Fantasy · 8 min czytania
NIEWOLNICA,cz.I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
I znów stała pośród innych kobiet niczym koń na targowisku. Nie znała nikogo. Wszystkie były sobie obce, choć w wyglądzie różniły się tylko kolorem włosów i oczu. Każda z nich przyodziana była w jasno-błękitną szatę aż do samej ziemi, luźno spływającą po biuście i biodrach przepasana kawałkiem sznura w połowie ciała. Materiał był mocno przybrudzony, poryty szerokimi bruzdami cięć, obszarpany i bardzo nieprzyjemnie pachniał potem. Nie zasługiwał z całą pewnością na to by przyodziała go kobieta. Nawet taka nieurodziwa. Kobiety były bose. Ich stopy były zakurzone i poobcierane a niekiedy i poranione do krwi i przyozdobiona starymi strupami i bliznami. Podobnie jak nadgarstki i przeguby nad stopami. Włosy były potargane, zakurzone i pełne kołtunów. Stały jedna obok drugiej w trzech rzędach przez długość całego pomieszczenia, w którym się znajdowały. Miejsce to budziło respekt swoja wielkością i wysokością. Było budowlą na styl dzisiejszych kościołów z tym, że o wiele większe i wyższe. Może nawet bardziej przypominało pałac... Było to pomieszczenie handlowe. Nieopodal grupy kobiet połączonych ze sobą łańcuchami stał wielgaśny mężczyzna i wskazując przechodniom, co raz to inna kobietę, zachwalał „swój towar”. Dalej w jednym rzędzie stały przepiękne konie, jeszcze dalej na długich stołach poustawiane były misy i złote czary do picia. Po prawej stronie stołu na kamiennej posadzce stały gąsiory z różnymi wyśmienitymi trunkami. Dalej handlarz doglądał kilkudziesięciu ról materiału, pierwsza klasa! Jedwab. Kupcami o dziwo byli wyłącznie mężczyźni. Nieprzyzwoicie bogaci, co widać było po ich suto przyozdobionych złotem i szlachetnymi kamieniami ubiorach. Do gmachu wkroczył wysoki, dobrze zbudowany, lekko łysiejący jegomość o jasnych włosach i szeroko rozstawionych ramionach odzianych skórą i drogim lnianym, pięknie barwionym płótnem. Przechodził koło trunków, materiałów, czar i nawet nie obejmował ich dokładnie wzrokiem. Nie zatrzymywał się ani na chwilę. Szedł a jego oczy były utkwione w pustą przestrzeń przed nim. Szedł wolno, statecznie i bardzo spokojnie, Wydawało się, że kłopoty i ból całego świata jego jedynego nie dotyczą. Za nim dreptał śmiesznie chudy i wysoki mężczyzna z rozwianą ciemną czupryną, którą ciągle przerzucał do tyłu wielką dłonią, nie przestający nawet na chwilę gadać. Cały czas coś mówił nawet nie zmieniając tonu głosu. Zwróciła uwagę właśnie na jego gadulstwo. - Żeby się chociaż na chwilę przymknął – myślała. Nie miała już sił. Stała tu od samego świtu. Nie dano jej nawet wody. W ustach czuła nieprzyjemny posmak krwi, którą ciągle nie świadomie zlizywała ze stłuczonej wargi. Było nieznośnie gorąco. Wielkie pomieszczenie dawało schronienie od słońca natomiast tworzyło nieznośną duchotę i tłamsiło smród stojących obok koni. Mdliło ją. Sama nie wiedziała czy ze zmęczenia, zapachu a może głodu. Boże, kiedy ona ostatnio jadła. Nie pamiętała dobrze już dnia, kiedy to dojadła do syta. Co gorsza nie pamiętała już dnia kiedy to jadła jak człowiek przy stole. Ciągle tylko jak pies, w biegu w tym samym miejscu gdzie udało jej się pochwycić jakiś kąsek, który nadawał się do zjedzenia. Zjadała go natychmiast, zachłannie, bo nigdy nie mogła przewidzieć, kiedy znowu uda jej się coś zjeść. Patrzyła na tego tęższego i zadbanego mężczyznę, który właśnie zatrzymał się naprzeciw niej i zastanawiała się co mógł takiego dzisiaj zjeść. Co pił zanim tu przyszedł. Na pewno coś smacznego. Na pewno nie musi zaspakajać się przez całe życie tylko zwykłą wodą jak ona. Stał i patrzył się teraz na nią. Nic nie mówił , natomiast gaduła nie przestawał ani na chwilkę. - ... No