Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

historia · 37 min czytania

Niespokojne dnie - część VI

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Część VI

Nad sporym lasem nastało południe. Słońce stało w najwyższym punkcie i posyłało na ziemię słabe promienie, rozpuszczając dzięki temu śnieżną warstwę. Gałęzie uwalniały się od białego puchu, krople wody kapały na ziemię tworząc w jasnej powierzchni spore dziury. Brzegiem lasu szła młoda dziewczyna, ciągnęła za sobą osła zaprzęgniętego do niewielkich sanek. Właśnie wracała ze wsi, zwierzę obładowane było kilkoma sporymi torbami. Dziewczyna podciągnęła wysoko grubą, brązową suknię, na którą zarzucony miała wyjątkowo ciepły, czarny szal, oplatający głowę i ukryte pod nim brązowe włosy. Jej nogi zapadały się lekko w śniegu, moczyły ciemne trzewiki. Zła, ściągnęła brwi i przeklęła cicho. Nagle przystanęła w miejscu i spojrzała przed siebie. Zaledwie trzy metry od niej leżało coś przykrytego ciemnoszarym kocem, mokrym od kropel spadających ze stojącego obok drzewa. Ostrożne kroki zbliżyły się do sporego koca, dziewczyna bez cienia lęku odchyliła jedną stronę i zamarła w bezruchu, po czym gwałtownie odskoczyła z okrzykiem strachu. Pociągające usta dziewczyny drgnęły, szeroko otwarte oczy wpatrywały się w twarz chłopaka leżącego pod przykryciem. Już opanowana, przysunęła się bliżej. Z zafascynowaniem chłonęła każdy detal wyglądu młodego mężczyzny. Czarne jak smoła włosy, brwi i rzęsy, ciemna karnacja, wprost idealne usta... Dziewczyna nigdy do tej pory nie widziała tak przystojnego młodzieńca. Miała do czynienia z wieloma, ale nie z takim! Nie zastanawiając się wiele podprowadziła osła i ułożyła chłopaka na sankach. Kosztowało ją to sporo wysiłku, ale wiedziała, że poświęcenie może się opłacić. Szybko dotarła do małego domku w środku lasu, ze niemałymi kłopotami położyła chłopaka na łóżku w jedynej izbie. Zmęczona ciąganiem bezwładnego ciała odetchnęła głęboko i zabrała się za oglądanie leżącego. Przez pewien czas myślała, że młodzieniec nie żyje. Był nieruchomy, zdawał się nie oddychać i nie można było wyczuć bicia jego serca. Lecz młoda dziewczyna nie mogła pogodzić się ze swoimi myślami. Ten, kto przykrył go kocem i położył na piersi niewielki krzyżyk, zapewne był przekonany, że żołnierz jest martwy. Sposób, w jaki go przykryto i wydeptane ślady wokół ciała świadczyły o tym, że przez pewien czas czuwano przy nim. Zapewne od tego czasu minęło kilka godzin. Jednak ciało chłopaka nie było sztywne jak u martwego, było po prostu bezwładne. To świadczyło o tym, że on żyje! Pocieszona takim rozumowaniem obejrzała go dokładnie i prawie od razu zauważyła ranę na głowie. Delikatnie odsunęła na bok zlepione krwią włosy i przyjrzała się sporemu, niezbyt dobrze wyglądającemu rozcięciu. Nie spuszczając wzroku z rany pokiwała z niedowierzaniem głową, ostrożnie obmacała i oczyściła brzegi, po czym przygotowała napar z ziół. Przemyła nim rozcięte miejsce, zabandażowała głowę żołnierza i uśmiechnęła się do siebie. Wiedziała, że ranny jest nieprzytomny od uderzenia, zapewne cudem przeżył tak silny cios. Teraz wystarczy tylko poczekać, aż odzyska siły.

* * *

Minęły trzy dni, w czasie których ważyły się losy Daniela. Ranny kilkakrotnie odzyskiwał przytomność, lecz był strasznie słaby. Nie miał sił powiedzieć czegokolwiek, był na wpół otumaniony i tylko przez kilka minut spoglądał na drewniany sufit wyciosany z grubych desek. Raz widział dziewczynę pochylającą się nad nim, uśmiechała się do niego sympatycznie. Jednak umysł chłopaka nie pozwalał na jakiekolwiek myśli. Leżał jedynie przez chwilę i spoglądał przed siebie, po paru minutach znów tracił na dłuższy czas kontakt z rzeczywistością. Nie wiedział kim jest, gdzie jest, ani co się wokół niego dzieje.

* * *

W międzyczasie smutni i przygnębieni Paweł i Robert dotarli do Sokołowa. Żaden z nich nie cieszył się na przybycie do pięknego, niezbyt dużego dworu, otoczonego przykrytymi teraz śniegiem lasami i łąkami. Powoli, z ociąganiem przekroczyli bramę i weszli na dziedziniec. Tu przystanęli. - Chodźmy najpierw do moich rodziców. Ojciec powinien być w stajni. - jęknął Paweł zduszonym głosem. Cicho przeszli próg budynku, znaleźli się w ciepłym, przytulnym pomieszczeniu. Konie zajadały się ze smakiem świeżo nałożonym sianem i z zainteresowaniem spoglądały na gości. Wokoło panowała cisza lekki mrok. Paweł przysiadł gdzieś pod ścianą, torba z rzeczami zsunęła mu się z ramienia. Przez chwilę siedział bez słowa, po czym mruknął. - Ja nie chcę iść do dworu. Boże, co ja powiem o Danielu? Robert stał naprzeciwko załamanego chłopaka i nie odzywał się. Rozumiał Pawła aż nazbyt dobrze. - Muszą wiedzieć. - rzekł ze smutkiem. - Nigdy bym nie pomyślał, że powrót do domu będzie taki trudny. - Paweł przetarł ręką zmęczone i wilgotne od łez oczy. Przez pewien czas siedzieli w stajni cisi i zamyśleni, zbierali się do spotkania z rodzicami Daniela. Robertowi było wyjątkowo ciężko: obcy, nieznany młody mężczyzna pojawia się we dworze po to, aby przekazać tragiczną wiadomość. Teraz nie myślał już o pracy, którą miał tu otrzymać, nie śmiałby nawet o to prosić. Jedynie Paweł wiedział o obietnicy Daniela, ale i on z pewnością nie miał głowy do tak mało ważnych spraw. W pewnym momencie wrota stajni skrzypnęły cicho i do środka wszedł jasnowłosy mężczyzna. Jego wzrok zatrzymał się na Robercie. Piotr był zdziwiony, nie wiedział czego tutaj szuka młody, nieznany mu chłopak. - Tato! - rozległ się krzyk Pawła i po sekundzie szczęśliwy ojciec ściskał wtulającego mu się w pierś syna. Stojący z boku Robert obserwował scenę bez słowa. Piotr uśmiechnął się i odsunął od siebie Pawła na odległość ramion. Przyjrzał mu się z zadowoleniem. - Ależ przez te cztery miesiące wyrosłeś! Teraz chyba przerastasz Daniela o głowę! Słysząc te słowa do oczu chłopaka napłynęły łzy, spojrzał ojcu w twarz. - Tato... - szepnął, lecz gardło ścisnęło mu się z żalu. Piotr spoważniał trochę, uśmiech gasł z jego twarzy. Łzy Pawła z pewnością nie były łzami radości. - Gdzie jest Daniel? Byłem właśnie u Dominika i nie widziałem go. Paweł spojrzał prosząco na Roberta, gwałtowny płacz nie pozwolił mu odpowiedzieć. Oczy stajennego skierowały się na obcego blondyna, miały w sobie jakiś niepokój. - Co się stało Danielowi? Zasmucony Robert spojrzał na ojca Pawła i po chwili odezwał się cicho. - On... - głos załamał mu się. Zebrał się w sobie. - On nie żyje. Piotr stał niczym rażony gromem, z niedowierzaniem patrzał na młodego mężczyznę. Nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Wiedział jednak, że to prawda, obaj byli żołnierze wyglądali na przybitych i zrozpaczonych, Paweł na pewno nie płakałby bez powodu. - Boże! - jęknął i na chwilę ukrył twarz w dłoniach, po czym podniósł wzrok i zapytał zduszonym głosem. - Jak to się stało? - Kilka dni temu wędrowaliśmy do jakiejś wioski. Podniósł się bunt i Daniel... dostał w głowę kolbą pistoletu. Piotr pokiwał głową. - Nie mogę w to uwierzyć. - szepnął. Przez dłuższą chwilę w stajni panowała cisza, słychać było tylko ciche odgłosy koni. Mrok w pomieszczeniu gęstniał, powoli nadchodził wieczór. - Co z pogrzebem? - glos Piotra był głuchy i słaby. Paweł otarł łzy, odetchnął głęboko. - Jeden z sierżantów zajął się tym, obiecał, że pochowają go ludzie z pobliskiej wioski. - Chcieliśmy wziąć go ze sobą, ale nie mieliśmy takiej możliwości. - dodał cicho Robert. Załamany Piotr przymknął na chwilę oczy, starał się uspokoić. - Boże Święty, czy Cecylię i Dominika zawsze muszą spotykać jakieś tragedie? Oni się załamią. Robert odezwał się ledwie dosłyszalnie. - On był jedynakiem? - Tak, chociaż wychowywał się z moimi dziećmi jak rodzeństwo. Paweł spojrzał ojcu w oczy, chociaż nie widział go dokładnie przez łzy. - Ja... muszę pójść z Robertem i powiedzieć o tym, co się stało. Piotr uśmiechnął się smutno, zwrócił wzrok na przystojnego blondyna. - Masz na imię Robert? - gdy chłopak skinął potwierdzająco głową, Piotr spojrzał na Pawła. - Idźcie obaj do domu, Monika da wam coś do zjedzenia. Ja pójdę do dworu. - Ale... - Żadnego ale, Paweł. Ledwie stoicie na nogach, jesteście wykończeni. - spojrzał na Roberta. - Chyba cię dotąd nie widziałem. Pochodzisz z pobliskiej wioski? - Nie, z Gdańska. - Daniel obiecał mu pracę we dworze, tato. Robert spojrzał w ziemię. - Teraz to już nieważne. - mruknął zawstydzony, że w takiej sytuacji wyciąga się jego zwykłe, błahe sprawy. Piotr ruszył przed siebie, rzucił przez ramię do Pawła. - Twój kolega zatrzyma się u nas. Idźcie do domu. Przygnębiony, ze łzami cisnącymi się do oczu, doszedł do dworu i odetchnął głęboko. Wiedział, że powinien powiedzieć o Danielu jak najdelikatniej, chociaż ból i tak będzie ogromny. Zapukał ostrożnie do drzwi i po chwili znikł wewnątrz Sokołowa.

* * *

Zarówno Dominik jak i Cecylia byli załamani wiadomością o śmierci ukochanego syna. Niemal oszaleli z żalu, łzy płynęły im z oczu nieprzerwanym strumieniem. Już sam fakt, że Daniel nie żyje był dostatecznym ciosem, do tego rzeczą najgorszą było zostawienie go gdzieś na północy, niemożliwość pogrzebania blisko domu, na rodzinnym cmentarzu. Cecylia i Dominik przeżyli stratę syna w sposób wyjątkowy, tak bardzo jak Piotr się obawiał. Znał przyjaciół i wiedział, jak wiele Daniel dla nich znaczył, kochali go wyjątkowo mocno, lecz nigdy nie rozpieszczali. Sam Piotr naprawdę bardzo lubił, wręcz kochał młodego, rozumnego i tak podobnego do rodziców barona. Bardzo przeżył jego śmierć. Jego ból był ogromny, dlatego nawet nie mógł sobie wyobrazić, co czują Cecylia i Dominik, współczuł im z całego serca. Wiedział, że są załamani i zrozpaczeni. Dominik prawie zaprzestał opieki nad dworem, o który wcześniej tak dbał, wykonywał swoje obowiązki niedbale i bez zaangażowania, chodził milczący i zamyślony. Jego usta nie uśmiechały się jak zazwyczaj, nie było w nim śladu wesołości. Cecylia z kolei prawie wcale nie wychodziła z domu, często płakała. Nic dziwnego, los nie rozpieszczał jej przez całe życie, do tego taka tragedia...

* * *

Daniel nie zdawał sobie sprawy z żalu najbliższych. W ogóle niewiele pojmował z tego, co się wokół niego działo. Piątego dnia od fatalnej bijatyki poczuł się nieco lepiej. Zachował przez kilka godzin przytomność, nawet udało mu się zjeść nieco pożywnej zupy, podanej przez opiekującą się nim dziewczynę. Docierały do niego jej słowa, rozumiał, o czym mówi, lecz odpowiadał tylko półsłówkami lub kiwał głową. Żadnej przyzwoitej rozmowy nie dało się z nim nawiązać, był na to zbyt słaby i otumaniony. Następnego ranka nastąpił przełom. Daniel obudził się i poczuł, że głowa nie dokucza mu tak bardzo jak dotychczas. Niemal bezustanny, gniotący ból minął, zmienił się w lekkie, prawie niezauważalne pobolewanie. Podciągnął się ostrożnie na posłaniu niewielkiego łóżka, oparł się plecami o ścianę i rozejrzał po małej izbie, jeżeli tak w ogóle można było to nazwać. Cztery drewniane ściany zamykały się wokół paleniska, w dwóch prostopadłych zamieszczone były niewielkie okna, w kolejnej drzwi sklecone z desek, a niemal całą długość czwartej zajmowało wbudowana w ścianę ława, na której leżał. Całość miała kształt prostokąta. Przy palenisku siedziała młoda, około dwudziestoletnia dziewczyna i z uwagą przygotowywała napar z ziół. Kruszyła suche roślinki do kubka, zalewała je gorącą wodą. Daniel odezwał się, jego głos był słaby i lekko zachrypnięty. - Gdzie ja jestem? Dziewczyna odwróciła się w jego stronę i uśmiechnęła szeroko. Drobną twarz zdobiła burza brązowych włosów i takiego samego koloru oczy, błyszczące w migotliwych promieniach ogniska. - Obudziłeś się. - wstała i podeszła do Daniela lekkim krokiem, usiadła obok na łóżku. - Jak się czujesz? - Dobrze. - odparł, po czym powtórzył pytanie. - Gdzie jestem? - Na pustkowiu, gdzie pies z kulawą łapą nie zagląda. Tylko ja tu mieszkam. A jeżeli chodzi ci o miasto, to najbliżej jest Gdańsk. Godzinę drogi stąd jest też jedna wieś. Daniel zastanowił się, ale Gdańsk z niczym mu się nie kojarzył. Miejsce, w którym przebywał i dziewczyna siedząca obok także nie. - Masz, wypij. - podany kubek parzył go lekko w ręce, ale dało się wytrzymać. Gdy Daniel pił powoli gorący wywar, wzrok dziewczyny utkwiony był w jego twarzy bez chwili przerwy. Obserwowała każdy gest chłopaka, każde jego mrugnięcie i uśmiechała się do siebie. Ten żołnierz jest naprawdę przystojny i pociągający! - Mam na imię Eliza. A ty? Daniel oddał jej pusty kubek i zamyślił się przez chwilę. Jego twarz zmieniała się, przybierała wyraz zaniepokojenia. - Nie pamiętam... - szepnął po chwili, zdruzgotany. Eliza uśmiechnęła się lekko, spojrzała mu w oczy, jej dłoń dotknęła ręki chłopaka. - Nie martw się. To chwilowa amnezja od uderzenia w głowę. Pamiętasz może, jak to się stało? Przeczący ruch Daniela był jedyną odpowiedzią. Dziewczyna odstawiła kubek na palenisko i ponownie usiadła na brzegu łóżka. Jej wzrok utkwiony był w szarych oczach chłopaka. - Mogę pomóc ci odzyskać pamięć. - powiedziała miękko i pokazała dłonią na ubrania leżące w kącie izby. - Poznajesz je? Wiesz, co to jest? - Mundur? - w głosie Daniela była nuta niepewności. Eliza uśmiechnęła się swoim z pozoru niewinnym, lecz zalotnym uśmiechem. - Tak. Twój mundur. Zdjęłam go z ciebie po tym, jak znalazłam cię na brzegu lasu i dociągnęłam do chaty. Dopiero teraz Daniel zdał sobie sprawę, że jest tylko w koszuli i bieliźnie. Dyskretnie okrył się szczelniej pierzyną. Eliza zdawała się nie zauważać zachowania młodzieńca, dalej tłumaczyła mu ciepłym głosem. - Myślę, że jesteś żołnierzem, może właśnie z Gdańska. Musiałeś brać udział w jakiejś bójce, stąd ta rana głowy. - lekkim ruchem musnęła go po nie obandażowanej już głowie, przejechała palcami po włosach. - Ktokolwiek był z tobą pomyślał, że nie żyjesz. Nie dziwię mu się, ja sama w pierwszej chwili wzięłam cię za martwego. Na piersi miałeś położony krzyżyk... - pokazała mu niewielką rzecz pozostawioną przez Roberta. Daniel spoglądał na krzyżyk, przeniósł wzrok na mundur i pokiwał głową. Był zasmucony. - Nic nie pamiętam. Nie mogę przypomnieć sobie ani jednego dnia z wojska, ani co się ze mną działo wcześniej. Nawet imienia nie pamiętam. Eliza przechyliła się lekko w jego stronę, wzięła do ręki męską dłoń. - Przypomnisz sobie, to mija. Daniel uśmiechnął się lekko, spojrzał jej w oczy. - Dziękuję ci. Gdyby nie ty, zapewne już bym nie żył. Dziewczyna uniosła dłoń, przejechała nią po policzku chłopaka. Zrobiła to powoli i pieszczotliwie. - Będziesz miał okazję mi się odwdzięczyć. - jej głos i zachowanie było tak wymowne, że Daniel podświadomie poczuł dreszcz przebiegający przez ciało, lecz cofnął się ledwie zauważalnie. Coś w głębi duszy powstrzymywało go przed zbyt bliskimi kontaktami z tą dziewczyną. Eliza nie zwracała uwagi na niepewność chłopaka. Pochyliła się nad nim, przysunęła bliżej i przylgnęła ustami do jego warg. Daniel był tak zaskoczony, że nie zdążył nawet zareagować. Sztywny, przyjął pocałunek dziewczyny, który nadszedł tak szybko jak i minął. Zadowolona z siebie, wstała z łóżka, zabrała się za przygotowywanie posiłku. Dla Daniela przeznaczyła ogromną porcję, chciała, aby jak najszybciej nabrał sił. Daniel uniósł się z łóżka, na nieco niepewnych nogach podszedł do ubrania, założył mundurowe spodnie i buty, i wyszedł z izdebki na zasypany śniegiem dwór. Po chwili wrócił. Eliza spojrzała na niego z uśmiechem, podała miskę kaszy. - Jedz, póki gorące. Potrzebujesz dużo jedzenia aby wyzdrowieć i nabrać sił.

Daniel spędzał w małej chatce Elizy całe dnie. Było mu ciepło i przytulnie, nie mógł narzekać na jedzenie, a jednak coraz częściej myślał o odejściu. Zdawał sobie sprawę, że gdzieś ktoś na niego czeka. Minęły trzy dni i odzyskał niemal całkiem swoje siły, co wiązało się z kłopotliwymi sytuacjami. Eliza stawała się dla niego coraz milsza, kilka razy próbowała na nim swoich uwodzicielskich sztuczek, lecz on nie chciał jej ulegać. Coś powstrzymywało go od tego. Cały czas, gdy dziewczyna była w pobliżu, musiał być czujny i ostrożny, aby chociażby jednym gestem nie sprowokować kolejnych szarż. Jedynym czasem, gdy mógł odetchnąć, były popołudnia. Wtedy to Eliza znikała z chatki nie mówiąc mu ani słowa, wracała późno w nocy. Były to chwile, gdy Daniel oddychał z ulgą, ciągła adoracja była naprawdę męcząca. Wtedy też miał czas na ćwiczenia pamięci. Doszedł do tego, że parę faktów przewijało mu się w głowie z prędkością błyskawicy, miał przed oczami kilka twarzy, których imion po prostu nie pamiętał. Wiedział jednak, że z dnia na dzień jest bliżej rozwikłania zagadki, kim jest. Pewnego wieczoru Eliza znikła jak zwykle, Daniel miał więc czas dla siebie. Przygotował sobie nieco jedzenia, zjadł ze smakiem i po chwili usiadł na łóżku z krzyżykiem w ręce. Zamyślony, poważny i skupiony, przez długi czas nie spuszczał z niego wzroku, próbował sobie cokolwiek przypomnieć. Jednak, jak zwykle, jego pamięć otulona była grubą mgłą. Gdy tylko zrobiło się ciemno westchnął głośno. Po chwili leżał już w łóżku i głęboko spał. Tej nocy przyśnił mu się wyjątkowy sen. Jakimś sposobem zdawał sobie sprawę, że postacie ze snu są mu bliskie, istnieją naprawdę. Dzięki temu dowiedział się, że jasnowłosy mężczyzna o piwnych oczach, pojawiający się często w przebłyskach pamięci ma na imię Piotr. Daniel nie wiedział, czy jest to jego ojciec, chociaż raczej wątpił. Zbyt dużo różniło ich w wyglądzie. Chłopak otworzył oczy i przez chwilę wpatrywał się w ciemność, układał w myśli nowe doznania. Powoli, bardzo powoli, układanka o jego przeszłości uzupełniała się. Bez przerwy starał się przywrócić w pamięci rodziców, lecz jego głowę otulała jakby mgła. Był tym mocno zawiedziony, gdyż czuł, że z rodzicami wiązała go prawdziwa miłość. Senny, przewrócił się na bok, otulił szczelniej kołdrą i zamknął oczy. Jego palce przez pewien czas przesuwały się od niechcenia po jakimś sęku w ścianie, chwilę później ręka opadła miękko na pościel. Z ust chłopaka wyrwało się senne westchnienie. Tym razem spał głęboko i spokojnie, nie miał żadnych snów. Gdzieś w podświadomości wyczuł, że ktoś położył się obok niego, lecz nie zwrócił na to uwagi. Po pewnym czasie coś zaczynało wybudzać go ze snu, powoli odzyskiwał świadomość. Zwrócony twarzą do ściany czuł na swoich plecach lekki dotyk, jakby chodzenie pająka. Doznania te poruszały się, przesuwały od karku do paska spodni. Daniel odetchnął cicho i przewrócił się na plecy. Przez chwilę nie wyczuwał nic, po czym znów muśnięcia powtórzyły się, tym razem na jego piersi i brzuchu. Czuł…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Niespokojne dnie - część VI — czytnik · opowiadania