Kryminał · 17 min czytania
Niewiarygodna historia [II]
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
Derek uśmiechnął się pod nosem i rozejrzał się dookoła. Zobaczył nierozpakowane kartony i złożoną starannie pościel na jednym z foteli. Zdjęcia kilkunastoletniego chłopca jednoznacznie wskazywały, kto jest najważniejszym mężczyzną w życiu pani Grey.
Przypalający się placek rozładował napięcie. Meg wystawiła go na ganek, gdzie było najzimniej i dokończyła robienie masy. Przyprawiła też sos i nastawiła wodę na makaron. Perspektywa spędzenia deszczowego wieczoru w obecności nieznajomego mężczyzny wywołała w niej mieszane uczucia. Musiała przyznać sama przed sobą, że taka sytuacja nie zdarzyła się odkąd opuścił ją mąż.
- Przepraszam, ale musiałam zająć się kolacją. Napije się pan czegoś? - Proszę się mną nie kłopotać. Spodziewa się pani kogoś? - Nie. Jestem tutaj zupełnie sama – urwała, bo zorientowała się, że nie powinna tego mówić. - Proszę się nie obawiać. Nie wykorzystam tego. Ta rezydencja to piękny przykład elżbietańskiej architektury – rzucił, żeby zmienić temat. - Tak. Jednak nie da się ukryć, że przynajmniej kilkakrotnie ktoś próbował to miejsce nieudolnie remontować. - A pani będzie musiała spróbować po raz kolejny. Radzę zacząć od dachu, reszta może poczekać. Poza tym te budynki na zewnątrz nadają się tylko do rozbiórki. Na pani miejscu uważałbym wchodząc tam. - Jest pan architektem? Inżynierem? - Nie. Miejscowym lekarzem. Znam się jednak na różnych rzeczach.
Niezobowiązująca pogawędka trwała w najlepsze, podobnie jak ulewa. Meg nie miała innego wyjścia, jak tylko podać kolację dla dwojga. Była to zresztą ewentualność całkiem przyjemna, gdyż Derek okazał się być czarującym towarzyszem.
Dzięki niemu plany remontowe zostały skonkretyzowane i realne wydały się założenia, aby jeszcze latem rezydencja przyjęła pierwszych gości. Oczywiście, jeżeli w ogóle znaleźliby się chętni. - Żona nie będzie się o ciebie martwić? Już późno. - Jestem wdowcem – odpowiedział i pogrążył się w myślach.
Po wyjściu Dereka, Meg zaczęła się zastanawiać, dlaczego sierżant Weston tak się o nią martwił. Czyżby groziło jej jakieś niebezpieczeństwo? Natrętny fotoreporter nie sprawiał wrażenia groźnego przestępcy, ale też dużo mu brakowało do ideału sąsiada.
Zasnęła rozmyślając o znikających staruszkach, tajemniczych nieboszczykach i … Dereku. Poranek był wyjątkowo zimny. Meg naciągnęła kołdrę pod samą brodę, jednak i to niewiele pomogło. Musiała w końcu wstać i rozpalić w kominku. Wspomnienie przyjemnego wieczoru wprawiło ją w dobry nastrój.
Część 22 / 3
Idąc do sklepu po świeże pieczywo spotkała sierżanta Westona. Na pytanie, dlaczego nasyła na nią samotnych mężczyzn, odpowiedział rozbrajającym uśmiechem. Dopiero dziennikarskie insynuacje sprawiły, że stał się czujny. - Mogę panią zapewnić, że żaden Simon Chayefsky nie pracuje w naszej redakcji. Jedynym fotografem jest tutaj Wilma i ona na pewno pani nie nachodziła. Sam o to zadbałem. Proszę mi powtórzyć, co on dokładnie mówił.
Meg zrobiła zakupy i drodze powrotnej opowiedziała sierżantowi całe zajście. Kay widocznie uznał, że powinien ją o czymś poinformować, bo nie dał się długo namawiać na herbatę. - To, co teraz powiem proszę zachować dla siebie. Daty i nazwiska nic pani nie powiedzą, bo nie była to głośna sprawa. Staruszek, od którego kupiła pani ten dom był swego czasu podwójnym agentem. Potem słuch o nim zaginął. Jakiś czas temu wrócił do Anglii pod innym nazwiskiem z żoną Niemką. Ją też miała pani okazję poznać. Osiem lat temu oboje zginęli w wypadku samochodowym. Nadal nie mogę uwierzyć, że to ich podpisy widnieją na dokumentach, które mi pani pokazała.
- To brzmi zbyt fantastycznie. Ludzie nie mogą tak po prostu zniknąć, a potem się pojawić, a co dopiero umrzeć i po kilku latach wrócić do świata żywych – Meg była pełna sceptycyzmu. Afery szpiegowskie według niej należały do zamierzchłych czasów i wątpiła, żeby któraś z nich ciągnęła się aż po dziś dzień. - A ten człowiek, który został zamordowany? - W żaden sposób nie potrafimy go powiązać z tą sprawa. To przeciętny obywatel. Nie miał nic wspólnego z polityką, czy służbami wywiadowczymi. Po raz kolejny radzę pani uważać. Sprawdzimy tego fotoreportera, bo tak na marginesie to jego twierdzenia są logiczne. Wydaje mi się jednak, że w całą sprawę jest zamieszany ktoś jeszcze i jeżeli będzie pani wiedziała zbyt dużo… No, na mnie już pora.
Sierżant Weston wrócił do swoich obowiązków i pozostawił Meg z niewypowiedzianym ostrzeżeniem. Kolejne dni spędziła nad rozważaniem tych słów i pracą w ogrodzie. Dzwoniła co prawda do syna, ale nie chciała go martwić. Nie zamierzała też zabierać go ze szkoły, żeby dotrzymał jej towarzystwa. Jeżeli była w niebezpieczeństwie, to nie miała zamiaru dodatkowo narażać jego.
Zresztą nie nękał jej fotoreporter, pogoda była piękna, zdarzyło się, że odwiedzał ją ktoś miejscowy oferując swoją pomoc. Nie pojawiał się tylko Derek. Wspomnienie tamtego wieczoru było bardzo przyjemne, a przywoływana w myślach postać wysokiego, ciemnowłosego doktora wywoływała na ustach Meg rozmarzony uśmiech.
Prace ogrodowe nabrały takiego rozpędu, że postanowiła uporządkować szopę z narzędziami i zrobić tam trochę więcej miejsca. Poza tym łudziła się, że pośród przeżartego rdzą złomu odnajdzie kilka przydatnych rzeczy. Była to praca ciężka i niezbyt przyjemna. Pełno było tam kurzu, pajęczyn i ciężkich rupieci, spod których wyłaniały się dodatkowe łopaty i grabie. Popołudnie miało się ku końcowi, a Meg była zmęczona i głodna. Spojrzała z zadowoleniem na uporządkowane narzędzia. Miała wychodzić, kiedy usłyszała huk i poczuła uderzenie w głowę. Ostatnią rzeczą, o której zdążyła pomyśleć był Derek mówiący, że ta szopa się w końcu zawali.
Część 33 / 3
Kiedy odzyskała przytomność, długo nie mogła się zorientować gdzie jest i co się wydarzyło. To, że leżała we własnym łóżku, w bieliźnie i koszuli nocnej z trudem do niej dotarło. Na głowie miała bandaż. Najdrobniejszy szmer wydawał się mieć siłę co najmniej orkiestry dętej. - Margaret słyszysz mnie? Odpowiedz. Margaret? Dopiero na te słowa zorientowała się, że po drugiej stronie łóżka siedzi Derek. Nie mogła tylko zrozumieć, dlaczego tak krzyczał.
- Ciszej, proszę – jęknęła. - Pojawiłem się w samą porę, żeby wyciągnąć cię spod desek, które kiedyś były twoją szopą. Belka podtrzymująca dach uderzyła cię w głowę. Masz szczęście, że skończyło się na paru szwach. Kay mówił, że to nie był przypadek. Ktoś to zrobił celowo. Meg zdołała tylko pojąć, że to był dość dziwny zbieg okoliczności. Reszta jej myśli była bardzo mglista, poza tym zorientowała się, że myślenie boli. - Będę w pobliżu gdybyś czegoś potrzebowała. Przez najbliższe dni nie powinnaś wstawać z łóżka – posłał jej czarujący uśmiech i wyszedł z salonu zamykając za sobą drzwi.
Następnego dnia odwiedził ją sierżant, jednak nie chciał mówić o niczym konkretnym. Odkładał to do bliżej nieokreślonej przyszłości, co było skutkiem konsultacji z Derekiem. Fachowa siła medyczna otaczała troskliwą opieką obolałą Meg i dopiero po czterech dniach zezwoliła na opuszczenie łóżka. Tym samym zakończył się niezwykle przyjemny okres rekonwalescencji.
- Pozwolisz, że dzisiaj ja przygotuję kolację, a ty będziesz honorowym gościem. - Dobrze. Zrobiłem zakupy, więc nie będziesz musiała wychodzić. Teraz zajmę się moimi pozostałymi pacjentami i wrócę tutaj wieczorem – rzucił uśmiechając się i opuścił progi rezydencji. Meg nie zważając na lekkie zawroty głowy przystąpiła do kontroli spustoszeń, jakie uczynił Derek, jednak ku jej zaskoczeniu wszędzie panował wzorowy ład i porządek. Przygotowanie nawet wymyślnej kolacji nie stanowiło żadnego problemu przy tak doskonale zaopatrzonej lodówce. Tym samym pan doktor potwierdził, że rzeczywiście znał się na wielu rzeczach.
Po południu z niezapowiedzianą wizytą pojawił się sierżant Weston. Tym razem był bardziej rozmowny. - Wiemy na pewno, że to, co się wydarzyło nie było wypadkiem. Ktoś to wszystko starannie przygotował. Szopa zawaliłaby się prędzej, czy później. Całe szczęście, że Derek pojawił się w porę. Poza tym chyba trafiliśmy na coś konkretnego. Byłbym bardzo wdzięczny gdyby mogła pani udostępnić te dokumenty dotyczące kupna domu.
Meg zajrzała do torebki, potem do szafki nocnej w sypialni i biurka w bibliotece, jednak umowy nigdzie nie znalazła. Pamiętała doskonale, że ostatni raz wyjmowała ją podczas rozmowy z sierżantem i była pewna, że nigdzie specjalnie jej nie chowała. Przetrząsnęła nawet cały salon, jednak nie natrafiła na żadne urzędowe pismo. Zniknięcie dokumentów wydawało się jej irracjonalne. Komu i po co miałby one być…