Erotyka · 1 godz. 21 min czytania
Niespodziewana miłość. 1-9
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 4
Rozdział 1. Wakacje. Znów będą wakacje.
Jestem Paulina Great. Razem z ojcem mieszkam w małym miasteczku Times. Pracuje on tutaj, jako stolarz. Mama jest gwiazdą filmową. Rzadko się z nią widuje. Mam za to wspaniałego przyjaciela Fabiana. Jest moim sąsiadem. Widujemy się codziennie i nie spuszczamy z siebie oka choćby na minutę. Znamy się już od kołyski. Gdy miałam 3 lata moi rodzice przeprowadzili się tu ze względu na mamę. Podpisywała tu swój pierwszy kontrakt w branży aktorskiej. Tak wszystko się zaczęło. Tata zaprzyjaźnił się z panem Tomaszem Robson. Chodził na codzienne maratony piłki nożnej z Zidane w roli głównej. Był podobno „młodym człowiekiem, który bardzo zasługiwał na szacunek” bla, bla. Zamiast patrzeć na kopanie piłki zainteresowałem się chłopcem w pokoju, obok, który bawił się klockami. Miał o jeden rok więcej ode mnie, ale nie przeszkadzało mi to. Szybko się zaprzyjaźniliśmy. I tak jest do dziś. Minęło 13 lat od tego incydentu. Siedzieliśmy na starym moście, o którym istnieniu wiedzieliśmy tylko my dwoje. Woda delikatnie muskała moje palce u nóg. Fabian w tym czasie zajmował się wrzucaniem kamyków do wody. W końcu odezwał się: -Wiesz co? -Tak? -To ostatni dzień wakacji... Pewnie nie będzie już jak dawniej. Mamy szkołę, naukę. – Zaśmiał się. Nie był dobrym uczniem, wolał raczej wagarowanie i obijanie się, dlatego nie przeszedł do następnej klasy. –Boję się, że wszystko się zmieni... Poznasz nowych kolegów, chłopaków... Martwię się i tyle… -Och… Przestań... Jesteśmy najlepiej dobranymi przyjaciółmi na świecie. Nic i nikt nas nie rozdzieli rozumiesz? A przyjaciele... Ech wiesz jak to jest.. Mogę tu liczyć tylko na ciebie. Na innych tak mocno się zawiodłam. –Posmutniałam. Nie miałam szczęścia właściwie w niczym. Gdyby nie Fabian wiele razy mogłoby mnie już tutaj nie być. Uświadomiłam sobie, że bacznie mnie obserwuje, dlatego wymusiłam uśmiech. -Nic. – Powtórzył. Przytuliliśmy się. Zaczął pryskać mnie wodą. -Osz ty! Wzbudził we mnie mały gniew, ale bardzo to u niego lubiłam. Nigdy nie tracił okazji, żeby się jakoś ze mną powygłupiać. -Aa! – Krzyknęłam. Wpadłam do wody. Od razu pomyślałam o zemście. -Fabian? Podasz mi rękę? -No jasne. -Aa! Co? Co ty?! Aaa! – Poślizgnął się. Nagle stracił równowagę. Wciągnęłam go za sobą. Zawsze umiał mnie rozbawić. Śmiałam się do łez. Tak powoli spędzaliśmy popołudnie ostatniego wakacyjnego dnia.
Była już 18. Razem z moim kolegą wracaliśmy do domu. -Przez ciebie jestem spóźniona! Miałam dziś gotować obiad! – Syknęłam. Uśmiechnął się tylko głupio. Szliśmy powoli trzymając się delikatnie za rękę. Może jakoś udałoby mi się jeszcze wślizgnąć do pokoju. -Dzień dobry młoda panno. -O nie... Przepraszam tato. – Wybąknęłam. -A raczej dobry wieczór. Nic się nie stało. Po twoim stroju wnioskuje, że wybawiłaś się za całe wakacje. –Byliśmy cali przemoczeni. Trochę się zawstydziłam. -Obiad jest już gotów. Zrobiłem spaghetti. –Nie gotował za dobrze. Ale trzeba było mu przyznać, że akurat tę potrawę robił znakomicie. Zawsze powtarzał, iż to pierwsze, co razem ugotował z Franką (moją matką). –A może ty młody człowieku zjadłbyś z nami? Przecież uwielbiasz moje spaghetti, no nie daj się prosić.. Mój tata nie przepadał za Fabianem. Uważał, że to niewłaściwy rówieśnik dla mnie. Twierdził, iż opuszczę się przez niego w nauce, ale wiedział jedno – bez niego nie istnieje. Dbał o mnie i moje szczęście, dlatego był bardzo miły. -No jasne, zostanę. Gdy jedliśmy uszy aż mu się trzęsły. Ja tym czasem każdy kęs powoli przeżuwałam zastanawiając się nad jutrzejszym dniem. Kolacje spędziliśmy w ciszy. Dobiła już 19. -Pozmywam. –Powiedział tata. -Ja z Fabianem się tym zajmę. -Dobrze. Jakby, co szukajcie mnie w drugim pokoju. Jak zwykle poszedł oglądać jakiś mecz. Gdy drzwi się zatrzasnęły zabraliśmy się do roboty. Podając mi ścierkę odrzekł: -Czemu całą kolacje nic nie mówiłaś? Zazwyczaj buzia ci się nie zamyka. Co jest? Zmrużyłam oczy. -Boję się. Myślałam o tym jak będzie w nowej szkole. To już nie przelewki. Teraz zacznie się prawdziwe piekło. Musimy wziąć się w garść, tak bardzo tego nie chce.. -O tak. Te wstawanie o 7 i nauka do późna. –Zależy, dla kogo pomyślałam. –Ale nie martw się. Ja będę z tobą zawsze. W końcu jesteśmy w tej samej klasie. Nie opuszczę cie.-Uśmiechnęłam się. Na chwilę się zamyśliłam i zapatrzyłam w jego oczy. A jego niebieskie oczy były piękne. Ogólnie cały był „niczego sobie”. Miał jakieś 170 cm wzrostu, postanowione na żel, czarne włosy i opaloną cerę. Dużo ćwiczył, więc był wysportowany, umięśniony. Pełno dziewczyn uganiało się za nim, ale dziwnie go to nie obchodziło. Co do mojego wyglądu to byłam trochę do niego podobna. Miałam niebieskie oczy, ale nawet w połowie nie były tak ładne jak jego, szczupłą sylwetkę. Jedyne, co nas różniło to moje blond włosy, blada cera, 12 cm różnicy wzrostu oraz mój brak gracji. Nie byłam taka wysportowana, często się przewracałam… Nasze ręce się spotkały. Od razu się ocknęłam i spoważniałam. -Już 23. Yy... Chyba będę leciał, zasiedziałem się. -Oki. Poszliśmy do mojego pokoju na górze. Mieliśmy tam specjalne „tajne przejście”. Pokoje mieliśmy, naprzeciwko, dlatego zaczepiliśmy linkę, a na niej wieszak. Zjeżdżało się tym dużo szybciej niż windą, której na naszym osiedlu raczej nie posiadano. No i oczywiście na pewno szybciej niż miałoby się iść na pieszo. -To do jutra. Był trochę speszony. Nie wiedziałam, czemu. Ale ja sama postanowiłam się tym nie przejmować, bo ze mną też było coś nie tak. -Pa. Uścisnął mi rękę na pożegnanie i zjechał. Lada chwila znajdował się już w swoim pokoju. Poszłam się wykąpać. Chociaż byłam już nieźle skąpana chciałam wziąć ciepły prysznic. Szybko się przebrałam i poszłam do pokoju. Zawsze z Fabianem na siebie patrzyliśmy. Gdy byliśmy mali robiliśmy głupie miny. Teraz po prostu obserwujemy się nawzajem. Niby to po kryjomu, ale nasze spojrzenia często się ze sobą spotykają. Mój przyjaciel grał teraz na gitarze. Robił to świetnie. Oczywiście nie mogłam pohamować się od uśmiechu. Był taki skupiony, a zarazem rozbawiony tym, co robi. Skakał po łóżku, co raz głośniej i mocniej podkręcał basy. Wybiła dwunasta. Postanowiłam iść spać. Zgasiłam lampkę i się położyłam. Gdy tylko zamknęłam oczy zorientowałam się, że w drugim pokoju też jest ciemno. Czyli ta gitara to tylko pretekst, aby na mnie więcej patrzeć? Ech.. Dziś już na pewno nie miałam zamiaru się nad tym zastanawiać.
Rozdział 2. Zaczyna się.
Rano mój budzik dzwonił jak najęty. Tata był już w pracy, więc wszystko było na mojej głowie. Dzyń, dzyń – dzyń, dzyń.. -Ucisz się wreszcie! Nienawidzę szkoły! Nienawidzę poniedziałków! Auł.. Jeszcze się uderzyłem w te głupie łóżko, którego… nienawidzę! – Usłyszałam krzyki. Zorientowałam się, że Fabian ma to samo, co ja. -Ugch.. – Nałożyłam poduszkę na uszy.
W końcu wygramoliłam się z łóżka. Założyłam na siebie bluzkę, którą akurat miałam pod ręką nie bacząc na jej wygląd. Przeczesałam włosy, umyłam zęby i powędrowałam w stronę kuchni. Już wsypywałam płatki, kiedy do drzwi zadzwonił dzwonek. -Elo Paula. – Tylko jedna osoba była skłonna do tego, aby używać tego przydomku. Nie lubiłam, jak tak do mnie mówiono, ale jemu uchodziło to na sucho. -Hej Fabian. – Powiedziałam zamulonym głosem. -Dla śpiącej królewny ta godzina to środek nocy. -Ej! – Oburzyłam się, ale nie miałam siły dopowiedzieć nic więcej. -No nie wkurzaj się. –Oznajmił z uśmiechem. -Spoko. O śniadaniu mam zapomnieć zgadłam? -Tak dokładnie. Zawiozę cię moim motocyklem.
Ubóstwiał motory. W wakacje bywało nawet, że całe dnie spędzaliśmy na jeździe. Uwielbiałam to. Jednak jego nadopiekuńczość często psuła mi zabawę. „Nie pozwolę ci kierować, to niebezpieczne”. „Nie dotykaj, ja się tym zajmę”. Ech.. Na pewno nic by mi się nie stało. Czasami fascynował mnie swoją zaciętą osobliwością. Jeżeli powiedział „nie” nic ani nikt nie był w stanie przekonać go do zmiany zdania. Także musiałam przystawać na tym, czego chce. Oczywiście nie był zwykłym plastikiem zapatrzonym tylko w siebie, ale trzymał się kluczowo swego. Kłótnie nie grałyby żadnej roli mogłyby najwyżej gorzej namieszać. -Ok. Już idę po plecak. Czekał na mnie pod domem. Wybrał motor, z którym wiązały się pewne wspomnienia. -Aa! Kocham cie normalnie. To tym jeździliśmy w czerwcu po brzegach morza, prawda? -Pamięć to ty masz dobrą. – Zachichotał. –Dobra wsiadaj, bo w końcu nie zdążymy. Usiadłam z tyłu i objęłam go. Ani jemu ani mi to nie przeszkadzało. Byliśmy przyzwyczajeni, robiliśmy więcej rzeczy, które dla niektórych wydawały się krępujące. Usłyszałam warczenie silnika. Fabian pokręcił kilkoma pstryczkami, o których nawet nie miałam pojęcia, podniósł stopkę i wyruszyliśmy.
Część 22 / 4
Byliśmy już na miejscu. Zdjęłam kask, rozejrzałam się trochę… Odjęło mi mowę. Liceum było takie duże. Wiele razy przechodziłam koło tego budynku, ale teraz, gdy miałam świadomość, iż będę tam spędzać tak dużo czasu… Tyle ludzi. Tyle nieznajomych. Nie byłam fanką nowości, wręcz przeciwnie. Wolałam wszystko mieć już wypróbowane, bałam się posmakować innego smaku napoju niż zwykle, ponieważ go wcześniej nie widziałam. A co dopiero teraz… To przerastało moje możliwości. Patrzyłam z szeroko otwartymi oczami. Na mojej twarzy pojawił się mały grymas, a co gorsze miałam łzy w oczach. -Nie.. Nie dam rady. – Zaczęłam histeryzować. Chciałam się wrócić do domu. -O nie. Teraz się nie wycofasz. No już idziemy. -Alee… -Nie ma żadnego, „ale”. Pociągnął mnie za rękę. Jakaś brunetka gadała coś do swoich kumpelek. -„Oni na pewno są parą.” -Weź nie żartuj. Ona z nim… Zaczęły się śmiać. Czułam się nie przyjemnie. Myślałam, że zaraz puszcze pawia z nerwów. Wszyscy się na mnie gapili. Znali Fabiana bardzo dobrze. Chodził tutaj rok. Ja byłam nowa. W ostatniej chwili zapisałam się do tej szkoły. Nie byłam nawet na „wieczorze zapoznawczym”. Słyszałam tylko: „A co to za jedna”. „To ta nowa…?”. Straszne. Nienawidziłam być w centrum uwagi, a patrzyło się na mnie jakieś 500 osób. -Wyluzuj. Zaraz cię zaprowadzę do moich kumpli. Nie byłam w stanie mu odpowiedzieć… Weszliśmy do środka. Wydawało się, że jest jeszcze większy. Nadal było pełno ludzi zadających te same pytania. Podeszliśmy do pewnej grupki stojącej przy parapecie. Ciągle trzymałam mojego towarzysza za rękę, którą złapał na początku. -Siemano brachu. – Wykrzyknęła grupka. -Ej to twoja laska? – Ktoś powiedział. Szybko zabrałam rękę i zarumieniłam się. -Siema, siema. Chciałbym wam kogoś przedstawić. To Paulina. Po 1 nie jest moją dziewczyną, ale to nowa uczennica i będzie się trzymać z nami. Brońcie ją, nie dawajcie skrzywdzić nikomu. Jasne? Pamiętajcie to jedna z nas. Niektórych znałam lekko z widzenia, bo widziałam ich czasem w odwiedzinach u mojego sąsiada. Nie zastanawiałam się jednak bardziej nad tym, kto to jest. Nie wiedziałam, że będę „jedną z nich”. -Cześć. – Wybąknęłam. Wszyscy chcieli mnie poznać. Było ich 6. W tym 4 chłopaków: Dawid, Miłosz, Paweł i Bartek oraz 2 dziewczyny: Patrycja i Angelika. -Miło cię widzieć w naszym gronie. -Nawzajem. Czułam się zakłopotana. Chociaż już lepiej niż na początku. Tą grupkę młodzież bardzo szanowała i lubiła. Na moje aż za bardzo. To chyba szóstka tzw., „popularsów” czyli najbardziej znanych w szkole. Pochlebiało mi to, iż mogę się z nimi trzymać. Uspokoiłam się też, bo z tego, co mówił Fabian nic nie miało mi grozić. -Wiesz, co… - odparł jeden z chłopców Miłosz. – Z chęcią cię oprowadzę i trochę zapoznam. Jeżeli tylko chcesz. -Yym… Oki. Fabian chyba chciał mnie powstrzymać, ale widziałam jak Patrycja mu nie pozwalała… Ee… To już nawet nie mogłam z nikim innym gdzieś iść tylko z nim... Och proszę. -Z przyjemnością. –Dodałam, spoglądając na Fabiana. Szliśmy wielkim korytarzem. Ściany były pomalowane na zielono. Nie za ciekawie to wyglądało. Wisiało pełno plakatów, ogłoszeń. Na podłodze poustawiane były ławki. W oczy rzucało się pełno szafek. Zastanawiałam się czy w ogóle kiedyś się skończy ten piekielnie długi „odcinek”. Chłopiec, który zaproponował mi tą wycieczkę był bardzo ładny. Podobał mi się cały od stóp do głów. Jego kruczoczarne włosy były porażające. Miał piękną opaloną cerę. A jego styl… Mmm… Nie da się tego opisać. Myślałam, że zaraz pocieknie mi ślinka. Musiałam się opanować chyba coś do mnie mówił, a ja nawet nie słuchałam. Zrobiło mi się głupio. -Ziemia do Pauliny. Halo? -Przepraszam… Zamyśliłam się mógłbyś powtórzyć? -Powiedziałem, że jesteś bardzo ładna i cieszę się, że jesteś z nami. Dawno nie widziałem kogoś równie uroczego. Wydajesz się być… - zawstydził się. –Przepraszam trochę się zagalopowałem. Jeśli to dla ciebie zbyt dużo… To wybacz. Mam tak, że mówię wszystko prosto z mostu. Kompletnie mnie zatkało. Podobam mu się? I powiedział to od razu? Chyba coś tu nie grało. -Nie ma sprawy. Dziękuję ci za komplementy. Muszę przyznać, że również się „jakoś trzymasz” – oczywiście przez „jakoś trzymasz” rozumiałam raczej „najpiękniejszy, najcudowniejszy facet, jakiego znam”. -Ojej. Dalej szliśmy w bezręcznej ciszy. Nie myślałam o tym. Cieszyłam się, iż mam taki zaszczyt iść z nim… -Tu masz lekcje. Jest tam już Fablo (tak nazywali go znajomi) z twoją nową klasą. Powodzenia ci życzę. Ja będę pod 40 jakby, co. Papa. Po jego odejściu od razu podszedł do mnie mój wierny kolega. Nie był chyba zbyt zadowolony. Już otwierałam usta żeby coś powiedzieć, a w tym czasie zdążył przerwać mi w połowie słowa. -Pewnie polubiłaś Miłosza, ale wiedź jedno. To zwykły podrywacz. Cokolwiek zrobisz nie zakochuj się w nim. Nie chce żebyś cierpiała i… Tym razem to ja mu przerwałam. -Oj weź przestań. To tylko mój kolega. Nie mam zamiaru się w nim zakochiwać. Spokojnie… -Ok. Zdążył powiedzieć tylko to, ponieważ nauczycielka już weszła do klasy. -Witam wszystkich uczniów. Serdecznie chciałabym powitać wszystkie nowe młode talenty, szczególnie Paulinę Great, która w ostatniej chwili zdecydowała się na naukę tutaj. Możemy już zaczynać. Na lekcji poznałam kilka osób. Wydawali się bardzo mili. Fabian cały czas mnie rozśmieszał. Nie mogłam się skupić. Rzucił kulką z papieru w Tatianę Chart tutejszą „boginię”. -Auuł! – Wykrzyknęła. -Tego już za wiele. Robson i Chart do odpowiedzi. Widzę, że nie śpieszy się wam na studia! Minęło jakieś 20 minut. Cały czas myślałam o moim nowym znajomym. O jego cudownych włosach… Och… Zastanawiało mnie też, co opowiedział mi mój sąsiad. Hmm… Tylko, dlaczego był taki miły i równocześnie szczery dla mnie? To nie mogła być prawda. -Tym razem się wam upiekło. – Nagle się ocknęłam. Zadzwonił dzwonek. -Ej to twój chłopak? Ten, co siedział z tobą w ławce? - dopytywały dziewczyny. -Ustalmy sobie jedno. To mój bardzo, bardzo dobry przyjaciel i nic więcej. Proszę nie wypytujcie ciągle… -Hm.. Czyli jest wolny. -No tak. – Zachichotałam. Dziewczyny były całkiem fajne. Spodobała mi się moja nowa klasa. Gdy wstałam ktoś bardzo mocno uderzył mnie „z bara”. -Ty nowa! Uważaj jak łazisz. -Przepraszam… -Paulinka Great, co? Radze ci się trzymać z daleka ode mnie, bo pożałujesz! -Taaak. Taaak. – Śpiewały chórkiem jej koleżanki. -Martyna daruj sobie. – Odparł Fabian. – Jej nic nie zrobisz. Trzyma się z nami. -Yych… Jeszcze się spotkamy! Odeszła.. Zmierzyła mnie. -Kto to był? -Kiedyś z nią chodziłem. Jest bardzo płytka, ale niegroźna dla tych, którzy są ze mną. Nie miej jednak… Lepiej uważaj i nie wchodź jej więcej w drogę. -Hej, hej, hej. Tęskniliście za Miłoszkiem? Buzi, buzi… - śmiał się do nas. -Co jest z tą Martyną? Zła jak osa chodzi.. – Spytała Angela. -Pokłóciła się z naszą nową koleżanką. -Ma coś do ciebie?! – Krzyknął Miłosz. Od razu spoważniał. -Chyba tak… -Nic ci nie zrobi! Masz moje słowo. Fabian wydawał mi się dziwny.. Gdy widział Miłosza przy mnie bardzo się wkurzał, a nawet można by było powiedzieć, że w jego oczach widziałam smutek. Czyż nie powinien się cieszyć, że mam dobry stosunek z grupką? Ech… Reszta dnia jakoś minęła. Martyna często puszczała mi gniewne spojrzenia. Ja natomiast nie przejmowałam się tym. Siedziałam koło nowych znajomych, w miarę zadowolona. Szczególnie tym, że miałam przy sobie już nie tylko Fabiana, ale również Miłosza. W końcu zadzwonił ostatni dzwonek. Pożegnaliśmy się ze wszystkimi i pojechaliśmy.
-Zostajesz na obiedzie? – Spytałam. -Nie, dziś nie mogę. Będę jeszcze pomagał tacie we wnoszeniu klamotów na strych. Odezwę się potem. -To na razie. Był smutny… Przygnębiony… Wkurzony… Czy to prze ze mnie? Nie chciałam, aby mój najlepszy przyjaciel tak źle się czuł. Pociągałam się do stołu. -I jak licealistko? -Bardzo dobrze tato. -Cieszę się. Nigdy nie umiałam się z nim dogadać. Zwykle nasze rozmowy nie trwały dłużej niż kilka minut… Gdy ojciec poszedł oglądać telewizję ja położyłam się na łóżku i wypatrywałam Fabiana. Rozmawiał przez telefon. Wyglądał na bardzo zdenerwowanego. Wyjęłam kartkę i flamaster. (Tak zazwyczaj się porozumiewaliśmy) napisałam:
„Czy wszystko ok.”.
Gwałtownie rzucił słuchawką i usiadł na łóżku łapiąc się za włosy. Popukałam trochę w moje okno i pokazałam mu kawałek papieru. Również szybko mi odpisał.
„Jest beznadziejnie”.
Wzięłam flamaster do ręki.
„Przepraszam”.
Część 33 / 4
Wzruszył tylko ramionami i zasłonił żaluzje. O co mu chodziło?! Zdenerwowałam się… Włączyłam wieżę. Zaczęłam tańczyć jak szalona. Skakałam po łóżku. Chciałam jakoś wyładować gniew. Zauważyłam kątem oka, iż przez chwile mnie obserwował. Zrobiło mi się głupio. Spojrzałam na zegarek. 22:00.
Chyba się położę. –Pomyślałam. Tak też zrobiłam… W nocy męczyły mnie koszmary. Ciągle się budziłam. Po za tym cały czas byłam podniecona nową sytuacją. To będzie długa noc… - Powiedziałam cicho do siebie.
Rozdział 3. Sekret i niedokończona pogawędka.
Następnego dnia próbowałam dopytać się Fabiana, o co chodziło. Widziałam, że nie było mu łatwo. Siedzieliśmy razem na ławce na dziedzińcu. Był bardzo skryty. Nigdy nie mieliśmy przed sobą tajemnic… Mówiliśmy sobie o wszystkim. A teraz? -Fabian, ale proszę… -Słuchaj. To moja sprawa. Już nie ważne i tyle… Wiedziałam, że sprawia mu to przykrość, ale nie dawałam za wygraną. Nie mogłam… -Jestem twoją najlepszą przyjaciółką?! -Tak no… -No to, w czym problem?! – Przerwałam w połowie zdania. – Co się stało wczoraj w nocy?! Kto to dzwonił?! Nawet mi nie powiesz?! -O matko… Wiesz, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła? – Odrzekł ze spokojnym barytonem w głosie. -Niech wezmą mnie żywcem najgorsze demony świata! Uwierz wszystko jest warte tego abym dowiedziała się, co jest z moim najlepszym przyjacielem… Zaniemówił na chwilę. Patrzył się ze zdziwieniem. Później spuścił wzrok i wpatrywał się w trawnik. -Więc… - zaczął powoli. Obserwowałam go z taką uwagą… Nic innego się nie liczyło. – To było tak… Mój tata zapisał mnie do szkoły w Anglii. Znasz go. Dla niego prawdziwy mężczyzna musi zdać wojsko. Przez ten cały wypadek i tą historie… -Jego ojciec, gdy był w naszym wieku miał wypadek trzy dni przed pójściem do wojska. Miał dożywotnie sparaliżowanie nóg. -Inaczej jest zwykłym mięczakiem. Miałem tam wyjechać w lipcu, ale nie było miejsca. Dlatego przełożony zmienił termin na… - nagle ktoś wyskoczył jak Filip z konopi. Wskoczył w środek pomiędzy mną a moim przyjacielem. Ocknęłam się. -Siemka gołąbaski! Fabian przestał mi się zwierzać… Odwrócił tylko głowę z grymasem. -Miłosz… Rozmawialiśmy. – Rzekłam grzecznie. -Och… Przepraszam. Ale skoro już tu jestem… Chciałem się zapytać czy może masz jakieś plany na piątek? Nie słuchałam za bardzo, co mówi. Byłam zbyt zajęta analizowaniem każdego słowa wypowiedzianego przez mojego odepchniętego na lewy róg ławki towarzysza. -Chyba nie… -To super. Wpadnę po ciebie o 19. Puścił mi perskie oko. Szybko odskoczył. Podbiegając do kolegów coś im opowiadał z zapałem… Kilka sekund później już zniknął. Odwróciłam się w stronę Fabiana. Jednak jego też już nie było. Przebijał się przez wielki tłum ludzi. Pobiegłam za nim. -Fabian! Fabian, czekaj! Odwrócił się. Zatrzymałam się. Głośno oddychałam. Patrzyłam się na niego z nieokreśloną miną, z otwartymi ustami. Stałam nieruchomo. Wpatrywaliśmy się tak w siebie przez jakąś chwile. Następnie znowu wyruszył w tłum. -Fabian! Stój! Nie dokończyliśmy naszej rozmowy… -Nie chciałem ci przeszkadzać z twoim nowym chłopakiem. A nasza krótka wymiana zdań i tak nie miała sensu… Zapomnij. -Ej. Po pierwsze to nie jest mój chłopak. A po drugie to bardzo uważnie cię słuchałam, więc dokończ, proszę. Kiedy wyjeżdżasz? -Ech… Za parę… -Tu jesteś Paulinko. Szukałem cię. Tak się składa, że razem mamy WF. Chodź odprowadzę cię na salę. No nie! To znowu był Miłosz! Czy on nie ma żadnych granic? Myślałam, że zaraz wybuchnę gniewem. -Daj nam skończyć… - próbowałam. -Idźcie z Bogiem. – Oznajmił Fabian. Mój „adorator” szarpnął mnie za rękę w kierunku sali. Odwracałam się, aby wypatrzeć gdzieś przyjaciela, ale było to na nic. Szedł szybkim, zdenerwowanym krokiem. Po drodze trzaskał tylko szafkami, które to niby „zamykał”. Nigdy nie czułam się tak sfrustrowana…
Na WF zrezygnowałam z ćwiczeń. Siedziałam i wpatrywałam się w okno. Padał deszcz. Jego krople spływały delikatnie po szybie… Zastanawiałam się, kiedy to będę żegnać mojego sąsiada. Gorsza była jednak myśl jak sobie z tym poradzę. Przecież ja nie potrafiłam istnieć bez niego, normalnie funkcjonować… -Cześć. Ktoś pukał mnie po ramieniu. -Nie chciałam ci przerywać, ale chyba coś nie jesteś w sosie? Mam na imię Magda. Próbowałam jakoś pogadać już od 5 minut. Widzę, stukanie w rękę pomogło. -Przepraszam… Myślę o moim najlepszym przyjacielu. -Co jest grane? Dziewczyny wypytują i się martwią. Wysłały mnie, na tzw. „zwiady”. He. -Możesz je poinformować, iż wszystko w porządku. Niech się nie przejmują. -Oki. A tak między nami… Żaden nie jest warty łez, zapamiętaj to. Zostawię cię samą. Nie smęć. Wkurzyłam się jeszcze bardziej. Nienawidziłam być w centrum. A znowu to robiłam. Postanowiłam na następnej lekcji wymuszać uśmiech. Przynamniej do czasu, gdy będę w liceum.
Drugie wychowanie fizyczne okazało się być trochę lepsze. Spędziłam więcej czasu z klasą. Kątem oka obserwowałam Fabiana, który właśnie wykonywał strzał na bramkę. Mi natomiast natarczywie przyglądał się Miłosz. Kilka koleżanek zdradziło mi, iż podobno zabujał się we mnie. Miałam nadzieję, że to tylko plotki, bo nie zniosłabym więcej jego „adoratorstwa”.
Na późniejszych lekcjach zauważyłam skrytość sąsiada jeszcze mocniej. Było coraz gorzej. Odzywał się do mnie, jednak nie tak jak zwykle… Widziałam rozpacz i wołanie o pomoc w jego boskich oczach. Tak chciałam mu pomóc, lecz gdy prosiłam o dokończenie nieudanych rozmów o poranku zmieniał temat lub całkowicie mnie ignorował. Chciało mi się płakać.
Część 44 / 4
Po powrocie do domu na zegarku widniała 18. Fabian stwierdził, iż miał ciężki dzień i chce spędzić trochę chwil w samotności. Odprowadził mnie do drzwi, a później gdzieś powoli poczłapał.
Usiadłam na fotelu słuchając MP3. Leciała akurat piosenka z mojego ulubionego filmu „Twilight” o miłości dziewczyny i wampira. Miałam wspaniałe wspomnienia związane nie tylko z filmem, ale również z moim kochanym kolegą. Byliśmy na premierze. Miałam strasznego doła. Mama była wtedy w szpitalu. Towarzysz rozśmieszał mnie jak tylko się dało. Zaczęłam wszystko wspominać i nagle coś mi przyszło do głowy. Nie powinnam zostawiać go teraz samego! Fabian zawsze pomagał w trudnych sytuacjach… Traktował mnie jak kogoś bardzo bliskiego. Gdybym była na jego miejscu na 100 % mówiłby „Będzie dobrze”. Byłby przy mnie! -O nie! Fabian już pędzę. – Powiedziałam do siebie w duchu. Szybko ubrałam różowe trampki i rzuciłam się w pogoni za przyjacielem… Miałam nadzieję, iż jeszcze zdążę go dogonić…
Rozdział 4. Ucieczka…
Biegłam ścieżką, którą szedł Fabian ile tchu w piersiach. Nie zatrzymywałam się ani na sekundę. Myślałam, że zaraz zemdleję. Traciłam powoli siły. Choć była niemalże 19: 30 na zewnątrz rozpływała się nieograniczona ciemność. Na czarnym niebie widniało tylko kilka małych gwiazdek. Deszcz padał niczym z cebra. Moją zdolnością do biegów chwalić się nie mogłam, ponieważ jej nie miałam. Wiele razy spadałam ze schodów, bo nogi zaplątywały mi się niewiadomo, kiedy. Nie raz słyszałam, iż jestem „pokraką” w dosłownym przytoczeniu słów. Ulica, którą przemierzałam nie posiadała oświetlenia. Co rusz potykałam się o jakiś kamień lub coś w tym guście. Najgorsze było to, iż całkowicie bezradna próbowałam wypatrzeć Fabiana – na marne. Ślad po nim zaginął. Nagle stanęłam oszalała z bólu i wykończenia. Padłam prosto na ziemię. Wszystko zlewało się w jedną całość. Myślałam tylko o tym, co teraz robi mój przyjaciel. „A jeżeli… się teraz tnie?!”. „A jeżeli… się teraz wiesza?!”. „A jeżeli… próbuje teraz zrobić coś niebezpiecznego”. Każda nowa myśl była gorsza od poprzedniej i w sumie bardziej nierealna. To dało mi siłę. Wstałam. Bez namysłu ruszyłam dalej. Nagle usłyszałam, że ktoś cały czas mnie śledził. Przyspieszyłam jak tylko mogłam. Kroki nadchodzącej osoby były coraz głośniejsze. Zaczęłam płakać. Łzy ciekły mi strumieniem. Nie patrzyłam już przed siebie. Ciągle się odwracałam. Nic nie widziałam przez ciemność dookoła. Zauważyłam tylko kątem oka mężczyznę. Nabierał prędkości, a ja natomiast powoli znowu padałam. Nieznajomy był już coraz bliżej. Dlaczego pragnęłam wtedy żyć? Dlaczego nie dałam się mu po prostu złapać? Może, dlatego, że przed moją śmiercią najpierw planowałam wszystkich pożegnać…! -Stój! – Krzyczał. – Zatrzymaj się, natychmiast! Musiałam zaczerpnąć świeżego powietrza, ale to nie grało żadnej roli. Biegłam ile sił w moich przepalonych płucach, ile lodowatego tchu w piersiach. Zaczynało brakować mi tlenu. -Zatrzymaj się do cholery! – Wysapał zdenerwowany. -Proszę… - zassałam się i zatkałam. Dostałam strasznego kaszlu. – Zo… Zo… Zostaw… Mnie... Pro… Pro… Proszę.. – Wykaszlałam. Byłam jakieś 7 km od domu. Teraz już nikt nie był w stanie mi pomóc. Wpełzałam się na coś bardzo śliskiego, poślizgnęłam się. Uklękłam i zwinęłam się w kłębek. Nie mogłam wykrztusić ani słowa, patrzyłam w niebo, wyszlochałam przez łzy „Przegrałam życie… Cokolwiek mi zrobisz, powstrzymaj Fabiana! Słyszysz! Powstrzymaj go! Nie pozwól mu nic zrobić! Powstrzymaj Fabiana! Błagam!” - Zaczęłam majaczyć. Tym razem rozbeczałam się na dobre. Nieznajomy rzucił się na mnie. Zamknęłam oczy… Byłam gotowa na odejście. Teraz już zupełnie nic nie widziałam. Nigdy nie kręciło mi się tak w głowie jak teraz. Niespodziewanie chłopak uścisnął mnie bardzo znajomo. Otworzyłam lekko oczy. Zauważyłam tylko znajomą mi twarz. Jakby się zastanowić to ten głos… też już skądś znałam. Nadal nieregularnie oddychałam. Kaszel nie ustawał. -Cii… Uspokój się. To ja. Twój najlepszy przyjaciel – Fabian. Nic sobie nie zrobiłem. Cii… Już wszystko w porządku. -Yhy.. Yhy.. Yhy.. – Krztusiłam się. – Faa… yhy… bian? To ty? -Tak… Ciii… Już nic nie mów. Wszystko będzie dobrze, zaraz cię stąd zabiorę. Wziął mnie na ręce. Czułam się całkowicie bezwładna w jego silnych ramionach, ale jednocześnie wiedziałam, iż jestem bezpieczna. Odetchnęłam z ulgą. Moje powieki zamykały się powoli, powoli, powoli… aż w końcu zasnęłam. Nie wiem jak długo drzemałam. Przebudziłam się cała mokra. Czułam się jakby ktoś uderzył mnie w głowę, wrzucił do wody, a później kazał biegnąć bez możliwości, choćby łyka wody. Na dodatek trzęsłam się jak galareta. Na dworze wiał przeraźliwy wiatr. Ulewa nie ustawała. Leżałam z Fabianem pod modrzewiem. Obejmował mnie mocno w pasie i przytulał do siebie. Głowę umieściłam na jego barkach. Wyglądaliśmy jak dwie przemoczone wydry proszące, choć o odrobinkę ciepła. Nie chciałam ani na moment psuć tej chwili. Wpatrywałam się w smugi deszczu przed nami. -Już nie śpisz? – Nagle przemówił. Ech… myślałam, że nigdy to nie nastanie. Mogłabym trwać w tej pozycji wieki. -Nie… - wypowiedziałam z trudem. Dygocąc zębami. -Chciałem cię zanieść do domu. Byłaś nieprzytomna około godziny, ale jest tak ciemno i ślisko, nie chciałem, aby stało się gorsze nieszczęście. Postanowiłem przeczekać, aż wypoczniesz. Przytuliłem cię, żeby było ci cieplej… Dalej już nie słuchałam. Skupiłam się tylko na tym, co oznajmił, „około godziny”. Tyle czasu tutaj spędziliśmy a ja dopiero teraz doznałam tego miłego uczucia, które otaczało nas oboje. Byłam zła na samą siebie. Dlaczego akurat wtedy nie kontaktowałam?! -Ej! A tak w ogóle to, co ci strzeliło do głowy?! – Wykrzyknął. -No, bo… - zaczęłam. – No, bo przestraszyłam się. Wyglądałeś źle. Ty byś mnie nigdy w takim stanie samą nie zostawił, a ja, co? Pozwoliłam ci tak po prostu odejść… Zachowałam się jak egoistka typu: „Idź. Rób, co chcesz. Zabij się, wyjedź. Mam to gdzieś.” W sumie nawet to by mniej bolało niż takie całkowite olanie. Ja bez ciebie jestem nikim! Musiałam cię odnaleźć rozumiesz… - Na chwilę zamilkł. Połamał patyk, który miał pod ręką i odrzekł: -Pobiegłaś w te egipskie ciemności! W tą przeklętą pogodę! Gdy groziło ci takie niebezpieczeństwo! Pobiegłaś tam, bo… Myślałaś, iż pójdę i coś zrobię! Narażałaś życie z tak błahego powodu?! -Błahego?! – Wzburzyłam się. – Może ty uważasz, że ratowanie przyjaciela jest tylko drobiazgiem, ale dla mnie to najważniejsza rzecz pod słońcem! Nie mam pojęcia, za kogo mnie uważasz… Męczyłam się 7 km, abyś teraz mi to wypominał?! Pff… Proszę bardzo radź sobie sam! – Odsunęłam moje ciało od jego na ile tylko było to możliwe. Podniosłam głowę i spróbowałam wstać. Nagle poczułam jak grom z jasnego nieba okropny ciężar, gwałtownie upadłam na ziemię. Moja głowa była niczym kamień nie do udźwigania. Bezwładnie oparłam się o modrzew z głośnym jękiem. -Przepraszam, przepraszam! – Histeryzował. – Proszę, połóż głowę na moim barku. Świat znowu zawirował. Padłam prosto na brzuch Fabiana. Byłam bezsilna. -Zacznijmy od początku dobrze? Pokiwałam tylko delikatnie. Nawet to sprawiało mi cierpienie. -Chciałem pobyć kilka chwil w samotności. Przemyśleć wszystko. Miałem złe przeczucie. Nie wiedziałem, czemu zacząłem bać się o ciebie. Obserwowałem trochę twój pokój, co robisz. Później postanowiłem pójść do domu i zastanowić się tam. Odwróciłem się, a ty już biegłaś. Nie byłem w stanie cię dogonić. Gnałaś z nieograniczoną siłą, zapałem, energią. Zauważałem, iż jesteś wykończona, więc przyspieszyłem. Krzyczałem. Nic to nie dawało. Później zaczynałaś płakać. Twoje ruchy stawały się mozolne… Ech… Dobrze, że się tam poślizgnęłaś. Gdyby nie to… A gdybym to nie był ja tylko jakiś psychopata… -Oj... Po prostu nigdy więcej tego nie rób! -Obiecuję. Napad kaszlu powrócił… -Kurcze. Pada trochę mniej. Zwlekanie nic nam nie da. Odniosę cię do domu dobrze? -Sama pójdę! Zignorował moją odpowiedź. Podał mi swoją kurtkę. Posłusznie założyłam. Wyjął ku mnie ręce... Schylił się. Przybliżył swoją twarz do mojej. Wpatrywałam się uważnie. Otworzyłam troszkę usta… Podniosłam oczy trochę wyżej, by móc ujrzeć go w pełnej okazałości. Nie słyszałam deszczu. Nie zwracałam uwagi na kręcenie w głowie. Nastała cisza. I ja i on zawiesiliśmy wzrok. Wpatrywaliśmy się bezgranicznie. W brzuchu wyczułam motyle, me serce rozgrzewał nieskończenie wielki płomień. Fabian miał chęć coś rzec. Przytknęłam palec do jego ust. Sama stwierdziłam: -Jesteś…Tak jakby piękny. – Zarumieniłam się. -Mocno uderzyłaś się w głowę? Posmutniałam… -Widzę, że nie traktujesz moich słów poważnie… -Oj przestań. Dotknął moje włosy, nad wyraz delikatnie. Małymi ruchami wziął je zza ucho. Ujął moją buzię w ręce. -Ze wszystkich dziewczyn na świecie tylko ty jesteś mą nadzieją na lepsze jutro, na lepszy świat… Uwierz lubię w tobie coś więcej niż tylko urodę. W dalszym ciągu spozieraliśmy w nasze oczy. Ogień w sercu tlił się raz za razem mocniej. Wtem usłyszałam trzask grzmotu. Raptownie mój towarzysz odskoczył ode mnie. Wzniósł troszkę prawą część warg. Spuścił spojrzenie. Odwrócił się. -Trzeba się zbierać. Burza idzie. – Oznajmił nie zerkając na mnie. Następnie znalazłam się na jego plecach. Niósł mnie jak jajko. Pomału, ostrożnie… Makabryczna boleść czaszki terroryzowała mną od środka, a dodatkowo na zewnątrz. Złapałam trwalej Fabiana. Przytuliłam go silniej. -Daleko jeszcze? -Niecałe 4 km na moje. -Mógłbyś przyspieszyć? Szczerze mówiąc nie czuję się dobrze. Wolałabym być w mieszkaniu. -Jasne. Trzymaj się mocno! Mknął na każdym kroku prędzej. Od mojego „wypadu” upłynęły 4 godziny. Tata na pewno strasznie się denerwował. Nazajutrz powinnam się już szykować na poważną rozmowę. Ciekawa jestem jak mój kolega wyjaśni tą nieobecność. Byliśmy już na miejscu. Zostałam postawiona łagodnie na chodnik. -Teraz sama trafisz. -Dziękuję. Dziękuję za wszystko. -Ech… To ja dziękuję i przepraszam. Gdyby nie ja tej sytuacji by nie było. Wybacz. Zachowałem się jak dureń. Wiem, że mogę na ciebie liczyć… Zawsze wiedziałem. -Och… Nie przepraszaj. -Mam pomysł jak się zrekompensować. W piątek leci premiera tego filmu, co go tak ubóstwiasz. Pójdziemy razem? Ja stawiam. -Na „Nie igraj z miłością.”? -Tak. -Z tobą…? -Hm… Tak…? -No to oczywiście, że pójdę! -Super, więc przyjadę po ciebie motocyklem o 18. A teraz idź odpoczywaj. Jutro masz na to cały dzień. -Jak to? -Zostajesz w domu. Myślisz, iż pozwolę ci się męczyć w szkole? Mowy nie ma! Lepiej żebym cię tam nie widział. -Tak jest! – Zameldowałam. Odwróciłam się już w stronę wejścia. -A czekaj. – Złapał mnie za dłoń. – Wtedy w lesie… Mówiłem wszystko szczerze i… -Wiem, wiem. – Uśmiechnęłam się. -To na razie. – Pokazał wszystkie swoje zęby w przepięknym, szczerym uśmiechu, pomachał mi na pożegnanie i ruszył do domu. Przekroczyłam próg. Zamknęłam za sobą drzwi. Zajrzałam do pokoju ojca. Spał. Kamień spadł mi z serca. Może nawet nie zorientował się, iż uciekłam. Weszłam po schodach na górę. Nie miałam siły brać prysznicu. Wkroczyłam do mojej „komnaty”. Zasłoniłam żaluzje. Położyłam się na łóżku i wyszlochałam do siebie:
-…I ja też cię kocham wariacie…
Rozdział 5. Tęsknota.
Obudziłam się rano. Właściwie była już 11, więc jakby w południe… Dla mnie przebudzenie się powyżej 9: 30 to dzień stracony. Nie lubiłam spać. Nadawałam się na wampira… Oczywiście w wakacje drzemałam nawet, do 13, ale to tylko z nudów oraz wymówki dla Fabiana, iż nie mogę z nim iść na ryby, o 5, bo przebywam w łóżku. Ryby… Cierpliwość… Woda… Ja… Mowy nie ma! Ech… Ciągle o nim myślałam. Wczorajszy dzień stał się jednym z najdziwniejszych w moim życiu. Jakże mogłam rozważyć fakt, iż ja i on… Razem… Musiałam się naprawdę mocno uderzyć. Od kiedy pamiętam traktowałam Fabiana jak brata. Najlepszego przyjaciela na świecie. Szczerze mówiąc wcale nie myślałam o nim jak o moim parterze. Aż do wczoraj… Non stop stąpaliśmy po twardym lodzie. Zawżdy białe było białym, a czarne czarnym. Teraz myśli plątały się bezwładnie po mojej głowie…, Czyli ciągle… Ten cały czas… Kochałam mojego przyjaciela, nie jak przyjaciela, tylko… Bez wątpienia… NIE! Nie, nie, nie i jeszcze raz NIE! Bez wyboru… Trzeba natychmiast usunąć te koncepcje i żyć jak dawniej. Przez te „zauroczenie” mogłabym go stracić na zawsze... Pff… Jestem zobowiązana się w nim nie zakochać. Koniec kropka. Yyych… Te ciągłe idey! Gnębiły mnie... Stawały się potwornym odzwierciedleniem mojej jakże to „spokojnej” duszy. Myślałam, że oszaleję! Wzięłam do ręki książkę. Zaczęłam pukać ją sobie po czaszce. -Nienawidzę… Nienawidzę… Nienawidzę… - powtarzałam. Uderzając się silniej. Spojrzałam na stolik. Komórka zdaje się bez ustanku wibrowała. Otworzyłam klapkę. „26 połączeń nieodebranych, 7 nieodebranych wiadomości.” Któż mógł tyle do mnie wydzwaniać? Zdziwiłam się. Odłożyłam natychmiast książkę. Ponownie podniosłam pokrywę telefonu. Okazało się, że Miłosz dryndał do mnie aż 20 razy, natomiast 7 wiadomośći miałam od Fabiana, aż niepokoiłam się je odczytać. No cóż… Nie mogłam dłużej zwlekać. Dotykałam prawie klawisza „OK.”, kiedy usłyszałam kolejną wibrację. Tym razem odebrałam. -Cześć. Tak się martwiłem. Czemu cie nie ma w szkole? Fablo gadał coś, że miałaś wypadek. Czy na pewno wszystko gra? -Cześć Miłosz. Tak wszystko w jak najlepszym porządku. -Czyli nasze plany na piątek są dalej aktualne? Kompletnie zapomniałam! Byłam umówiona z Miłoszem… No tak! A wczoraj przyjęłam inwitację od mojego przyjaciela… Musiałam to jakoś odkręcić. -Halo jesteś tam? -Yhym… Słuchaj…, Co do piątku… Ja… -Ja też się ogromnie cieszę! – Przerwał mi. –Od dawna nie spotykałem się z dziewczyną… Yyy… Tak piękną jak ty! Będzie wspaniale. Kupiłem bilety do kina. Sektor 5. Ach… Doczekać się nie mogę. -Skończona idiotka… - wypaprałam do siebie. Nie byłam w stanie mu odmówić. Ten jego baryton. Ech… Wychodziło na to, iż mam zostawić Fabiana. Bosko… -Co? -Nic nic… Ja też się bardzo cieszę! … Debilka, debilka… - mamrotałam. [Puk, puk] – ktoś zapukał do drzwi. -Mogę? – Zapytał ojciec. -Tak tato. Już… Zaraz. -Paulina? Halo? -Ych… Miłosz. Muszę kończyć. -A. Ej! Dziś strasznie dużo z matmy było. Wpadnę do ciebie po szkole, co? Przerobimy materiał… -Córko? To ważne. Tata wyglądał na zdenerwowanego. Matko! Przecież ja się nie rozdwoję! – Pomyślałam i skrzywiłam twarz. -Miłosz naprawdę kończę. -Ale ja wpadnę? Ojciec niecierpliwił się, co chwila bardziej. -Mam też inne plany… - prawie, że wykrzyknął. Odwróciłam się w stronę okna, zacisnęłam pięść ze złości. -Muszę pogadać z tatą! -Ale… Ja wpadnę dziś? -Yyych! Rób, co chcesz! Rzuciłam ze zdenerwowania fonem w ścianę. Spojrzałam na tatę z urazem. -Adoratorzy? – Zaśmiał się. Puściłam tę aluzję mimo uszu. -O, co chodzi? -O wczorajszą noc… Usiadłam. A niech to! Wiedział, że uciekłam. Ech… -Nawet mi nie powiedziałaś gdzie idziesz. Tak po prostu wybiegłaś! -Noooo… Oglądałeś TV. Mniemałam, iż na mnie nie spoglądasz… -Uwierz. Twój bieg usłyszałbym nawet gdyby mi słoń na ucho nadepnął. -Oj… - spuściłam wzrok. Usiadł koło mnie. Wyciągnął rękę. Położył ją na moich ramionach. Przytulił do siebie i poczochrał włosy. -Nie mam pojęcia, co kombinowałaś. Ale następnym razem melduj się gdziekolwiek idziesz. -Oj… - powtórzyłam. -Bez dyskusji. Dopóki mieszkasz ze mną, słuchasz się mnie. – Spoważniał. -Ech… Spoko. -Nie chcę wnikać w szczegóły… - zatrzymał głos. –To przez Fabiana? -Tato… -Przez niego?! -Po części… Nie mam ochoty na kłótnię, ale… -Rozumiem. Od początku wiedziałem, że ten chłopak cie w pole wywiezie. -Nie waż się tak mówić! – Zdenerwowałam się nie na żarty. Uczucie ognia w sercu wzrastało, tym razem, choć nie było mojego przyjaciela przy mnie. –Mam 16 lat! Mam prawo do własnych decyzji! Mam prawo prowadzić własne życie! – Odsunęłam się. Odepchnęłam lekko ojca. -16 lat! 16 Lat! Kpisz sobie?! Gdyby… -Gdyby mama tu była zamiast ciebie, byłoby lepiej! – Przerwałam. Wybiegłam. Zasłoniłam lekko usta, aby nie wybuchnąć całkowicie płaczem. Łzy lały mi się jak szalone. Ojciec podążał za mną. -Czekaj! – Krzyczał. Ignorowałam go… Uciekałam jak szybko się dało. Gdy dotarłam do drzwi wybuchłam gniewem oraz płaczem. -Czekaj?! Czekaj?! Tak powinieneś krzyczeć za mamą! A ty ją zupełnie olałeś… Straciłeś ją z własnej winy! Rozumiesz?! -Ale ciebie nie chcę stracić! -W tej chwili się to stało! – Fontanna łez otaczała teraz moje oczy. Zatrzasnęłam wejście tak głośno jak było to możliwe. Bil (mój ojciec) zatrzymał się jak wryty. Gnałam prosto na nasz jedyny i niepowtarzalny most. Teraz już nic nie było w stanie mnie powstrzymać. Setki sąsiadów obserwowało mnie. Nie zwracałam na to uwagi. Ciągle czułam ból głowy. Rozdzierał moje wnętrze. Zaczynałam wspominać wczorajsze cierpienie… Ustałam w połowie drogi. Nie dałam rady więcej wycisnąć z siebie. Nie dobiegłam do mostu. Padłam na trawę. Wspaniałą łąkę otaczały cudowne kwiaty. Dociągałam się pod jakieś drzewo. Tradycyjnie zwinęłam się w kłębek i łkałam. Tak bardzo tęskniłam za mamą… Tak bardzo jej potrzebowałam…, Dlaczego ona mnie zostawiła? Dlaczego zostawiła tatę, dom, rodzinę?. Dla głupiej sławy?! Codziennie zadawałam te pytanie i codziennie nie potrafiłam na nie odpowiedzieć. Mogłaby, chociaż dzwonić raz na jakiś czas… A tu, co?! Nic. Kompletne zero. Żadnych wiadomości. Ostatniego maila napisała mi na święta. Miał on niespełna dwie linijki. Na dodatek był autorstwa jej służby. Od tamtego czasu nic się nie odzywała. Czasami myślałam, iż nie mam matki…, Że kiedyś zginęła, umarła, nie istnieje… Łatwiej byłoby mi się z tym pogodzić. Nienawidziłam jej za to. Moje pierwsze słowo – nie pamięta. Kiedy nauczyłam się chodzić – nie pamięta. Moja ulubiona potrawa – nie wie. Mój najlepszy przyjaciel – nie ma pojęcia… Ciekawa byłam, czy chociaż wie, kiedy się urodziłam. [