Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

historia · 41 min czytania

Niespokojne dnie - część IV

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Część IV

Ulewy i wichury szalały na dworze przez kolejne dni ze zmienną siłą. Jednak z tego powodu nie można było odkładać szkolenia żołnierzy w nieskończoność. Już następnego dnia kilkudziesięciu ludzi biegało po mokrym placu wśród lekkiej dżdżawki. Nie było to najprzyjemniejsze zajęcie, lecz życie wojskowe rządzi się swoimi, nieraz brutalnymi prawami. Robert miał rację, jego choroba to tylko niegroźne kłopoty ze zdrowiem. Już następnego dnia czuł się nieco lepiej, lecz nadal leżał w łóżku. Trzeciego dnia gorączka spadła niemal całkowicie, ból głowy minął. Pod wieczór poszedł nawet z resztą kolegów na kolację i zjadł porcję za dwóch. Daniel nie dziwił mu się, wiedział z własnego doświadczenia jak ważny jest porządny posiłek dla odbudowania sił. Siedział obok zajętego jedzeniem kolegi i uśmiechał się w duchu nad jego apetytem. Jeszcze nie widział, aby ktoś tak szybko wracał do zdrowia. Jedynym poważnym zmartwieniem Roberta i Daniela był Paweł. Widzieli, jak bardzo w ciągu ostatnich dni się zmienił i byli tym mocno zaniepokojeni. Młody chłopak, do tej pory kipiący humorem i energią, nagle ucichł. Chodził milczący, na jego twarzy wyjątkowo rzadko można było dostrzec uśmiech, unikał kontaktów z obcymi. Czasami rozglądał się wokoło jakby ze strachem, zawsze starał się znajdować w pobliżu Roberta lub Daniela. Podczas wszelkich ćwiczeń lgnął do nich jakby się bał, że odejdą i zostawią go samego. Kiedy konieczność zmuszała go do przejścia w pojedynkę ciemnym korytarzem, przemykał się chyłkiem, jak tylko mógł najszybciej, a gdy wracał do sali jego spojrzenie wyrażało dziwną ulgę. Przyjaciele nie mogli zrozumieć, co się z nim dzieje. Paweł nigdy nie należał do strachliwych, więc ta sytuacja była po prostu niezwykła. Kilka razy próbowali z nim rozmawiać, lecz gdy tylko chłopak zorientował się co do ich zamiarów, natychmiast zmieniał temat lub wymawiał się jakimś błahym zajęciem. Najwyraźniej nie chciał o tym mówić, zupełnie jakby się czegoś bał. Kilka dni później do sali wrócił wykurowany Karol. Wszyscy przyjęli jego powrót z prawdziwą radością, nawet Paweł uśmiechał się częściej niż dotychczas. Kilka godzin później czwórka młodych żołnierzy siedziała w znajomej już gospodzie i z przyjemnością raczyła się pysznym jedzeniem i piwem. - Jak dobrze jest wyjść z tych dusznych koszar! - Karol uśmiechnął się szeroko, odgarnął z czoła ciemne loki wpadające mu do oczu i rozejrzał się po ciemnej izbie. Szczęśliwym trafem siedzieli na tym samym miejscu co tydzień temu, wokoło panowała podobna atmosfera. - Na co byłeś chory? - To samo co większość, grypa. Ale u mnie miała dosyć łagodny przebieg, tak mówił lekarz. Daniel uśmiechnął się, odstawił na stół kufel piwa. - Robert też był chory. Karol zerknął na postawnego blondyna swoim błękitnym, niedowierzającym spojrzeniem. - Kiedy? Nie było mnie ledwie przez tydzień. Nie mogłeś tak szybko wyzdrowieć! - Doszedłem do siebie w ciągu trzech dni. - Ty to masz zdrowie! - w głosie Karola krył się spory podziw. Na chwilę zapadła cisza, cała czwórka z przyjemnością wsłuchiwała się w rozmowy obecnych w gospodzie mężczyzn. - A ty, Paweł... - rozległ się melodyjny głos Karola. - Coś się stało w przeciągu tego tygodnia? Paweł spojrzał na kolegę. - Dlaczego? Karol machnął ręką, jakby chciał zakreślić w powietrzu jakiś znak. - Nie wiem. Jesteś jakiś... inny. - Wydaje ci się. - Karol ma rację. Naprawdę coś jest z tobą nie tak, ja też to zauważyłem. - Robert poparł kolegę. Twarz Pawła przybrała dziwny, przygnębiony wyraz. Spuścił głowę, wbił wzrok w stół. - Nic mi nie jest. Daniel spoglądał na przyjaciela z prawdziwą troską. Bał się o niego, chciał mu pomóc, lecz ten traktował każdą próbę rozmowy jako coś niepożądanego. - Przestań opowiadać bzdury! - warknął Robert tak ostro, że zaskoczeni koledzy spojrzeli na niego ze zdziwieniem, tylko Paweł się nie poruszył. W pierwszej chwili pomyśleli, że Robert za dużo wypił, lecz wiedzieli, że to nieprawda. Jego kufel był pusty tylko do połowy, podobnie jak ich. Jednak twarz chłopaka była skupiona, oczy z powagą ale i rozdrażnieniem utkwione w przybitym Pawle. - Paweł, nikt nie jest ślepy! I ja, i Daniel widzimy, że coś ci jest. Ale ty jak głupi się zapierasz! - Kiedy naprawdę... - Myślisz, że ci uwierzę?! Paweł poczuł dławienie w gardle, nie śmiał podnieść wzroku. Jeszcze nigdy nie czuł się tak głupio, nigdy Robert nie był tak wściekły. I to przez niego! Robert przechylił się do przodu, przeszywał chłopaka wzrokiem. - Przestań się wygłupiać, rozumiesz?! - Robert... - Daniel próbował uspokoić zdenerwowanego kolegę, uważał, że ten nieco przesadza. Jednak został całkowicie zignorowany, Robert nawet na niego nie spojrzał. - Jesteś strasznym egoistą, nie zwracasz uwagi na innych! Może ja się nie liczę, ale pomyśl o Danielu. On się o ciebie martwi, rozumiesz?! - niemal krzyknął. Gdy Paweł nic nie odpowiedział, Robert jakby stracił ochotę do dalszej rozmowy. Przez chwilę spoglądał na chłopaka bez słowa, po czym prychnął. - Idiota! - Robert, jak możesz! - Daniel był oburzony. Młody mężczyzna wstał od stołu, obrzucił ich spojrzeniem. - Myślałem, że jesteście coś warci, że coś rozumiecie. Ale myliłem się, jesteście zwykłymi smarkaczami, którzy nie wiedzą czego chcą. Cześć! Daniel i Karol obserwowali wychodzącego kolegę. Szedł do drzwi zdecydowanym krokiem, jego jasne włosy spływały na kołnierz żołnierskiego munduru. Paweł siedział bez słowa, nawet nie spojrzał na towarzyszy. Był wyjątkowo przybity i smutny. - Gnojek! - mruknął Karol ze złością i zabrał się za jedzenie udka kurczaka. Daniel nie czuł do Roberta żadnego gniewu. Sam nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć. W tej chwili miał w głowie tylko mętlik, który z każdą chwilą narastał. Spojrzał na Pawła i zrobiło mu się go żal. Robert potraktował go naprawdę okrutnie. Nie do końca rozumiał, dlaczego kolega tak się na niego zdenerwował. - Paweł, nie przejmuj się. Paweł siedział przez chwilę w milczeniu, po czym uniósł się ze swojego miejsca i spojrzał na towarzyszy. - Wracam do koszar. - mruknął. Daniel i Karol nie zastanawiali się długo i ruszyli za nim. Już na zewnątrz dogonili go i cała trójka szła przez ulice miasta równym krokiem. Karol był na Roberta naprawdę zły. Nie zważając na to, czy ktoś go słucha, wyrażał dosyć głośno swoje myśli. - Smarkacze! - burknął - Niby on taki dorosły! Od początku mi się nie podobał, już wtedy był strasznie cwany. Paweł nie zwraca uwagi na innych, też coś! To przecież on gada nie patrząc, czy zrobi komuś przykrość czy nie! W tej chwili jest mi po prostu wstyd, że chciałem się przyjaźnić z kimś takim jak on! - Daj spokój, wcale tak nie myślisz. Jesteś zdenerwowany. - Daniel spojrzał na Karola uspokajająco. - Właśnie, że tak! Po tym, co dziś powiedział mam go za nic. Paweł, jako szlachcic, za takie słowa powinien walnąć Roberta w gębę, raz a porządnie! Od razu sprowadziłby tego chama na ziemię! - Robert nie jest złym człowiekiem. - Bronisz go? - Karol utkwił w Danielu zdziwione spojrzenie. - To nie tak... - A jak? On drze się na twojego przyjaciela, wyzywa go od najgorszych a ty nawet palcem nie kiwniesz, żeby coś zrobić! Daniel zatrzymał się, spojrzał na Karola ze złością. - Przecież mówię, że go nie bronię! - Ale uważasz, że postąpił słusznie! - Wcale tak nie uważam! - Przestańcie. - mruknął Paweł i ruszył przed siebie nie oglądając się na kolegów. Ci zmierzyli się wzrokiem i nie odzywając się słowem poszli za oddalającym się Pawłem. Źli, skłóceni i milczący weszli do jasnej sali. Wokoło panowała miła, sympatyczna atmosfera. Trzech żołnierzy w wieku około dwudziestu pięciu lat siedziało na środku sali i ze śmiechem uderzali kartami w niewielki stolik. Gra sprawiała im najwyraźniej ogromną radość. Kilku innych rozsiadło się na pryczach i rozmawiali ze sobą, mocno przy tym gestykulując. Paweł usiadł na swoim łóżku i zabrał się za czyszczenie butów. Szorował ciemną, grubą skórę nie zwracając uwagi na otoczenie. Również Karol, milczący i ponury zaczął porządkować swoje prywatne rzeczy. Daniel rozpiął guziki mundurowej bluzy, ze złością cisnął ją na pryczę i poprawił białą koszulę. Miał tego wszystkiego dość: wojska, niepogody, gospód, kłótni... Zerknął w stronę Roberta. Rozmawiał jak gdyby nigdy nic z innym chłopakiem. Nagle spojrzał na Daniela i ich oczy spotkały się, zaraz jednak odwrócił wzrok. Lekceważące spojrzenie Roberta na nowo rozgniewało Daniela. Nie rozumiał złości kolegi, jego aroganckiego zachowania w stosunku do Pawła i niego samego. Do tego ta głupia kłótnia z Karolem! Rzucił się na pryczę, przywarł brzuchem do koca i burknął w poduszkę. - Mam tego dosyć! Paweł podniósł wzrok znad butów i spojrzał na leżącego Daniela. W pierwszej chwili chciał coś powiedzieć, już otworzył usta, lecz zaraz zrezygnował. Odwrócił głowę w kierunku Roberta, lecz ten nie zwracał na niego najmniejszej uwagi. Karol także nie był zbyt skory do rozmowy. Ciche westchnienie wyrwało się Pawłowi z gardła, po czym znów zabrał się za szczotkowanie brudnego obuwia, smutny i przygnębiony.

Przez następnych kilka dni sytuacja niewiele się poprawiła. Każdy niewtajemniczony w wydarzenia pamiętnego wieczoru z pewnością miałby poważne kłopoty ze zrozumieniem stosunków panujących między czwórką kolegów. Zresztą nie było to wcale takie łatwe. Karol był obrażony na Roberta i Daniela, za to trzymał się z Pawłem. Ten z kolei nie utrzymywał kontaktów z Robertem, lecz nie ze swojej winy. Chciałby się z nim pogodzić ale to Robert odizolował się od młodszych kolegów, nie odzywał się do żadnego z nich. Daniel miał ochotę zakończyć tą głupią i bezsensowną kłótnię, lecz Robert całkowicie go ignorował, Karol nie chciał na niego nawet patrzeć. W ten sposób jedynym towarzyszem Daniela został Paweł, choć i on nie rozmawiał z nim wiele. Nie ze względu na kłótnię, a własne problemy, o których nie chciał nikomu mówić. Dni biegły nieustannie, sytuacja pomiędzy przyjaciółmi nadal była taka sama. Lecz pewnego ranka wyjaśniło się dziwne zachowanie Pawła. Pobudka odbyła się przed wschodem słońca. Był zimny, listopadowy poranek, na zewnątrz widać było pierwszy tego roku śnieg. Trochę to zmartwiło żołnierzy szykujących się do śniadania, gdyż ćwiczenia w takich warunkach nie należały do przyjemnych. Dobrze, jeżeli utrzyma się minimalny mróz, w przeciwnym razie ze sporej warstwy białego puchu zrobi się rozdeptane błoto. Po kilku minutach grupa żołnierzy weszła do jadalni, ustawiła się w kolejce z przygotowanymi manierkami. Do sali weszła kolejna weszła kolejna grupa i powoli zaczynało robić się tłoczno. Daniel wziął pełną manierkę i usiadł do stołu na pierwszym wolnym miejscu, obok Roberta. Nie zależało mu na kontaktach ze starszym chłopakiem, zdążył już zauważyć, że ten traktuje go jak kogoś niewartego uwagi. Z początku trochę go to bolało, uważał, że do czasu kłótni wyjątkowo dobrze się ze sobą dogadywali, lecz skoro on nie chce mieć z nim nic wspólnego Daniel nie będzie się prosił. Miał swoją dumę. Nie odzywając się do Roberta ani słowem zaczął ze spokojem jeść. Siedzący obok chłopak także traktował sąsiada jak powietrze. Robert nabierał porcje z prawdziwym spokojem. Jadł powoli i z obojętnością rozglądał się po sali, od czasu do czasu zatrzymywał się na którymś z żołnierzy. Nagle uniesiona łyżka zamarła w połowie drogi do ust, czujne oczy Roberta z uwagą obserwowały scenę toczącą się w rogu jadalni. Zobaczył Pawła i stojącego naprzeciw niego chłopaka. Rozmawiali o czymś z ożywieniem, Paweł wyglądał na złego, ale i przestraszonego. Jego towarzysz wręcz przeciwnie, uśmiechał się z ironią, był wyraźnie zadowolony z siebie. Robert momentalnie go rozpoznał - to ten sam, który zaczepiał Pawła, Daniela i Karola na korytarzu. Nie znał go osobiście, chłopak nie należał do ich grupy, ale wiedział, że to ten starszy z napastników, około dwudziestotrzyletni cwaniaczek. Robert widział, jak obcy podchodzi z godnością do stołu, Paweł z kolei wyszedł z jadalni. Było to do niego niepodobne, nigdy do tej pory nie zrezygnował ze śniadania czy obiadu. Jeszcze przez chwilę obserwował obcego chłopaka, lecz jego zachowanie było całkiem normalne. Z przyjemnością usiadł wśród podobnych sobie typów i ze smakiem zabrał się za jedzenie. Widząc to Robert uspokoił się. Jakiś czas później żołnierze zaczęli wychodzić z jadalni. Spieszyli się, szybkim krokiem kierowali się na korytarz i dalej na koszarowy plac. Robert szedł jako jeden z ostatnich. Przyglądał się idącemu przed nim Danielowi i w głębi duszy zdziwił się, jak bardzo chłopak w ciągu ostatniego miesiąca się zmienił. Rozrósł się, jego ramiona stały się silne i szerokie, do czego przyczyniły się długotrwałe ćwiczenia. Czarne, proste włosy, w dniu wstąpienia do garnizonu dosyć krótkie, sięgały teraz do karku, a grzywka nie zasłaniała już luźno czoła, tylko opadała na skronie. Twarz przybrała bardziej męskiego wyrazu, ciemnoszare oczy spoglądały na świat poważnie, ale i łagodnie. Daniel stawał się dorosły, chociaż nie miał jeszcze nawet osiemnastu lat. Mijali szybko kolejne sale, teraz puste i ciche. Nagle Daniel zatrzymał się tak gwałtownie, że idący za nim Robert omal na niego nie wpadł. Ze zdziwieniem spojrzał na chłopaka. Już chciał go ominąć, gdy usłyszał cichy odgłos dochodzący z sali. Przystanął, zaczął nasłuchiwać. To ten głos musiał usłyszeć Daniel. Zupełnie jakby ktoś płakał. Nie zastanawiając się wiele obaj cicho zajrzeli do sali. Pierwszy wszedł Daniel, za nim Robert. W rogu, na łóżku Daniela siedziała skulona postać. Twarz schowana była w podciągniętych kolanach, nogi oplecione ramionami. Robert usiadł na pryczy i przez chwilę spoglądał na Pawła bez słowa. Jego wzrok natrafił na pogniecioną kartkę leżącą obok płaczącego chłopaka. Rozprostował na kolanie zwinięty papier i zaczął czytać. Daniel podszedł do Pawła, położył mu rękę na ramieniu i starał się go uspokoić. Czuł, jak plecy chłopaka drżą lekko od wstrzymywanego szlochu. - Spokojnie, nie płacz. Paweł otarł twarz rękawem. Zrobił to szybko i takim wstydem, że Daniel musiał się uśmiechnąć. Podniósł głowę i mruknął niepewnie. - Myślałem, że wszyscy już poszli. - Bo poszli. Ja przez przypadek usłyszałem twój płacz. - Daniel umilkł na chwilę, po czym dodał nieco poważniej - Może jednak powiedziałbyś, co się dzieje? - Nie musi nic mówić, to wszystko wyjaśnia. - odezwał się Robert ze spokojem, chociaż jego oczy błyskały złowrogo. Daniel wziął od kolegi kartkę papieru i obejrzał ją dokładnie. Ktoś napisał list szybkim, niestarannym pismem. Zaczął czytać, z początku w myślach, później cicho na głos. - {i}„...dasz pieniądze, a zapomnę o całej sprawie. Wiesz dobrze, że zarówno ty, jak i twój koleżka zrobiliście coś takiego, za co możecie ponieść poważne konsekwencje. W najlepszym przypadku czeka was karcer. Nie wymigacie się od tego, już ja dopilnuję sprawy. Dam ci jednak spokój, jeśli do końca tygodnia dostanę pieniądze. Ostrzegam, abyś nikomu o tym nie mówił, bo jakiś niewinny spacer może być twoim ostatnim, a osoba, która się o tym dowie, może mieć poważne kłopoty – ja nie mam skrupułów.”{/i} - Od kiedy dostajesz te brednie? - Robert spojrzał pytająco na młodszego kolegę. Ten odetchnął urywanie, jak to zwykle po płaczu. - Już... ponad tydzień. To jeszcze w miarę łagodny list, w innych po prostu żąda pieniędzy. Pisze, że jeżeli mu ich nie dam to mnie zatłucze... A przecież ja nie mam ani grosza! Robert prychnął pogardliwie. Najwyraźniej nie wierzył w tego typu pogróżki, uważał je za głupie. Daniel zerknął na list. - Co miał na myśli pisząc że ty i "twój koleżka" zrobiliście coś złego? Myślisz, że może wiedzieć o naszej zamianie? Przygnębiony Paweł wzruszył ramionami, za to Robert uśmiechnął się złośliwie. - Co za idiota! Wymyślił coś sobie i zastrasza chłopaka! A że obaj macie nieczyste sumienie, od razu widać efekty! - spojrzał na Pawła - Dajesz się takiemu gnojkowi! Trzeba było powiedzieć nam o tym tydzień temu, zaoszczędziłbyś nerwów. Ale nie, wolałeś zrobić z tego tajemnicę! Jaki ty czasami jesteś głupi! Paweł skulił się pod przeszywającymi słowami Roberta. Było mu wstyd, że nie zaufał przyjaciołom, lecz wtedy sprawa wydawała mu się bardzo poważna. Mruknął cicho. - Bałem się. Groził, że i wam się coś stanie. Nie chciałem mieć na sumieniu waszego pobicia czy czegoś gorszego. Słyszałem, do czego ten głupek jest zdolny. Twarz Roberta spochmurniała, najwyraźniej nie życzył sobie jakichkolwiek pogróżek pod swoim adresem. Utkwił wzrok w przestraszonym Pawle i dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak źle go oceniał. Próbował traktować go jak dorosłego, rozmawiał z nim o rzeczach, o których ten nie miał zielonego pojęcia, złościł się, gdy zachowywał się zbyt miękko i dziecinnie. Teraz zrozumiał, jak źle postępował próbując zrobić z Pawła dorosłego. To był przecież piętnastoletni chłopiec pomimo rosłego wglądu. Wiedział już, że wymagał od niego zbyt wiele i w głębi duszy wstydził się za swoje zachowanie. Daniel uśmiechnął się do Pawła. - Nie bój się, to tylko głupie próby wyłudzenia pieniędzy. Nic się nie stanie ani tobie, ani nam. Zapomnij o tym wszystkim i nie przejmuj się takimi rzeczami. Teraz razem sobie z tym poradzimy. Twarz chłopaka rozjaśniła się, spojrzał na kolegów z wdzięcznością. - Dzięki... Naprawdę się bałem, powinienem pokazać wam te listy dużo wcześniej. To przecież przeze mnie się pokłóciliście. Daniel i Robert spojrzeli na siebie, przez chwilę trwali w ciszy. Prawdę mówiąc jeszcze się nie pogodzili, tylko przez przypadek znaleźli się tutaj oboje. Byli jednak na tyle rozsądni i przyjacielscy, że zrozumieli, iż od tej pory niezgoda jest przeszłością. Robert uśmiechnął się lekko swoim charakterystycznym, nieco wyniosłym uśmiechem, Daniel odpowiedział na ten gest pojednania. Kartka papieru znikła szybko w kieszeni Roberta. Wstał z pryczy i spojrzał na przyjaciół. - Musimy iść, już jesteśmy spóźnieni. Ruszyli biegiem przez korytarz, wokoło rozlegało się echo trzech par pędzących kroków. Szybko wypadli na dziedziniec i dołączyli do ćwiczących na śniegu kolegów. Mieli wyjątkowe szczęście, dowódca zajęty rozmową z innym oficerem nawet nie zauważył spóźnienia trzech młodych żołnierzy. Robert wykonywał polecenia automatycznie, nie zastanawiał się nad tym co robi. Jego głowę zaprzątały inne myśli. Wiedział, kto szantażował Pawła i postanowił się z nim rozprawić. Jego szare oczy z uwagą rozglądały się wokoło, szukały znajomej twarzy wśród tłumu żołnierzy. Nagle utkwił wzrok w pewnym brunecie stojącym kilka metrów przed nim, odwróconego plecami. Uśmiechnął się do siebie ze złością i nie spuszczał z niego wzroku. Czekał tylko na właściwą okazję. Tuż po ćwiczeniach manewrował tak, aby znaleźć się jak najbliżej cwaniaczka wzbudzającego w nim coraz większy gniew. Gdy wśród tłumu przeciskających się do drzwi żołnierzy dotknął go ramieniem, momentalnie pociągnął za mundur i popchnął za róg budynku. Zaskoczony tak nagłym atakiem nieco starszy od Roberta chłopak nawet nie zaprotestował. Przyciśnięty do ściany, schowany przed wzrokiem innych, z coraz bardziej narastającą złością wpatrywał się w twarz napastnika. Rozpoznał go, wiedział, że to ten smarkacz zniweczył jego plan w korytarzu koszar. Robert nie reagował na spojrzenie bruneta. Odczekał, aż ostatnia osoba wejdzie do budynku i dopiero wtedy zmierzył młodego mężczyznę wzrokiem. Ten szarpnął się, odtrącił od siebie ręce Roberta. - Co ty sobie myślisz? - warknął ostro. - Chciałem cię ostrzec abyś nie odważył się nawet tknąć chłopaka! Masz dać mu spokój! Wściekłe spojrzenie omal nie przebiło Roberta na wylot. - Jakiego chłopaka?! Robert zmrużył oczy, starał się opanować, lecz jego gwałtowny charakter już dawał o sobie znać. Gniew wprost go zalewał, miał ochotę trzepnąć stojącego przed nim bruneta raz, a porządnie. - Tego, którego szantażowałeś. Nic na niego nie masz, cwaniaku! Obcy uśmiechnął się pogardliwie, na co Robert zacisnął dłonie w pięści. - Przy okazji - ciągnął, sycząc przez zęby - próbowałeś w to wciągnąć innych, w tym i mnie. Wiedz, że ja sobie tego nie życzę! Myślisz, że się ciebie boję? - Widzę, że nie. - żartobliwy ton chłopaka wytrącił Roberta z równowagi. Mocno pchnął go na ścianę. Jednak i brunet nie był strachliwy. Szarpnął się, zastraszająco podszedł krok do przodu. - Na co ty sobie, smarkaczu, pozwalasz?! Oczy Roberta rzucały błyskawice. - Zostaw w spokoju tego małego, rozumiesz?! - O czym ty mówisz? Jesteś normalny?! - Wiesz dobrze, o co mi chodzi, nie udawaj głupiego! - wyciągnął z kieszeni

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Niespokojne dnie - część IV — czytnik · opowiadania