Psychologia · 13 min czytania
Niewolnicy współczesności.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Niewolicy Współczesności
Poranek każdego niewolnika wygląda podobnie. Podobnie wyglądają ich życia. Myślicie zapewne dlaczego ? Sam nad tym pomyślałem a prawda jest okrutna i przebiła mnie na wylot. Był to błąd. Mogłem roskoszować się małymi przywilejami. Wydawać minuty. Ale przyszedł taki dzień kiedy mój mózg zdał sobie to pytanie. Kim jestem ? Opowiem wam o tym osobliwym dniu. Był to początek i koniec mego żywota....
Budze się rano z nadzieją, że przyjdzie taki dzień kiedy sie nie przebudze. Ale jednak bez perespektyw wstaje. Nagle na głowie ląduje mi książka. Spadła z pułki nad łużkiem. Pierwsza myśl kim jestem ? Skąd to pytanie ? Lepiej wstane bo nie zdąże do pracy. Kajdany systemu już są na rękach. To osobliwe kajdany. Jest to mały krążek zawieszony na pasku i przyczepiony do ręki. Na krążku często znajdują się wskazówki. Ja mam elektryczny, wodoodporny bo ten żadko sie psuje. To są kajdany w wykonianiu XXI wieku. Nie ciążą na rękach. Ciążą na duszy. Tak więc wstałem. Jest to wyjątkowo długa czynność w moim wykonaniu. Elektryczny strażnik wskazuje kod numer 6 : 02. Zsynchronizowałem się z nim z dokładnością do minuty aby sam nie wznosił krzyków. I tak czasem wznosi. Umyłem twarz w łazience. Zobaczyłem innego człowieka. Pomimo faktu, że codziennie rano patrze w lustro i widze siebie dziś zobaczyłem kogo innego. Ta twarz nie miała żadnego wyrazu. Była szara. Kątem oka podłączając maszynkę do golenia zuważyłem dwie małe cyferki w miejscu źrenic. Przewidzenie. Golę sie jak co rano. Przed śniadaniem żeby jakoś wyglądać. Myje twarz, ubieram sie. Moje ubranie zawsze jest podobne. Mianowicie pracuje w małej firmie prawniczej. Szef każe nienagannie wyglądać. Nosze więc dwa garnitury na zmiane. Do pracy mam niedaleko bo firma jest na Alejach Jerozolimskich. Wchodze do kuchni. Moja żona już stoi przed blatem i robi śniadanie. Ma na imie Anna. Co zauważyłem wchodząc do kuchni ? Mianowicie codziennie rano całuje moją żone. Dziś stoi tam zupełnie obca kobieta. Nie pocałowałem jej. Zjadam w spokoju myśląc o tym wszystkim dlaczego nie rozpoznaje siebie ani mojej żony. Wydaje mi sie, że zawsze rozmawialiśmy. - Cześć kochanie. Dobre śniadanko ? Słuchaj chciałabym sobie kupić sukienke nową ? Co ? Pożycz mi pięć stówek oddam po wypłacie. Okej? - powiedziała gdy starałem się przełknąć kolejny kęs śniadania. - Dobrze - odparłem. To było automatyczne. Poszła. Jem śniadanie dalej. Wmuszam w siebie kęs za kęsem. Zwykle nie jestem głodny o tej porze. Jem bo sie zmarnuje a na to szkoda pieniędzy. Właśnie poruszyłem ważną kwestię. Pieniądz. Podstawowa definicja to - miernik wartości towaru. Dzisiaj miernik duszy, czynów i wszystkiego co nas otacza. Dopiero dziś jak wstałem zdałem sobie sprawe czym to jest na prawde. Wyjmuje banknot. Jest czarnobiały. Kręci mi sie w głowie. Widze liczbę 6. To niesamowite ale papierek znowy przybiera inne obrazki. Znowu jest banknotem stu złotowym ale bez wartości. Żona wyszła zabierając te papierki. Nagle kątem oka spoglądam na strażnika. 6 : 49. "Cholera". Biegne do łazienki myje zęby. Dzieci nie mam ale to dobrze. Niepotrzebny kłopot. Wychodze z mieszkania - w centrum - czterdzieści metrów. Jade wechikułem na dół. Znowu dopadają mnie dziwne myśli. W windzie jedzie ze mną mężczyzna. Sąsiad trzydzieści lat. Spojrzałem mu w oczy. Puste czarne studnie. Jakby był robotem. Nie odwzajemnił mi spojrzenia. Wychodze z bloku. Jestem w centrum więzienia. Tu uprzywilejowani mają władze. Szukam wzrokiem samochodu. Jest. Wsiadam. Na siedzeniu żona zostawiła gazete. Jakieś pisemka dla kobiet, przejrze nagłówki. "Milion sposobów na szybki orgazm" "Jak zrobić z krocza choinke" "Co zrobić z twarzą aby wyglądała obrzydliwie pięknie" Niedługo święta a śniegu nawet nie ma. Włączam silnik. Nie zapala. Wygląda na to, że coś robi mi na złość. A może sie naćpałem ? Wychodze z auta. Tak naćpałem... Ile to czasu minęło od kiedy systematycznnie odużałem się alkoholem ze znajomymi ? Czasy liceum, na studiach nie było dużo czasu. Te rozmowy przy winie nad sensem sensu. Gdzie to uleciało ? Zostały pieprzone wspomnienia. Mam czterdzieści jeden zim. Nie wiem co sie działo przez ostatnie piętnaście. Ide i myśle. Z większością straciłem kontakt. Pamiętam jak chodziłem na koncerty grup punk rocowych, piłem tanie wino. Byłem szczęśliwy. Przechodze obok księgarni. I tak nie zdąże do pracy. Gdy chce wejść odzywa się strażnik. Ale ten ważniejszy. Wyjmuje telefon tym samym zatrzymując się w wejsciu. - Eee ? - mówie. - Kowalaski co wy robicie ? Nie ma was w pracy ! - Patrze na krążek z cyferkami. Po siódmej trzydzieści ! Zerwałem sie z pracy ! - Panie kierowniku źle sie czuje... - odpowiadam zdziwiony. Strażnik mnie kolejny raz oszukał. Nie wierz temu co widzisz. - Kurwa Kowalski kurwa ... - mówi mój pracodawca. Przypadkowym trafem pada komórka. Baterie ładowałem całą noc. "Cholera". Spanikowany staram się ją włączyć. Strażnik zgasł na jakiś czas. Wchodze do księgarni. Półki są zapełnione kolorowymi książkami. Podchodze do jednej z półek. "To jest o Psach". Taki tytuł. Nagle ktoś mnie potrąca. Książka traci strony. Wszystkie są białe a na kartkach co jakiś czas są numery. Okładka głosi to samo tylko treści nie ma. Zachciało mi się wymiotować. Pobiegłem do toalety zwracając całe śniadanie. Mijały mnie tylko słowa ... białko, tłuszcz, smak słodki, witamina C... wymiotuje znowu... Chwile nie mogłem dojść do siebie. Wyszedłem. Widać zbladłem. Poszedłem zaczerpnąć świerzego powietrza. Wyszedłem. Ide wolno zastanawiając sie nad wszystkim. Ze spuszczoną głową ide po jednym z korytarzy samotności. Mimo, że obok mnie przechodzą setki innych istot. Ja to ja inni to nie ja. Wzrok zatrzymuje mi sie na zaproszeniu do agencji. Kolejna używka przy narkotykach. Obok sklep alkoholowy. Widze liczbę 6. Znowu mi niedobrze. Zawsze zatrzymuje sie na przy takich kartkach aby popatrzeć za darmo na pornografie. Przestało mnie to podniecać. Człowiek w krótkim czasie zdegradował się tak nisko. Pod hasłami "to normalne w tym wieku" ogłupia sie młodzież. Dochodzi potem do gwałtów w szkołach. Jak byłem młody to…