Kryminał · 18 min czytania
Niewiarygodna historia [I]
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 4
Meg obudziła się przed świtem. Przez chwilę nie mogła pozbierać myśli i błądziła wzrokiem po ciemnych zakamarkach pokoju. W końcu przypomniała sobie swój sen. Nie był to koszmar, ale czuła się bardzo nieswojo po przebudzeniu. Pamiętała tylko dom i niejasne uczucie, że coś tam było nie tak, jak powinno.
W końcu wstała i ruszyła do kuchni. Zawsze powtarzała, że nie ma to jak filiżanka herbaty o poranku. Nawet jeżeli ten jeszcze się nie zaczął. Siedząc przy małym stoliczku i popijając gorący napój zastanawiała się nad znaczeniem swojego snu.
Mimo, że nigdy nie była przesądna, wolała nie ignorować swoich snów, bo czasem się one sprawdzały. Zresztą ten, który miała przed chwilą mógł oznaczać tylko jedno. Podekscytowanie wynikające z perspektywy zakupu własnego domu.
Spadek, który otrzymała przed pół roku pozwolił jej spełnić jedno z najskrytszych marzeń. Należało do nich kupienie starej rezydencji na angielskiej prowincji.
Wszystko było już przygotowane, umowa podpisana, wystarczyło tylko odebrać od poprzednich właścicieli klucze i wprowadzić się. Meg była dobrej myśli. Swoje mieszkanie postanowiła wynająć. Znalazła już nawet odpowiednich lokatorów.
Kąpiel podziała orzeźwiająco i Meg mogła dokończyć pakowanie drobiazgów, które zamierzała ze sobą zabrać. Szafy opróżniła już wcześniej, teraz pozostawało tylko przeglądnąć pozostawiony dobytek i zabrać to, do czego czuła szczególny sentyment.
Nie pamiętała, gdzie dokładnie znajdował się dom. Była tam tylko raz i obawiała się, że nie trafi tam ponownie. Kierowca taksówki poradził sobie jednak ze wszystkim i po dwugodzinnej jeździe zaparkował samochód przed ogromnym, dwupiętrowym domem.
Część 22 / 4
- Witam panią i zapraszam na herbatkę – przywitała Meg właścicielka rezydencji. - Dzień dobry. Muszę najpierw zabrać swoje rzeczy i odprawić taksówkę. - Dobrze. Będziemy czekać w salonie.
Staruszka weszła do domu, a Meg razem z kierowcą wniosła walizki i kartony do holu. Czuła się trochę nieswojo w obecności właścicieli, wiedziała jednak, że za co najwyżej pół godziny zostanie tam sama. Sama wśród mnóstwa pokoi, zakamarków, starych portretów. Czekała na to z niecierpliwością, jednak nie dała tego po sobie poznać popijając gorący, aromatyczny napój przygotowany przez Edith.
Obserwując parę staruszków zastanawiała się jak radzili sobie oni z utrzymaniem tak dużego domu i dlaczego zdecydowali się go sprzedać po tak niskiej cenie. Stara kobieta zmyła naczynia po herbacie i wręczyła Meg komplet kluczy wraz z kilkoma ostrzeżeniami i zaleceniami. Staruszkowie opuścili w końcu rezydencję. Nowa właścicielka stała na schodach i wpatrywała się w znikającą taksówkę. Kiedy straciła ją z oczu, weszła do środka i westchnęła. W tym westchnieniu była zawarta niezwykła mieszanka uczuć. Nadzieja, że wszystko się ułoży, radość z rozpoczęcia całkiem nowego rozdziału życia, strach przed niepowodzeniem i dziecinna ekscytacja przed penetracją każdego zakamarka starego domu.
Meg pospiesznie przejrzała kartony ze swoimi rzeczami. Ciesząc się niczym nastolatka ustawiała w salonie zdjęcia i bibeloty. Rozpakowała też część zastawy i zrobiła sobie herbaty w ulubionej filiżance. Podrzucając drewna do kominka czuła, że właśnie na to czekała. Spełniła swoje marzenie i wreszcie żyła swoim własnym życiem.
Dom robił na niej ogromne wrażenie. Był stary i na pewno wymagał remontu, jednak bezgraniczna radość przyćmiewała na razie te ujemne aspekty. Meg popijając herbatę oddychała atmosferą domu. Starością i tajemnicami, które krył. Była pewna, że ma on swoje sekrety. Wierzyła w tajemne przejścia i zamaskowane skrytki. W końcu otrząsając się z zamyślenia wyruszyła na ich poszukiwanie.
Będąc tu po raz pierwszy bardzo pobieżnie oglądała pokoje na piętrach. Wiedziała tylko, że w większości są to sypialnie z garderobami i łazienki. Była oczywiście biblioteka, gabinet i mały, przytulny salon, jednak większość stanowiły pokoje sypialne. Teraz odwiedzała każdy po kolei, otwierała okiennice i oglądała uważnie umeblowanie. W końcu padła z wyczerpania w największej i jej zdaniem najprzytulniejszej sypialni. Nie miała już siły, żeby zwiedzić drugie piętro. Na stoliku nocnym postawiła zdjęcie syna, w komodach ułożyła swoje ciuchy, pościeliła łóżko i zmęczona opadła na poduszki.
Obudziły ją promienie porannego słońca i przenikliwy chłód. Dopiero to uzmysłowiło jej, że poprzedniego dnia jedyne ciepło pochodziło z kominka na dole. Gruby szlafrok i gorąca herbata pomogły jej zacząć dzień. Z resztki chleba i dwóch jajek przyrządziła sobie śniadanie.
Część 33 / 4
Ubrana w ciepły sweter rozpaliła w kominku, a potem udała się na zwiedzanie drugiego piętra. Pierwsze kilka pokoi zgodnie z jej przewidywaniami, okazało się być sypialniami. Kolejny, mały salonik z kilkoma szkarłatnymi fotelami ustawionymi dookoła małego stołu sprawił, że oniemiała.
Przyczyną nie był jednak urok tego miejsca, a nieruchoma postać spoczywająca w jednym z foteli. Meg nie miała wątpliwości, że mężczyzna jest nieżywy. Czerwona plama na jego koszuli i nienaturalna bladość jednoznacznie o tym informowały.
Początkowo sparaliżował ją strach. Miała przecież przed sobą nieboszczyka, w towarzystwie, którego najprawdopodobniej spędziła noc! W końcu trzęsąc się z przerażenia zbiegła ciemnymi schodami na dół. W salonie było ciepło i przytulnie. To ją trochę uspokoiło. W pośpiechu wygrzebała telefon komórkowy z torebki i wykręciła numer na policję.
Po kilkunastu minutach przed dom zajechał samochód, z którego wysiadło dwóch mężczyzn. Zrobili oni na Meg jak najgorsze wrażenie. Nie interesowali się w ogóle tym, co mówiła, dopóki nie zobaczyli nieboszczyka i nie uwierzyli, że rzeczywiście go znalazła. Dopiero wtedy uprzejmie się nią zainteresowali i wezwali posiłki.
Meg nadal roztrzęsiona wróciła do salonu. Usiłowała odwrócić myśli od tego, co się stało. Podłożyła drewna do kominka, poprawiła poduszki na kanapie, przestawiła zdjęcia… Wciąż jednak miała przed oczami obraz mężczyzny z czerwoną plamą na piersi. Jeden z policjantów pojawił się w drzwiach salonu. Nie zwróciła na niego uwagi. Dopiero, kiedy zadał jej pytanie, skierowała na niego swój błędny wzrok.
- Czy znała pani tego człowieka? – jego głos był melodyjny i ciepły, to ją trochę uspokoiło. - Nie. Wczoraj się wprowadziłam. Nie znam tutaj nikogo. - Czy zamknęła pani na noc drzwi? - Tak. Oczywiście, że tak – zamilkła, a po chwili dodała łamiącym głosem. – Ja nic nie wiem. Proszę mnie nie pytać… - Dobrze by było gdyby ktoś do pani przyjechał. Przynajmniej na jakiś czas. Nie powinna być pani tutaj sama – powiedział odchodząc.
Policja zabrała ciało, przeszukała dom i ogród, zabezpieczyła ślady i odjechała. Prowadzący śledztwo sierżant, zapewnił Meg, że wróci, aby ją przesłuchać, gdy tylko ochłonie.
Część 44 / 4
Kolejne dwa dni nie należały do najlepszych. Radość i podniecenie ustąpiły miejsca przygnębieniu. Dom stał się ponury i nieprzyjazny. Jakiś miejscowy fotoreporter usiłował zrobić zdjęcia na miejscu morderstwa jednak odszedł z niczym. Mimo tego lokalny tygodnik zamieścił na pierwszej stronie ogromną fotografię rezydencji i obszerny artykuł poświęcony tak jej nowej właścicielce jak i zbrodni.
Kiedy sierżant Weston pojawił się aby przesłuchać Meg, zastał ją w szlafroku narzuconym na ubranie, nieuczesaną i na pewno niewyspaną. W salonie na każdej płaskiej powierzchni stały brudne talerze i filiżanki. W kominku leżał tylko popiół. Dookoła panował przenikliwy chłód.
Kay, wbrew wszelkim zasadom, według których żył i pracował, pozbierał i umył brudne naczynia, zrobił Meg gorącej, mocnej kawy i rozpalił ogień w kominku. - Teraz niech mi pani opowie, co się tutaj właściwie wydarzyło. - Przecież już mówiłam, że nic nie wiem. Mieszkam tutaj od czterech dni. Dlaczego nie da mi pan spokoju? - Dlaczego? Zaraz pani wyjaśnię. W całym domu nie znaleźliśmy żadnych odcisków palców oprócz tych należących do pani. W pokojach, których nikt nie używał do kilku lat nie ma nawet pyłka kurzu, a ludzie, od których kupiła pani ten dom nie żyją od ośmiu lat. Wystarczy?
Meg patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami i nie mogła opanować zdumienia. Nie była nawet pewna, czy mówił poważnie, czy żartował. Te słowa wyrwały ją z dwudniowego letargu i sprawiły, że poczuła wzbierającą złość. - Pan mnie o coś oskarża? Jak pan śmie?! Dokumenty dotyczące kupna domu miała w torebce. Od czasu znalezienia nieboszczyka opuściła ja chęć zadamawiania się i rozpakowywania kartonów. Wszystko leżało bezładnie czekając na lepszy humor właścicielki.
- Proszę bardzo. Czy potwierdzona notarialnie umowa kupna – sprzedaży wystarczy, żeby uznać mnie za legalną i pełnoprawną właścicielkę tego domu? – zapytała ostro. - Ja nie mówię, że pani coś zrobiła nielegalnie. Chcę po prostu, żeby pani współpracowała. Potrzebuję wyjaśnień.
Meg opadła bezradnie na fotel. W jednej chwili wszystko stało się takie skomplikowane. Sierżant Weston