Komedia · 10 min czytania
Nietykalny Ferdek
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Twój kot jest nieźle powalony – stwierdził Michał. - Sam jesteś powalony – odcięła się Laura, - jak nie masz pojęcia o czym się mówi to przynajmniej milcz. – Odwróciła się tyłem do Michała i skupiła na dwójce pozostałych słuchaczy. – Więc mój kot – kontynuowała – jak widzi w telewizji Mela Gibsona to... - ...to staje na głowie i pierdzi...-przerwał jej Michał – wiem, wiem miałem to samo z żółwiem. Tylko że on odlewał się do skorupy na widok Toma Cruisa i potem pływał we własnych siuśkach. - Jesteś obrzydliwy! – Wrzasnęła Malwina, najlepsza przyjaciółka Laury. – Nawet nie wiesz jak beznadziejnie jest pracować z takim głąbem jak ty. Michał założył czapeczkę sprzedawcy i odcedził porcję frytek dla pierwszego klienta. Starszy, gruby facet zamówił frytki i hamburgera – standard w MacDona- ldzie, wszystko kapiące od tłuszczu i zarazków, podane na papierowym talerzyku. Dziewczyny wyszły na zaplecze, zostawiając Michała sam na sam z grubasem. - Niech pan dorzuci drugiego hamburgera – warknął Grubas. – Po jednym jestem zwykle jeszcze bardziej głodny. - Oczywiście, już się robi! – Krzyknął Michał nie odrywając wzroku od frytek.
Zapach unoszący się nad olejem przyprawiał go o mdłości. Spojrzał na zegarek i szybko odliczył godziny jakie pozostały mu do końca zmiany. Równe siedem i pół. W poniedziałki zawsze było tak samo – zaczynało się wielkie odliczanie do końca. Do końca godziny, zmiany, tygodnia. Dni takie jak poniedziałek były jak wielkie tłuste kluchy które stają w gardle. Można je było przełknąć albo nie, ale zawsze zaczynało się od odliczania. Grubas dostał swoje hamburgery i Mariusz miał chwilę żeby popatrzeć przez okno. Była to jego jedyna rozrywka więc często z niej korzystał, chociaż zimą nie było na co popatrzeć. Gdziekolwiek spojrzeć, wszystko pokryte było śniegiem.
- To niesamowite! – Krzyknęła jedna z dziewczyn na zapleczu. Michał nie potrafił odróżnić ich głosów. Czasem myślał że wszystkie trzy są klonami tej samej osoby. - ... równo puste, głupie i naiwne.- pomyślał. - Zobacz tylko na niego! Ale jaja! - Podniecały się robiąc coraz większy hałas. Grubas spojrzał na Mariusza i zamrugał oczami dając mu do zrozumienia że chciałby pożreć swoje hamburgery w spokoju. – Wszystko na mojej głowie – zamruczał pod nosem Mariusz. – Pewnie znowu wypatrzyły jakiegoś sobowtóra Brada Pita. Wszystkie trzy stały przy oknie z otwartymi ustami i nawet nie zauważyły kiedy do nich podszedł. Wyglądało że mają te same rozrywki co on. Stały i patrzyły przez okno na zasypany śniegiem świat. Nic nadzwyczajnego na zewnątrz się nie działo, a już na pewno żeby robić taką zadymę. - Nie wiem o co wam chodzi, ale kierowniczka na pewno ucieszy się, kiedy ten Grubas złoży skargę na hałasujące na zapleczu, wulgarne, nie dający człowiekowi zjeść w spokoju wieśniary, które podniecają się na widok śniegu którego nie ma w ich rodzinnym kraju w Afryce, skąd przyjechały i dokąd wyjadą jeśli jeszcze raz któraś krzyknie. - Ale ty jesteś Palant. – stwierdziła Klara, trzecia z wielkiej trójcy. - Nie wiesz o co chodzi, a wygłaszasz te swoje prze-my-śla-ne monologi, jakbyś się nażarł borsuczych jelit. – dodała Malwina. - No właśnie. – Przytaknęła Laura. – Taki Hiczkok jesteś ... to popatrz na to. – Wskazała palcem na coś majaczącego pośród płatków śniegu, na coś siedzącego na gołej ziemi, powykręcanego i wyciągającego dłonie w proszącym, żebraczym geście. - Przecież to jest Ferdek. – Powiedział Mariusz. - Ale nasz Mario jest bystrzak. – Laura spojrzała na niego jak na robaka. – Wiemy że to jest Ferdek głupku. - No to o co wam chodzi do cholery, przecież Ferdek siedzi w tym miejscu codziennie od roku i nieraz same się z niego nabijacie. Czy nastąpiło jakieś cudowne uzdrowienie, czy też inna zadziwiająca zmiana której ja nie dostrzegam w zachowaniu tego biednego kaleki. - Czy ty nie umiesz normalnie mówić? - spytała Laura. - Słuchajcie – Mariusz tracił zimną krew, więc wolał się streszczać – muszę wracać na salę, więc gadacie o co chodzi, albo powiem Grubasowi że chcecie się z nim umówić na basen. - Dobra Mario. – Malwina zrobiła poważną minę i zaczęła wyjaśniać. – Stoimy tu od dziesięciu minut i patrzymy przez cały czas na Ferdka. Obserwujemy go ... rozumiesz? - Wiem że Ferdek jest fascynującym facetem – rzucił Mariusz. - Nie przerywaj mi! – Wrzasnęła Malwina. - Już po nas – stwierdził Mariusz – Grubas jest pewnie w tej chwili przy piecyku i wyżera ze złości hot-dogi. - Nie! No, ja nie wytrzymam z tym! .. z tym! – Darła się Malwina. - Chcesz wiedzieć ? – Spytała Lura. - No dobra, chcę. – Skapitulował Mariusz. - To się zamknij i patrz na Ferdka. Nie mamy ochoty z tobą gadać więc idziemy na salę a ty sobie stój i kombinuj.
Dziewczyny wyszły bardzo obrażone, a Mariusz został z zagadką…