Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 17 min czytania

Niespodzianka

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Byłam z Williamem na spacerze w parku. Powolnym krokiem przemierzałam alejki pchając przed sobą wózek z moim dziesięciomiesięcznym synkiem, który akurat cieszył się chwilą energetycznej drzemki. To była też chwila wytchnienia dla mnie, – od kiedy zaczął chodzić trzeba było na niego cały czasu uważać. Był bardzo ruchliwy i cały czas bałam się, że może sobie przez przypadek zrobić krzywdę, ale na szczęście spał. Rozglądałam się do okoła i widziałam mnóstwo ludzi w podobnej do mnie sytuacji. Jedni pchali wózki z dziećmi inni pomagali swoim pociechom stawiać pierwsze kroki, jeszcze inni siedzieli na ławkach i stamtąd obserwowali zabawy swoich maluchów. Między nimi spokojnym krokiem spacerowały pary zakochanych młodych ludzi. Każda z nich trzymała się za ręce, lub się obejmowała. Było tam też kilka par z dziećmi i psami. Zazwyczaj ojcowie dumnie prowadzili na smyczy jednego z obrońców rodziny. Wszystkie te obrazki na około były wspaniałe i jeszcze bardziej poprawiały mi humor… Usiadłam na ławce i wyjęłam miesięcznik medyczny. Postanowiłam wystawić moją skórę na ciepłe majowe słońce i dostarczyć jej, choć trochę witaminy D. Jeszcze raz rzuciłam okiem na mojego synka. Kiedy spał wyglądał jak aniołek. Uwielbiałam patrzeć na jego słodką małą twarzyczkę i na malujące się na niej spokój i błogość. Poprawiłam kocyk, którym był przykryty i zajęłam się gazetą. Nie pracowałam już w FBI tylko w szpitalu. Obecna praca dawała mi więcej czasu dla mojego dziecka. Czasami robiłam tylko jakieś badania dla biura, albo rzucałam okiem na akta, które podsuwał mi Mulder. Tego dnia akurat rozpoczął się mój dwutygodniowy urlop, który postanowiłam w całości poświęcić mojemu dziecku i Mulderowi, który też miał zamiar wziąć sobie wolne, a miał dość sporo zaległego urlopu. Postanowiliśmy, że nie będziemy nigdzie wyjeżdżać tylko zostaniemy w domu i nacieszymy się sobą nawzajem zanim znowu będziemy musieli wrócić do szarej rzeczywistości codziennych dni. Powoli przeglądałam magazyn i czekałam aż jakiś tytuł przykuje moją uwagę. Niestety nic takiego nie znalazłam, było kilka ciekawszych rzeczy, ale nie na tyle żeby się nimi zająć. Założyłam gazetę i odłożyłam ja do torby. Odchyliłam głowę i zamknęłam oczy, które nie były w stanie wytrzymać jasności słońca. Miałam wszystko, co było, o czym marzyłam – dziecko, kochającego mężczyznę. Niczego mi nie brakowało, cieszyłam się piękną pogodą i byłam naprawdę szczęśliwa… nawet odgłosy ulicy, gwaru i samochodów wydawały się odległe. Całą sielankę przerwał mi irytujący dźwięk dzwoniącej komórki. Sięgnęłam ze złością po denerwujący mnie przedmiot i nie zerkając nawet na numer, który do mnie dzwoni odebrałam go jakże radosnym i miłym dla mojego rozmówcy słowem. - Czego? – spytałam „grzecznie”. - Cześć Dana to ja. Gdzie jesteście? – usłyszałam głos Muldera i od razu skarciłam się w myślach za mój z przed chwili nieprzyjemny ton głosu. - To ty Fox, przepraszam, że tak zareagowałam, ale właśnie jestem z Willim na spacerze i delektowałam się chwilą spokoju, bo akurat śpi. Jesteśmy w parku, a co stało się coś? - Nie nic się nie stało, ale jestem w domu i mam dla ciebie mała niespodziankę, ale to może poczekać. - Mulder, co to jest??? – to mnie zaniepokoiło, jego niespodzianki były zazwyczaj trochę dziwne, ale…. - Zobaczysz jak wrócicie, wcześniej nic ci nie powiem, do zobaczenia w domu… - nie zdążyłam mu nic odpowiedzieć – odłożył słuchawkę. - Zaraz będę – powiedziałam do uciążliwego sygnału. Schowałam telefon, wstałam z ławki i ruszyłam w drogę powrotną. Szłam trochę szybciej niż w tą stronę. Byłam strasznie ciekawa, co tym razem wymyślił. Trochę się bałam, że to, co zrobił nie było za mądre, ale może się zmienił i wybiera bardziej taktowne i stonowane niespodzianki. Nie dowiem się dopóki nie zobaczę pomyślałam i jeszcze bardziej przyspieszyłam kroku…

William nadal spał. Wjechaliśmy windą i z ciężkim sercem stanęłam przed drzwiami naszego mieszkania. Bałam się tego, co miało mnie tam spotkać. Nacisnęłam na klamkę i weszłam do środka. Pierwsze, co zobaczyłam to Mulder siedzący na kanapie i oglądający jakiś kiepski film w telewizji. Zamknęłam drzwi i postawiłam przy nich wózek. Delikatnie wyjęłam Williego i zaniosłam go do jego pokoju, żeby dalej mógł spokojnie spać. Wróciłam do Muldera i usiadłam obok niego na kanapie. - Co to za niespodzianka? – spytałam. Spojrzał mi w oczy i od razu zauważyłam w nich blask, który zazwyczaj oznaczał u niego dumę i radość. Zanim udzielił mi odpowiedzi delikatnie mnie pocałował. - Musimy pójść do sypialni. – powiedział, wstał z kanapie i pociągnął mnie za sobą. - Mulder, jeśli ta niespodzianka jest w sypialni to naprawdę nie musiałeś mnie ściągać ze spaceru, mogłeś chyba poczekać aż wrócę. – powiedziałam to tonem małej dziewczynki. - To nie taka niespodzianka, o której myślisz. – powiedział z uśmiechem – ale możemy rozważyć i taką – dodał po chwili, troszkę cichszym i znacznie seksowniejszym głosem. Stanął przed mną i otworzył drzwi do sypialni. Stał tak, że zasłaniał mi cały pokój, dopiero po chwili odsunął się i pokazał mi NIESPODZIANKĘ. - Jak ci się podoba? – spytał z szerokim uśmiechem, nazywanym przez mnie „szczęśliwy uśmiech idioty nr 3” wskazując jednocześnie na siedzącego przed mną szczeniaka. Był naprawdę śliczny, czarny podpalany owczarek niemiecki. Miął śliczne oczka, które sprawiały, że wyglądał na szalenie inteligentnego psa. Miał gdzieś koło trzech miesięcy, tyle mogłam stwierdzić na oko. Mój wzrok przesuwał się pomiędzy psem, a Mulderem. To był dla mnie lekki szok, że Fox zdecydował się na posiadanie psa, tym bardziej, że nigdy o tym nie rozmawialiśmy… - Mulder jak ty to sobie wyobrażasz? – spytałam. Najpierw musiałam go opieprzyć za jego lekkomyślność. Nie miałam pojęcia jak mamy trzymać tak wielkiego psa jak owczarek niemiecki w trzypokojowym mieszkaniu do tego przy małym dziecku. - Co mam sobie wyobrażać??? – odpowiedział pytaniem na pytanie. - Jak to, co, TO – wskazałam na psa, który zaczął iść w moim kierunku bardzo chwiejnym krokiem. – Jak wyobrażasz sobie trzymanie tak wielkiego psa, w tak małym mieszkaniu do tego z małym dzieckiem. – pies miał wyraźną ochotę na zabawę, bo gdy już do mnie dotarł zainteresował się moimi spodniami a dokładnie ich nogawkami. - Przecież on wcale nie jest wielki. – powiedział – i jest taki śliczny, nie podoba ci się. – Mulder zaczynał zachowywać się jak ośmioletni chłopiec próbujący przekonać matkę do zatrzymania znalezionego psiaka… Muszę też przyznać, że bardzo mi się to podobało. - Mulder on dopiero będzie wielki, przecież to szczeniak, a kiedy urośnie o tym już nie pomyślałeś??? – spytałam. - Dana nie denerwuj się przecież sobie poradzimy. Owczarki to bardzo mądre psy. No nie podoba ci się? – Fox kucnął przed psem i zaczął go głaskać. Rozczulił mnie ten widok – Mulder i jego wymarzona zabawka. - Ale ty się nim będziesz zajmował? – spytałam musiałam mieć pewność, że Fox ma świadomość w co się pakuje. – Będziesz go wyprowadzał na spacery, sprzątał po nim, dawał mu jeść? – uśmiech Muldera stawał się szerszy z każdym wypowiadanym przez mnie słowem. - Oczywiście, że tak. - Obiecujesz? – spytałam raz jeszcze. - Obiecuję, masz moje słowo. – odpowiedział i momentalnie znalazłam się w jego ramionach. Podniósł mnie i obrócił nas kilka razy do okoła. Postawił mnie na ziemi i bardzo namiętnie pocałował. Całej scenie z zaciekawieniem przyglądał się nasz nowy nabytek, moja NIESPODZIANKA. Uśmiechnęłam się na jego widok i po sekundzie siedziałam na podłodze i głaskałam naszego pupila. - Jak się wabi? – spytałam jednocześnie głaszcząc psa z uchem. - Ben. – dostałam krótką odpowiedź. - Ładnie, podoba mi się. Dlaczego wybrałeś takie imię? - Nie wybrałem takie miał, psy z rodowodem dostają je od razu po urodzeniu, muszą je mieć wpisane w papierach. – wyjaśnił mi wszystko i też zaczął głaskać nasze na razie malutkie zwierzątko. Zachowywaliśmy się przez kilka chwil jak para dzieciaków przy nowej zabawce. Wszystko było cudowne, nawet przeszła mi złość na Muldera za to, że kupił go za moimi plecami. Psiak był naprawdę super. Całą zabawę przerwał nam płacz dziecka. Wstałam z podłogi i poszłam zająć się naszym synkiem, który właśnie zaczął się domagać naszej uwagi i podwieczorku. Poszłam do pokoju Williama, a pies poszedł za mną. Mało brakowało a bym się przez niego wywaliła – cały czas plątał się pod nogami i co jakiś czas znajdował się z przodu stając tak

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%