Komedia · 14 min czytania
Niewielka afera.......... cz. 1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
1
Jestem Marcin Wachowski i chcę wam opowiedzieć pewną historię, która powinna was zainteresować. Historia ta zdarzyła się na koniec roku szkolnego. Jest to ciąg wydarzeń, które wciągnęły mnie w dziwną ,,przygodę’’. Zacznijmy od początku. . .
***
Mieszkam w domku jednorodzinnym na ulicy Edwardów. Mam starszego brata Maćka, który choć mnie nieraz wkurza i irytuje, to jednak jestem szczesliwy że jest moim bratem. Ma 22 lat ( jest karateką i ma czarny pas, co wyjaśnia jego brak wyobrażni ) i właśnie zakończył 3 rok studiów ( z tego łatwo wywnioskować, dlaczego czasami mnie wnerwia, ale tak jest kiedy twój brat jest starszy od ciebie o 4 lata). Mój ojciec jest reporterem dla pobliższej gazety ,,Co nowego’’ ( to chyba wyjaśnia, dlaczego ciągle gdzieś wyjeżdża i prawie wcale go niewiduje) , zaś matka pracuje w biurze rachunkowym , którego nazwy nie pamiętam, bo jest zbyt zawiłe (składa się ona chyba z 7 czy 8 wyrazów). Przegląda tam faktury i inne takie duperele i ciagle siedzi tam po godzinach ( ponieważ ma tego po kilka stosów ). To jest moja miła !? rodzinka , choć zapomniałem w niej ująć mojego psa husky które zwie się Kiler i chyba tylko on i ja w tej rodzinie jesteśmy normalni. Opowiedziałem wam o swojej rodzinie ale o domu nie będę bo się jeszcze przestraszycie jego schludnością i elegancją ( oczywiści nad umeblowaniem czuwała moja matka ) i praktycznie udało się uratować mój pokój i mojego brata też. Opowiadając o domu nie mogę pominąć szkoły, ponieważ praktycznie w niej zaczyna się ta historia. A oto jej początek. . .
Część 22 / 2
Jak zwykle nie chciało mi się wstać. Po co oni tak wcześnie zaczynają tę szkołę!?. Codziennie trzeba wstawać o 7.00 żeby się wyrobić, choć muszę przyznać że wczoraj a praktycznie dzisiaj położyłem się spać o 0.30. To efekt długiego czekania aż ściągnie się ten nowy program. Oczywiście mogłem przespać ściąganie, ale przy moim komputerze jest to niemożliwe. Wyszedłem do łazienki ale tę blokował mój ojciec który jak zwykle goli się o tej porze i zchodzi mu z tym naprawdę długo. Nie mając innego wyjścia zszedłem do kibla na dole, zas twarz przemyłem pod kranem w kuchni. Zastanawiałem się czy nie włożyc głowy do zmywarki ale uznałem ze to głupi pomysł. Z lodówki wyjąłem jogurt i dwoma haustami oczyściłem opakowanie. Następnie pszedłem na górę się ubrać, wziąłem plecak i wyszedłem. Wcale się nie zdziwiłem , okazało się że w garażu nie ma mojego roweru. Oczywiście przywłaszczył go sobie mój brat, który wyszedł wczoraj wieczorem i do tej pory nie wrócił. Pozostało mi do szkoły dojechać miejskim środkiem transportu , które często zawodzą , lecz dzisiaj miałem szczęście i do budy dotarłem na czas. Pierwsze dwie lekcje zeszły spokojnie, dopiero na geografii były problem. Była kartkówka i nauczyciel mało co nie złapał mnie na sciąganiu, ale mam w tym wprawe więc uszło mi to na sucho. Potem była matma no i oczywiście musiałem pójść do odpowiedzi. Jakoś mi się udało i zarobiłem 3. Długa przerwa kojarzy mi się z wypuszczeniem wszystkich debili na wolnośc. Wtedy nie było inaczej. Przed gabinetem dyrektorki stał długi wężyk nie wiadomo kogo i szczerze mówiąc nie mam zamiaru ich opisywać. Sam mało co tam nie wylądowałem, lecz ja umiem się opanować i odejść. Dowiedziałem się też, że mój autobus nie dojedzie. Jak mówiłem miejskie środki transportu zawodzą więc mnie to wcale nie zdziwiło. Następne dwie lekcje upłynęły spokojnie i szybko zmyłem się z budy nie zwracając wcale uwagi na Gosia który darł sie za mną i prosił żebym zaczekał ale jak mówiłem z debilami się nie zadaję. Z tej racji że do chaty musiałem wracać na nogach, wybrałem drogę przy której stał sklep ze starociami mechanicznymi i elektrycznymi.. miałem zamiar tam kupić kilka małych silniczków. Dla niewiedzących wyjaśniam że robię coś w rodzaju małej kamery na kółkach którą można by sterować za pomocą kabla i jest ona prawie gotowa - takie małe hobby . Właśnie wychodziłem zza rogu gdy … Wtedy to usłyszałem: - … że co. Nie chcesz tego chyba zrobić- powiedział to jeden z trzech gości z bejsbolami, którzy ,,rozmawiali’’ z czwartym i byli chyba ,,lekko’’ wyprowadzeni z równowagi -Moja sprawa. -Niestety nie, zaś to jest twój zły dzień- i nie przedłużając potraktowali go swoimi ,,sportowymi’’ przyrządami- I nie zapomnij dzisiaj przyjść do cegielni na małą pogawędkę, bo skończy to się gorzej niż teraz-O ósmej!!! Pamiętaj przynieśc wiesz co i wiesz dlaczego. Znamy twój adres. Następnie odeszli kawałek i wsiedli do starego mercedesa ( chyba z epoki kamienia łupanego ) i odjechali w stronę wyjazdu z osiedla. Zdążyłem zapamiętać numery : WMA 39NG. Poszedłem w stronę miejsca tego incydentu i zauważyłem kto został pobity. Wtedy przeżyłem szok. Tym gościem był starszy o de mnie o trzy lata znajomy z wakacji Szmugler. Nazywano go tak, ponieważ przemycał do hotelu alkohol i inne imprezowe uciechy. Udałem, że mu się nie przyglądam i poszedłem dalej za róg do monopolowego (jednego z moich ulubionych).Następnie szybko poszedłem do domu.
***
Jak zwykle w chacie nikogo nie było. Poszedłem do mojego pokoju i rzuciłem plecak na wyro. Zamachnąłem się tak bardzo, że mało co nie wyleciał przez otwarte okno. Zlazłem na dół i dałem coś do jedzenia Kilerowi. Następnie sam zjadłem pizzę , która była w mikrofalówce i wypiłem z pół litra wody sodowej. Po tych jakże ważnych czynnościach zacząłem rozmyślać o tym, czego byłem świadkiem. Nie rozumiem co Szmugler im zawinił że go tak potłukli. I co najważniejsze kim oni byli. W końcu to mój kumpel więc nie wypadało zostawić tej sprawy od tak sobie i o tym nie myśleć. Ale z drugiej strony nie wiadomo w co bym się wpakował. Moje rozmyślania przerwał dzwonek. Podszedłem do drzwi. Przyszedł Wirus -Cześć Marcin mam sprawę- wypowiedział te słowa przyspieszonym tonem, co oznaczało, że widocznie ma jakiś ważny powód , aby przywlec tu swoje zwłoki. -Właź i powiedz o co chodzi - Słuchaj stara niechcący rozwaliła odkurzaczem kabel od neta a ja musze wysłać ważnego e-meila. Mogę to zrobic u ciebie? -Jasne właź zaprowadziłem go na górę i dałem mu zrobic to co chciał. Wiedziałem że teraz chętnie odda mi przysługę. Jest chyba najlepszym hakerem jakiego znam. Zresztą razem byliśmy na wakacjach i też zapoznał się ze Szmuglerem. Dla tego bez owijania w bawełnę powiedziałem mu: - Paweł, pamiętasz Szmuglera? - Tego co nam przemycał na obozie różne ,,zabronione’’ rzeczy? No jasne że tak. A o co chodzi? Opowiedziałem mu co zaszło między tymi gościmi a Szmuglerem. Na początku się zdziwił i szczęka opadła mu aż do podłogi. Potem się uspokoił i powiedział: -Możemy się dowiedzieć, kim oni byli sprawdzając numer tego merca w bazie rejestrów działu komunikacji. Powinienem sobie z tym poradzić. Potrzebuję tylko kompa na dłuższy czas. -Możesz na mnie liczyć. Wirus znowu zasiadł przed kompem i przez jakieś pół godziny próbował się włamać do bazy danych w rejestrze. Niestety szło mu…