Fantastyka · 5 min czytania
Niewłaściwośc, cz. 1 rozdział 1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Zmierzchało już, kiedy w końcu dotarł do urwiska, a przed nim rozpostarła się, czerwona w zachodzącym słońcu, falująca od lekkich podmuchów wiatru, szeroka trawiasta dolina. Od północy, na wprost jego teraz wzroku, przestrzeń zamykało wzgórze zaskakująco podobne do tego na którego krawędzi właśnie przystanął. Jego łagodny, równomierny kształt również niszczyło piaszczyste osuwisko, wyraźnie odcinające się swoją jasną ziemistą barwą od ciemnozielonego sosnowego lasu, porastającego resztę wzgórza. Za nim, podobnie jak za jego plecami, rosły kolejne wzniesienia, miękkie pagórki wypełniające całą przestrzeń aż po widnokrąg. Ile to już takich pokonał póki nie dotarł do skraju tej doliny dzielącej ten pofałdowany dywan na dwoje? Wzdłuż doliny, od zachodu, gdzie w tle płonęło wściekle czerwone słońce, po wschód, który na horyzoncie ukazywał zęby białych szczytów, wiła się rzeka, granatowy wąż, mieniący się milionem iskier odbitego światła. Pomiędzy bliźniaczymi górami, na rzece, dzieląc ją z tej perspektywy na dwa równe odcinki od wschodu i zachodu, stał metalicznie połyskujący sześcian. Mężczyzna zauważając go westchnął, po czym zaczął schodzić w dół przy krawędzi urwiska, ku zachodowi. Wszedłszy w sięgające pasa równinne trawy, pokonując ostatnie parędziesiąt metrów zbocza idąc po piasku, skierował się ku symetrycznej bryle. Jedyne co o niej wiedział, to tyle że pojawiła się nie wiadomo skąd, i że stoi tu tak beztrosko od paru miesięcy. W tym świecie mało kogo ta sprawa interesowała, poza tym w mieście i tak roiło się od wystarczająco niezwykłych przypadków (jak ten ze zniknięciem ponad stu chorych i lekarzy, wraz ze szpitalem, w którym się akurat znajdowali). A jednak coś go w tej historii pociągało. Nie był to kolejny nieszczęśliwy wypadek przy eksperymentowaniu nad niepojętymi jak dotąd właściwościami żywej plazmy, żadna anomalia czasoprzestrzenna, czy kolejny bunt górników jądrowych. To pojawiło się na uboczu, zdawało się nie dotyczyć pędzącego na złamanie karku rozwoju technologicznego ludzkości, i dlatego właśnie go zainteresowało. Kiedy w zatęchłym barze, w którym spędzał większość czasu wolnego od ciężkiej i rutynowej pracy, usłyszał strzępek rozmowy…