Fantastyka · 13 min czytania
Niespełnione marzenie. [PROLOG]
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Zapadała noc; księżyc oświetlał dwie postacie stojące na środku wielkiego, wypalonego skrawka ziemi. Wiatr przemykał między nimi, powoli delikatnie smagając suknie kobiety. Czarno-granatowa z głębokim dekoltem mieniła się w blasku księżyca. Pośrodku spięta była pasem z białego futra ściągniętego z wilka, którego upolowała kilka dni temu. W ręce trzymała topór niebezpiecznie mieniący się na czerwono. Długi na ponad stopę, wyglądał na niesamowicie ostry. Ostrze zaczynało się tuż przy rękojeści i wyginało się ostro w tył przypominając kosę. Czaszkowe naramienniki, nagolenniki z kości oraz Księga na krótkim łańcuchu przy udzie dopełniała grozy. Nie była to zwykła księga – zawierała ona bowiem zaklęcia. Niesamowicie gruba z pożółkłymi stronicami i gdzieniegdzie zaplamiona była krwią. Obramowanie okładki tworzyły kości. Były to prawdziwe, prawdopodobnie ludzkie kości częściowo wchłonięte do Księgi. Na samym środku widniała plama krwi na której ułożone były dwie kości tworzące literę V. Na starym, wytartym grzbiecie widniał złoty napis: Lady Vrouz. – Zaczynamy już? Nie mam całej nocy – odezwała się zimnym, surowym głosem. – Chwila. Jako nekromantka powinnaś wiedzieć, że rytuał wezwania nie należy do łatwiejszych – fuknął mężczyzna. Jered miał około sześć stóp wzrostu i przerastał Lady Vrouz o głowę. Od dziecka cechowały go niezwykła upartość i chęć samokształcenia. Każdą sprawę starał się doprowadzić do końca, a jego ciągła chęć nauki w dzieciństwie zaowocowała znajomością wielu zaklęć oraz technik bojowych. Trudno było go pomylić z jakąkolwiek inną osobą za sprawą koloru jego oczu. Ojciec Jereda, sławny alchemik Alt był eksperymentalistą i lubił wzbudzać zainteresowanie swoją osobą oraz czynami. Jako pierwszy wynalazł eliksir poprawiający samopoczucie oraz Aspetifix. Aspetifix potrafił zmieniać wybraną cechę wyglądu na stałe. Alt, chcąc sprawdzić działanie specyfiku, skropił nim oczy swojego nowo narodzonego syna – Jereda. W wyniku tego oczy chłopca zmieniły barwę z zielonych na żółte. Brązowe, dłuższe włosy przysłaniały czoło i opadały na stalowo-biały płaszcz. Na plecach wyszyte były dwie wielkie litery: „GD”. Był to znak rozpoznawczy członków Gildii Duchów. Uczniowie, w odróżnieniu od profesorów i mistrzów musieli nosić czarne, długie bluzy pod spodem. Mężczyzna wyjął zza pazuchy mały woreczek i zaczął rozsypywać znajdujący się w nim piasek tworząc okrąg. Górę oraz dół utworzonego okręgu przecinały dwie faliste linie, zaś w jego środku Jered wyrysował kwadrat. – Masz to ciało? – zapytał się Lady Vrouz. Jego głos nie wyrażał satysfakcji współpracowania z nekromantką. – Radzę tobie zmienić nastawienie do mnie, bo konsekwencje mogą okazać się dla ciebie bardzo bolesne – odpowiedziała wyginając usta w drobnym uśmiechu. Vrouz lubiła straszyć. Uwielbiała, gdy bezbronna ofiara zaczyna błagać o swoje nędzne życie wiedząc, że nie ma żadnych szans z nekromantką. Chwilę potem pstryknęła palcami, a obok niej pojawiła się grupa szkieletów trzymających na swoich kościstych, pozbawionych jakichkolwiek mięśni czy skóry barkach, trumnę. Na kolejne pstryknięcie nekromantki, nieumarli niedbale rzucili skrzynię na ziemię co oczywiście nie minęło się z krótkim komentarzem Lady Vrouz ("bezmózgie kupy kości"). – Sądzisz, że twoje kościane lalki mnie wystraszą? W moim życiu widziałem potwory o których ty mogłabyś tylko pomarzyć. No, ale nie po to tutaj przybyliśmy, czas zacząć rytuał. W czasie, gdy „bezmózgie kupy kości” siłowały się z otwarciem wieka trumny, Jered podszedł do kwadratu znajdującego się na samym środku kręgu i wyciągnął lewą rękę. Wyprostował wszystkie palce, a następnie zgiął kciuk, mały oraz wskazujący palec. Zamknął oczy i w ciszy recytował formułę zaklęcia. Po chwili otworzył oczy i wypowiedział słowa: aperentia Eldiwing! Duch zmaterializował się praktycznie natychmiast. Unosił się na środku kręgu, dokładnie nad miejscem, które Jered wskazywał ręką. Wyraz jego twarzy wyraźnie wskazywał, że nie jest zadowolony z tego, że ktoś zakłóca jego spokój. Próbował wydostać się z kwadratu jednak z mizernym skutkiem. – Nie wydostaniesz się – powiedział Jered spokojnym głosem, wychodząc z kręgu. – Jeśli rytuał został przeprowadzony poprawnie w miejscu śmierci, duch nie może opuścić obszaru wezwania bez zgody teurga lub ponownego zmaterializowania się z biegiem czasu. – Przestań już gadać – rzuciła Vrouz swym lodowatym tonem. – Im szybciej to załatwimy tym lepiej. Nie mam zamiaru spędzać z tobą ani minuty dłużej. – Obróciła się w stronę ducha, wyciągnęła rękę i krzyknęła: nectomus! Dusza Eldiwinga powędrowała ku górze, przybrała kształt małego obłoku i niczym ciecz wniknęła do jego ciała przez otwarte usta. Powoli wypełniała cały organizm, przywracała narządy do ponownego funkcjonowania, popychała krew w zaschniętych żyłach i przywróciła serce do ponownego bicia. Po chwili Eldiwing wstał z trumny i stanął obok niej. – Vrouz, co to do cholery ma być?! – rzucił Jered pokazując na ręce i nogi mężczyzny. W każdej kończynie tkwiła srebrna szpilka rozmiarów dorodnej mandarynki. Przechodziła ona przez mięśnie na wylot i, sądząc po twarzy wskrzeszonego, najwyraźniej dostarczała sporo bólu. – Jak to co? Nie mam zamiaru ryzykować swojego cennego życia i zostać obiadem dla tej kupy mięsa – kobieta popatrzyła na wskrzeszonego z wyraźną odrazą – bo ktoś go nie unieruchomił – odpowiedziała Lady Vrouz. – Dobra... – Jered splótł ręce z tyłu głowy w geście poddania. Ta kobieta doprowadzała go do szału, nie miał ochoty spędzać z nią ani chwili dłużej, więc powiedział do Eldiwinga: – Wybacz, że zakłóciliśmy twój spokój, ale musimy się czegoś dowiedzieć – mężczyzna splótł ręce na piersiach i ciągnął dalej. – Za życia byłeś jednym z najlepszych czarodziejów pracujących dla Instytutu. Wiem o tym, że wasz wydział zajmował się szukaniem przedmiotów czy rzeczy o magicznych właściwościach. Jednymi z nich były angrasy. Lady Vrouz, a dokładniej jej poplecznicy dowiedzieli się, że macie informacje o położeniu jaj. Tego właśnie chcemy się dowiedzieć. Eldiwing stał niewzruszony i sprawiał wrażenie jakby słowa wypowiedziane przez…