażliwiona, ostrożna, mniej towarzyska, a nawet egoistyczna. Wszyscy rozumieli, że to dla dobra dziecka, ale czy może i to było kolejną wymówką oddalenia się od otoczenia i zamknięcia w sobie? Z tą kobieta ostatnio działo się coś dziwnego, a nikt nie umiał jej pomóc. Z resztą- jeżeliby ktokolwiek taki się znalazł, Zosia i tak odrzuciłaby jego pomocną dłoń twierdząc, że sama sobie poradzi. Jednak radziła sobie coraz gorzej. Mocna i niezależna- jednak tylko kobieta. Przed kościołem nie było nikogo. Jedynie czarny polonez przerobiony na karawan stał prosto przed wejściem, a po odgłosach stygnącego silnika można było dojść do wniosku, że dopiero prze chwilą podjechał pod budynek. Czarnowłosa kobieta bez chwili zastanowienia nacisnęła zdobioną klamkę bramy i zanurzyła się w pogrążonej w ciemnościach kaplicy. Zza niecałkowicie zasłoniętej jedwabnej kotary płynął jasny strumień światła, padający prosto na otworzoną trumnę, oświecając majestatyczne ciało Artura Linde, które teraz, w tych jasnych promieniach, wydawało się jeszcze piękniejsze i jeszcze bardziej doskonałe. Hanna zbliżyła się do ojca. Tym razem łzy poleciały jej jak groch. Uklęknęła przed trumną i przytuliła głowę to piersi ojca. - Tato…- stęknęła cicho, choć dobrze wiedziała, że im w niczym już to nie pomoże. Na cud nie liczyła, nie mogła liczyć. W końcu była realistką. Zachowywała się trochę jak dziecko, nawet wstydziła się tego. Przecież była twardą babą... a teraz przylepia się do piersi ojca, nie mogąc cały czas pogodzić się z jego odejściem?! Wmawiała sobie, że śmierć to coś naturalnego, że tak będzie z każdym, że czy prędzej, czy później, to i tak do tego musi dojść! Niestety, chyba bezskutecznie. Jej „