fantastyka · 6 min czytania
Nieszczęście chodzi PRZY ludziach
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Było południe. Promienie palącego słońca odbijały się od piasku i skał boleśnie rażąc oczy. Stanąłem w cieniu uschniętego drzewa i spojrzałem na skuloną przede mną postać. Obdarte ubranie i oparzenia sprawiały, iż mężczyzna z tej odległości wyglądał jak obleczony wyschniętą skórą szkielet. Prawdę mówiąc, zaimponował mi. Po trzech dniach spędzonych w takim upale bez żadnej wody miał jeszcze siły na ucieczkę.
- Nie! Zostaw mnie! Odejdź stąd! – wykrzyczała wychudła postać tarzająca się po piaszczystej ziemi. - Czego ty ode mnie chcesz?
Głupiec. Nie potrafił zrozumieć, że nadal posiadał coś, co mu wkrótce zabiorę. Trzeba go będzie uświadomić. Przybliżyłem się o jakieś pół metra i lekko przechyliłem głowę.
- Nie patrz tak! Nie podchodź! Zbliż się jeszcze, a cię zabiję!
Posłałem pełne litości spojrzenie kulącej się teraz przede mną postaci. Trochę mi go było żal. Przyłączyłem się do niego prawie dwa miesiące temu. Na początku był bardzo przyjazny - tak jak każdy. Dzielił się ze mną z trudem zdobywanym jedzeniem, przykrywał się jednym kocem w zimne, pustynne noce. Przez jakiś czas taki stan rzeczy odpowiadał mu całkowicie i zdawał się być naprawdę bardzo szczęśliwy. Kilka razy mu nawet pomogłem, ale nie był tego świadomy. Problemy jak zwykle pojawiły się, gdy dotarliśmy do większego skupiska ludzi. Wtedy nastały "wypadki". Długo tam nie zagościł. Po trzech dniach musiał uciekać przed kilkoma poszkodowanymi osobami. Postanowił przyłączyć się do karawany. A ja? Nie mogłem przecież zostawić swojego niedawno poznanego przyjaciela. Ruszyłem razem z nim. I właśnie wtedy wszystko zaczęło się psuć...
Zaczął się domyślać. W końcu każdy odkrywa prawdę. Niektórzy wcześniej, a inni później. Z moim ostatnim przyjacielem spędziłem ponad rok. On chyba jednak wiedział od dłuższego czasu, zanim na zawsze się rozstaliśmy. Za bardzo się do mnie przywiązał. To jest ta okropna wada ludzi - gdy się do czegoś przyzwyczają i to polubią, to później obawiają się nawet samej myśli o utracie swojej ukochanej rzeczy. Kiedyś spotkałem człowieka, który zorientował się, zanim do niego zdążyłem podejść. Gdy tylko mnie zobaczył, wziął nogi za pas. Szkoda, że nie udało mi się go dogonić...
Część 22 / 2
Zrobiłem kolejny krok naprzód.
- Zostaw mnie w spokoju! Czego ty chcesz?!
Kolejny krok.
- Ostrzegam cię! Wiesz, że nie będę się wahał!
Uśmiechnąłem się lekko i zrobiłem minę w stylu "przecież doskonale wiesz, że ci się nie uda". Kiedy w końcu ten człowiek zrozumie, że mnie nie można tak łatwo zabić? Przecież już próbował. Raz nożem, później tasakiem. W akcie desperacji rzucił nawet dynamitem, ale to nie był za dobry pomysł. Mnie oczywiście nic się nie stało, ale przez przypadek zabił…