Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

historia · 20 min czytania

Niespokojne dnie - część II

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Część II

- Baczność! Ustawcie się w rzędzie! Ktoś szturchnął Daniela w ramię, obrócił się gwałtownie. Na niewielkim, nagrzanym słońcem placu było dosyć ciasno, zwłaszcza że wokół tłoczyło się mnóstwo żołnierzy. Miejsce to było ogrodzone z czterech stron wysokimi, przysadzistymi budynkami, które miały służyć za koszary. Gorące, duszne powietrze mieszało się z pyłem ziemi unoszonym przez szurające buty kilkuset mężczyzn. Całe to miejsce sprawiało dosyć przygnębiające wrażenie. Ciemne, brudne ściany koszar zaopatrzone były w niewielkie okna, na placu nie było ani jednego drzewa dającego jakąkolwiek zieleń. Jedynie kilka kępek trawy rosło na obrzeżach placu, narażonych na zdeptanie przez ciężkie buty żołnierzy. Daniel stanął obok Pawła i zerknął kątem oka na sąsiada zajmującego miejsce z drugiej strony. Był to wysoki, około dwudziestoletni blondyn. Zauważył wzrok Daniela i utkwił w nim agresywne spojrzenie, lecz nie odezwał się. Syn Dominika nie miał ochoty na jakiekolwiek spięcia, dlatego ze spokojem odwrócił głowę w stronę dowódcy. - Baczność! - powtórzył mężczyzna. Plac powoli uspokajał się, rozmowy cichły. Dowódca spoglądał zmrużonymi oczami na całą zbieraninę. Widział wśród nich dorosłych, około trzydziestoletnich mężczyzn, jak i młodych chłopców. Skrzywił się. Z takich na pewno nie będą dobrzy żołnierze, niech lepiej wracają do domu i pilnują się matczynej spódnicy! - Wszyscy nowi krok do przodu! Wystąp! Rozległ się głośny szum i około jedna trzecia zebranych na placu osób wyszła przed pozostałych. Na jeden gest dowódcy pojawiło się kilkunastu żołnierzy rozdających spore tłumoki. - To są wasze mundury, koce i inne drobiazgi. Pilnujcie ich jak oka w głowie! Daniel spojrzał na wepchnięty mu do rąk mundur i westchnął cicho. Nigdy nie lubił ubierać się pod czyjeś dyktando. Zerknął na prawo i napotkał radosny wzrok Pawła. Dla niego to naprawdę zabawa, pomyślał. Jednym uchem wysłuchali wszelkich uwag i ostrzeżeń dotyczących organizacji i zasad panujących w garnizonie. Zasady były wyjątkowo rygorystyczne. Szkolenie ściśle według wskazań, organizacja czasu co do minuty, wszelkie akty nieposłuszeństwa czy krnąbrność będą surowo karane. Nieco załamani żołnierze rozchodzili się do budynków. Daniel rzucił tłumok na łóżko i rozejrzał się wokoło. Znajdował się w sporej, przypominającej prostokąt sali, oświetlonej tylko dwoma oknami. Pod ścianami stały dwa rzędy wąskich, twardych prycz, po dziesięć z każdej strony. Tuż obok Daniela rozłożył się Paweł i z uwagą oglądał swój nowy mundur. Po drugiej stronie sali, tuż pod oknem usadowił się znajomy już blondyn. Nagle do środka wszedł oficer i obrzucił żołnierzy szybkim wzrokiem. - Przebierać się w mundury i na plac! No to się zaczęło, pomyślał Daniel ściągając przez głowę koszulę. Po pewnym czasie rzędy identycznie ubranych żołnierzy stawiły się w pełnej gotowości. Wysłuchawszy krótkiego apelu ruszyli na sporą łąkę za miastem i rozpoczęli pierwsze ćwiczenia. Słońce stało na niebie w najwyższym punkcie i posyłało na ziemię gorące promienie. Powietrze drgało od wysokiej temperatury, nad zieloną łąką nie było wcale wiatru, nawet ptaki nie miały sił do śpiewu w taki upał. Daniel dyszał ciężko powtarzając po raz setny układ ciosów. Paweł otarł twarz dłonią, jego ciemne włosy przyklejały się do czoła i skroni. Gdy tylko złapał oddech, znów chwycił Daniela za ramię i przewrócił na trawę, stanął nad nim. - Boże, już nie mogę... - wysapał. Daniel podniósł się na nogi i spojrzał na sąsiadów. Oni także wyglądali na wykończonych. Oddychali z wysiłkiem i bez entuzjazmu przewracali się na plecy. Dowódca spoglądał na dwóch ciemnowłosych chłopaków ostrym wzrokiem., co nie uszło uwadze Daniela. Wiedział, że nie powinni się ociągać, mają ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Nie było rozkazu ani pozwolenia na odpoczynek. Westchnął cicho i spojrzał na Pawła. Widać było, że przyjaciel jest bardziej zmęczony od niego, przez ostatni czas to on brał na siebie cały wysiłek wkładany w powalenie go na ziemię. Chwycił Pawła za ramię i rzucił na trawę. W tej samej chwili podszedł do niego dowódca i obrzucił lodowatym spojrzeniem. - Był rozkaz zmiany? - syknął. - Nie, ale... Mężczyzna nie słuchał go dłużej. Zwrócił wzrok na leżącego Pawła. Ten przyłożył rękę do pulsującej głowy, przymknął oczy i oddychał ciężko. - Wstawaj! Paweł spojrzał w górę i nie zdążył się nawet poruszyć, gdy silna ręka dowódcy pociągnęła go brutalnie, rozległo się ciche uderzenie. Chłopak utrzymał się na nogach, lecz przyłożył dłoń do gorącego policzka i z wściekłością spojrzał na dowódcę. Przerażony Daniel obserwował całą sytuację szeroko otwartymi oczami. Widział, jak mężczyzna uderzył Pawła ponownie cienkim batem i przysunął się do chłopaka, sycząc przez zaciśnięte zęby. - Kto ci pozwolił odpoczywać? Gdy nie doczekał się odpowiedzi mruknął ze złością. - Jesteś strasznie hardy. - obrócił w rękach trzymany kij. - Jak się nazywasz? Daniel myślał błyskawicznie. Wiedział, że jeżeli czegoś nie zrobi, Paweł zostanie mocno pobity, już teraz jego policzek przecinały dwie czerwone smugi, a widać było, że lada moment mruknie coś nieodpowiedzialnego, był naprawdę wściekły. Dowódca nie daruje mu, tym bardziej jeżeli wyda się, że jest on zwykłym chłopem. Ale może oszczędzi szlachcica... - To baron Czarkowski. - odezwał się szybko. - Ma dopiero piętnaście lat, dlatego nie wytrzymał wysiłku, panie kapitanie. Zarówno Paweł jak i dowódca spojrzeli na niego z zaskoczeniem. Powoli twarz mężczyzny zmieniała się, przybierała wyraz zmieszania. - A tyś co za jeden? - Daniel, służący z dworu i towarzysz panicza. - skłamał z pełną swobodą. Pod tym względem miał w sobie wiele z Cecylii. Dowódca obrzucił go wzrokiem od stóp do głowy, po czym odszedł bez słowa. Dopiero teraz Daniel uzmysłowił sobie, że wszyscy spoglądali na niego i z uwagą obserwowali rozgrywającą się scenę. - Ćwiczyć! - rozległ się głośny krzyk kapitana. Paweł podszedł do Daniela i uśmiechnął się z wdzięcznością. - Dziękuję. Po chwili przeleciał w powietrzu i upadł na zieloną, soczystą trawę. Późnym wieczorem, gdy wracali do koszar Daniel zerknął na Pawła z nieukrywanym podziwem. Spoglądał na dorównującego mu wzrostem, dobrze zbudowanego piętnastolatka i nie mógł uwierzyć, jak słabo go zna. Zawsze myślał, że Paweł jest wesołym, ale strasznie leniwym chłopakiem, mocno rozpieszczanym przez rodziców. Tymczasem okazał się zawzięty, silny, z charakterem, którego się po nim nie spodziewał. To, co miało miejsce w południe było jedynym wyrazem słabości, po którym zebrał się w sobie i w niczym nie ustępował dorosłym mężczyznom, nie dał po sobie poznać jak bardzo jest zmęczony. Nawet teraz, gdy ledwie powłóczył nogami i oczy same mu się zamykały szedł wyprostowany i dumny. To był Paweł, jakiego Daniel jeszcze nie widział. Chłopak przesunął dłonią po spoconych włosach i uśmiechnął się lekko szturchając przyjaciela. - Teraz już nie możemy się wydać, który z nas naprawdę jest szlachcicem. Kapitan rozniósłby nas obu, nie darowałby takiego kłamstwa. Paweł kiwnął głową i także się uśmiechnął. - Wyszedłby na głupca. Spoceni, brudni i wykończeni całodziennymi ćwiczeniami weszli do miasta. Mijali szerokie, brukowane ulice, wysokie kamienice i aleje drzew, lecz nie zwracali na to wszystko uwagi. Wszyscy marzyli o kąpieli i wygodnej pryczy. Nagle Daniel poczuł na ramieniu ciężar i w tej samej chwili obok niego pojawiła się sympatyczna, szeroko uśmiechnięta twarz około osiemnastoletniego chłopaka. Ładne niebieskie oczy spoglądały na niego z wesołością spod czarnych rzęs. Czarne, mocno kręcone włosy opadały mu na czoło. Przypominał łobuzerską wersję cherubina, jakiego rzeźbę można spotkać w kościele. - Ale dałeś staremu nauczkę! Należało mu się, nie miał prawa bić panicza. - tu spojrzał na Pawła, który zmieszał się lekko. Daniel uśmiechnął się ledwie zauważalnie. - To nic takiego. Chłopak gwizdnął głośno. - Jesteśmy strasznie skromni, prawda? - utkwił w Danielu uważne spojrzenie - Nie opowiadaj bzdur, nikt nie odważyłby się postawić dowódcy pierwszego dnia! Daniel wymienił spojrzenie z Pawłem i ten zapytał. - Jak się nazywasz? Obcy okazał mu duży szacunek. Wyprostował się, zdjął ramię z barku Daniela. - Karol. Do tej pory byłem rybakiem, paniczu. Ale to nudne zajęcie, więc się zaciągnąłem. - Chciałbym, żebyś nie nazywał mnie paniczem. Tutaj, w wojsku, wszyscy powinni być równi. Mam na imię Paweł. Karol uśmiechnął się szeroko i szturchnął Daniela. - A ty? - Daniel. - Tylko tyle? - Daniel, stajenny. - chłopak spojrzał z rozbawieniem na Pawła i obaj mało nie wybuchli śmiechem. Paweł, Daniel i Karol znaleźli ze sobą wspólny język. Zanim doszli do koszar byli już niemal przyjaciółmi. Obu chłopców z Sokołowa ujął zabawny i miły sposób bycia Karola a także to, że potrafił śmiać się z samego siebie.

Nazajutrz rano pobudka odbyła się tak wcześnie, że nawet przyzwyczajony do szybkiego wstawania Paweł miał kłopoty z dobudzeniem się. Daniel z trudem zsunął się z twardej pryczy i niemal nieprzytomny założył mundur. Karol, który przez przypadek znalazł sobie miejsce tuż obok Pawła, słysząc głośne krzyki i kroki na korytarzu obrócił się na brzuch i naciągnął koc po czubek głowy, przeklinając przy tym cicho. Drzwi otworzyły się z głośnym łomotem. - Wstawać, dość tego dobrego! Jeść śniadanie i biegiem na plac! - Boże Święty... - jęknął Karol w poduszkę, słysząc wokół siebie coraz więcej zaspanych głosów. Paweł spojrzał na niego nieco bardziej przytomnie i bez skrupułów odrzucił koc w bok. - Wstawaj. - mruknął, na co odpowiedział mu kolejny jęk Karola. Dwadzieścia osób ruszyło do…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Niespokojne dnie - część II — czytnik · opowiadania