Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Pisarstwo · 10 min czytania

Nietoperz

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Czerwone słońce chyliło się ku ziemi. Ostatnie spojrzenia spływały na malutkie listki skrzętnie skrywane przed jego wzrokiem i na ciche o tej porze źdźbła traw. To jednak nie ich szukała gorąca kula. Ona patrzyła dalej, szukała szczególnej gałęzi, tej samej każdego wieczoru. A na niej małej postaci, małego skrzydlatego króla, zapatrzonego bez pamięci w jej obraz. On był tam dzisiaj, jak co wieczór. Mały nietoperz zaciskał kurczowo łapki na wątłej gałęzi i patrzył. A wyblakłe oczy, starały się złapać chociaż cień wspomnienia światła.

Mała jaskinia u podnóża wielkiego dębu wypełniona była życiem. Wiele małych istot wybrało ją sobie na swój dom. Po dnie maszerowały hufce mrówek wśród których przeciskała się rodzina wędrujących pająków a na ścianach przycupnęły ciemnozielone mchy. Sklepienie ciasno wypełniała kolonia nietoperzy, wisiały głowami w dół czekając na nastanie zmierzchu. Setki zamkniętych oczu odmierzały czas do wylotu i tylko jeden, mały nietoperz patrzył. Chłonął ostatnie promienie, które powoli wyprowadzały się z wnętrza skalnego schronienia. Przyszedł na ten świat wraz z czwórką braci i uczył się jak przeżyć tą chwilę, która nazywali życiem. Wszystko szło dobrze, stał by się jak jeden z wielu innych, gdyby nie otwór w sklepieni jaskini. U którego ujścia spał Jack. W jedną z nocy, kiedy zagniewane niebo skwierczało od rozbłysków piorunów, a deszcz ugładzał senne opowieści w głowach mieszkańców, nastąpiło to dziwne zdarzenie. Szczelina, pod którą spał Jack przepuściła parę kropel wody. Skapały one na pyszczek, zakręciły się w gęstym futerku i uciekły. Zabrały jednak ze sobą coś. Zabrały sen. Oszołomiony nietoperz nie mógł już zasnąć, kręcił się, zmieniał nóżki, ale sen nie wracał. W całej jaskini cicho rozbrzmiewała melodia sennych historii, a on się nudził. Gdy na dworze ucichło, niezdarnie podreptał do wyjścia jaskini, wychynął bojaźliwie i zobaczył skąpany w słońcu świat. Oczy zapiekły, widok ukłuł go, trafił prosto w łopoczące serduszko. Obraz ten zabrał mu jego życie. Porwał go już na zawsze w swoje ciepło i nie oddał aż do końca. Od teraz czekał, tęsknił za światłem, które stało się najważniejszą częścią jego istnienia. Zatracał się w nim, porzucił wszystko inne, zapomniał o dźwiękach i nocy. Rezultatem codziennych spotkań była stopniowa utrata słuchu. Oczywiście słyszał to co każdy mógł usłyszeć, ale ten zmysł powinien być diamentem, powinien być idealny, a stał się porzucony i szary. Rozumiał już tylko lekkie echo swoich dźwięków, latał niezgrabnie i z trudem był w stanie cokolwiek upolować. Nawet tłuste i leniwe muchy, mogły się czuć w jego obecności bezpiecznie, mogły bzyczeć do woli, on nie mógł ich wyśledzić. Całą ta sytuacja powodowała niesnaski w rodzinie Jack-a. Byli załamani, starali się jakoś nakłonić latorośl aby porzucił swoje dziwne zainteresowanie. By odszedł wraz z nimi w ciemność. Ale on już nie potrafił, on się zmienił. Zaczynał mówić o rzeczach, które nie były zrozumiałe dla żadnego z nich. No bo co to jest ten kolor niebieski. Przecież barwa jest czarna i tylko czarna. Niebieska niedorzeczność. Powinien żyć tak jak oni, tak jak żyją prawdziwe nietoperze. Powinien lekko przesuwać się pośród wietrznych wirów, gnać w pustą czerń nocy wyrywając jej skarby. Tańczyć skrzydłami w nikłych promieniach księżyca, być władcą nocnego nieba, a nie śmiesznym, kalekim czymś. Zawieszonym pomiędzy niezrozumiałą obsesją a ich światem. Jack nie słuchał. Próbował wytłumaczyć im, że tracą, wiele tracą. Bo on widział nieśmiałe przebłyski budzącego się świata pomiędzy plątaniną liści. Igraszki promieni na falującej ospale wodzie. A przede wszystkim, widział niebo. Nie czarną szatę obutą w pobłyskujące gwiazdy, ale błękitną czystość, spokój letniego wieczoru. Nieba, które bierze cię w objęcia, zabiera myśli, pozostawia jedynie ciszę oddechu. I nigdy nie zwraca ciebie w całości, odrobina zostaje. Tam wysoko, tam gdzie nikt nie jest w stanie jej dosięgnąć. Zaraz obok słońca. Postępowanie Jack-a zaczęło być na tyle intrygujące, że każdy o nim mówił. Słowa, szepty, wzbudzały echo, które odbijało się po ścianach jaskini, wydawało wyroki, skrzeczało nie zrozumieniem. Wszystko to cichło, gdy on wracał do jaskini, gdy chwiejnym krokiem zmierzał w kierunku swojej półki skalnej. A oczy jarzyły się niezwykłym światłem, gdy źrenice próbowały pochować obrazy ukradzione z jasnych chwil. W końcu sprawa Jack-a trafiła do rady wyższych. Mizernej grupki zadufanych w sobie starców, którzy nie byli ani najmądrzejsi, ani tym bardziej sprawiedliwi. Ale byli, po prostu trwali i to oni decydowali o losie koloni. To oni podjęli decyzję. Jack i jego dziwne opowieści miały zamieszkać z dala od innych, w najczarniejszym i końcowym rogu jaskini, tuż za rodziną wędrujących pająków. Tak aby nikt, a szczególnie młode nie były narażone na jasne wizje kalekiego nietoperza. Miał nie rozmawiać i nie kontaktować się z żadnym innym z ich społeczności. Tak zostało postanowione.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Nietoperz — czytnik · opowiadania