Fantastyka · 34 min czytania
Niewolnik niewolnika
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
19.08.2005 R Wstawał piękny niemiecki dzień. Słońce już czerwieniło się nad horyzontem, tak jak pamiętnego dnia podpisania pokoju berlińskiego sprzed pięćdziesięciu lat. Na jego mocy Niemcy, Rosja, Anglia i USA pozostawały największymi mocarstwami zobowiązanymi do nie ingerowania w politykę wewnętrzną innych mocarstw oraz zachowania neutralności w przypadku konfliktów zbrojnych ich nie dotyczących. Jako, że USA i tak miało problemy energetyczno-ekologiczne z powodu wypadku z wojny. Jedna z ówczesnych bomb jądrowych znajdująca się w instytucie badawczym, eksplodowała niespodziewanie zmiatając z map pół Utah i powodując skażenie radioaktywne na kilka sąsiednich stanów. Opinia publiczna tak wtedy znienawidziła wojnę i fizykę jądrową, że mimo sukcesów na Pacyfiku musiano podpisać kiepski rozejm z Japonią, wycofać się z europy, wprowadzić zakaz używania energii jądrowej i rozpisać przedterminowe wybory. Od tamtej pory USA jest skazane głównie na elektrownie cieplne, co spowodowało wzrost zanieczyszczenia powietrza i powstawanie efektu cieplarnianego. Anglia z kolei, choć mocno zniszczona, odzyskała swoją pozycję ekonomiczną dzięki niemieckim kredytom i handlu z tym krajem, więc nie miała powodu ani interesu w tym by mieszać się w politykę innych państw, zwłaszcza Niemiec. Chroniła wyłącznie swój biznes, jak zawsze z resztą. Rosja zaś po przegranej z niemieckim narodem, nie warzyła się na wtrącanie w sprawy niemieckie. Zwłaszcza, że po fiasku amerykańskich prób jądrowych, z którymi mateczka Rosja wiązała swoje nadzieje, tylko Niemcy miały sprawną broń jądrową. Więc choć na papierze istniały cztery mocarstwa, tak na prawdę liczyło się tylko jedno. Jednak nie ingerowało ono w politykę międzynarodową w takim stopniu, jakim mogło. Utrzymywało tylko światową gospodarkę w korzystnej dla siebie równowadze. Pułkownik Von Gross jak zawsze obudził się razem ze słońcem. Choć był już na emeryturze, wojskowe przyzwyczajenia pozostały. Lubił z rana wsłuchiwać się najpierw w ciszę a później, po porannej toalecie patrzeć jak niższe rasy idą do pracy, za którą dostawali prawo do życia, wikt i opierunek. Nie marnuje się w końcu dobrej i taniej siły roboczej. Sam miał w służbie Słowian a i Słowianki sprawiały mu wiele przyjemności. Dlatego, że zazwyczaj były znacznie ładniejsze od przeciętnych Aryjskich kobiet, idealne na faworyty. Sam pułkownik miał ich kilka po odejściu, nudnej, pustej i średnio ładnej żony. To, co go najbardziej w Słowianach pociągało, to ich hardość, duma i czasem wręcz dzikość. Takiej siły ducha nie mieli nawet niektórzy Aryjczycy. Uwielbiał patrzeć w ich oczy i przebijając ich kamuflaż doszukiwać się tych cennych i intrygujących cech. Czasem wręcz się ich bał - może akurat ta miała w ręku ukryty sztylet? O takich przypadkach również słyszał. Jego córka nie podzielała jednak jego zdania, nazywała je po prostu „wycieraczkami”. Nie lubiła tego hobby ojca, ale sama miała słabość do Słowian, a dokładnie tych znad Wisły. Uwielbiała ich buntowniczość i szaleństwo w oczach. Gdy była kilka lat młodsza bała się tego. Fascynowała ją ich historia, zwłaszcza ta z ostatnich dwustu lat. Tyle powstań, buntów, walk, za kraj, który po 123-ech latach wywalczyli tylko na 21 lat. Nie było im przeznaczone żyć na wolności, jeśli zaś nie byli w stanie żyć wolni, niech żyją w niewoli.
* * * W ciemnym pokoju pod małym oknem znajdującym się na przeciwko drzwi wejściowych stało metalowe łóżko podobne do szpitalnego. Obok niego stała mała szafeczka na przybory higieniczne. Nawet ci niewiele warci Słowianie musieli być czyści. Nikt przecież nie będzie znosił ich smrodu, patrzył na nieogolone gęby i pozwalał żeby roznosili choroby. Na pobielonych ścianach nie było nic poza lustrem i umywalką, toalety były dwie, dla kobiet i dla mężczyzn, i znajdowały się one na korytarzu. Na szarym materacu łóżka oparty o ścianę siedział młody mężczyzna, który dopiero niedawno przestał być chłopakiem. Nogi miał podkulone, obejmował je rękoma i gapiąc się w odprysk farby na ścianie rozmyślał. Myślał o tym, co miał zamiar dopiero przedsięwziąć. Wiedział, że to, co chce zrobić jest ryzykowne, wiedział, że nie spodoba się nikomu z jego przyjaciół, wiedział, że gdy to zrobi, wszystko będzie inaczej. Ale przede wszystkim wierzył, że będzie lepiej, że skorzysta na tym więcej niż straci.
* * * Zbliżały się dziewiętnaste urodziny małej lady Von Gross. Wiek, w którym mogła sobie wybrać osobistego służącego. To znaczy dowolną osobę niższej rasy, która miała wykonywać jej każde polecenie - dosłownie każde. Dlatego właśnie w domu Słowian panowało nerwowe poruszenie. Każdy wiedział, że młoda Sandra wybierze jakiegoś Nadwiślańczyka. Jej rodzina miała do nich słabość, mieszkali na dawnych ziemiach Nadwiślan i prawie cała ich służba stamtąd pochodziła. Wiedziano też, że będzie miał ponad dwadzieścia lat i że z nią będzie bardzo zajęty. Ogłoszenie mówiło, że będzie z ojcem o osiemnastej, więc piętnaście minut wcześniej stróż budynku sprawdzi obecność i zamknie wszystkie wejścia oprócz głównego, którego będzie pilnował. Gdy nadeszła odpowiednia pora wszystko stało się tak jak miało być. Punktualnie o umówionej godzinie do sali stołowej w budynku dla Słowian wszedł wysoki, łysiejący, siwy, starszy pan o ostrym, przeszywającym spojrzeniu. Mimo zmarszczek i niewielkiego brzuszka trzymał się wyjątkowo prosto. Sprawiał wrażenie jakby nie jednemu młodszemu mógł spuścić lanie. Obok niego równie dumnie wkroczyła jego córka, średniego wzrostu, smukła, wysportowana dziewczyna o włosach sięgających łopatek i tak jasnych, że bliżej im było do bieli, niż do typowego koloru blond. Jej oczy były tak błękitne, że to o błękicie nieba trzeba było powiedzieć, iż jest niemal jak jej źrenice a spojrzeniem wywoływała wrażenie nakłuwania duszy, serca i mózgu setkami igieł. Cerę miała mleczną a jej twarz, choć ostra, wręcz agresywna była piękna. Nic dziwnego, że miała na swoim kącie wice miss Rzeszy niemieckiej. Gdyby nie jej paskudny charakter zabijano by się o bycie jej służącym. Potrafiła odstawić każdy numer, było kilka chłost z jej powodu i tylko połowa ukaranych je przeżyła. Ona jednak nie przejmowała się tym wcale. Jako oczko w głowie ojca mogła wszystko. Wszyscy Słowianie ustawili się w kilku rzędach, pomiędzy którymi pozostawiono przejście dla państwa. Sandra jednak bez zastanowienia odprawiła wszystkich poza Nadwiślańczykami. Pozostały dwa kilkunasto osobowe szeregi zwrócone do siebie twarzami. Przechodziła między nimi w tą i z powrotem patrząc im w twarz tak jakby chciała wydłubać z każdego serce. Mimo wyprostowanej i dumnej postawy większość z nich nie próbowała patrzeć jej w oczy. Tylko jeden na dziesięciu odważył się spojrzeć przelotnie w jej twarz, jednak przy następnym przejściu już tylko jeden utkwił w niej wzrok. Gdy ona to spostrzegła nie odwrócił się, tylko z wrodzoną dumą, siłą i pogardą spoglądał prosto w jej źrenice. Sandra wbiła w niego wzrok, jemu jednak nawet powieka nie zadrżała i tak nadal patrzył prosto w jej oczy. Mimo, że na sali panowała cisza, teraz zrobiło się tak cicho, że było słychać komara latającego w drugiej sali stołówki. Von Grossówna na widok wysokiego około dwudziesto letniego, barczystego Słowianina o wąskich oczach koloru hebanu i krótkich ciemnych włosach straciła na moment pewność siebie. Wyglądał jakby był w stanie zabić wszystkich w tym pomieszczeniu i iść spać bez koszmarów czy nawet wyrzutów sumienia. Po chwili jednak Sandra odsunęła od siebie irracjonalne myśli i już pewna siebie zapytała: - Jak masz na imię, ile masz lat i gdzie pracujesz? - Jacek, mam 22 lata i latem pracuje jako kopacz a zimą w kotłowni tego budynku. – Spojrzała na jego potężne dłonie i wyobraziła go sobie przy łopacie w gorący dzień. Rozebrany do pasa, spocony, pijący wodę z wiadra za pomocą chochli. Jego surowa twarz zaś powodowała, że przypominał jej trochę jakiegoś barbarzyńcę z czasów rzymskich. Podobał się jej ten obraz, chciała kogoś takiego. - Teraz będziesz miał lżejszą pracę. Jutro rano zgłoś się do naszego lokaja by wyjaśnił ci, na czym polegać ma twoja nowa praca. A o dwunastej chcę cię widzieć przy mnie. - Jej ojciec uśmiechnął się nieznacznie. - Tak jest proszę pani. – Odparł uśmiechając się ledwo zauważalnie. Zdziwił tym wszystkich, łącznie z Sandrą, która uwielbiała niszczyć tych pewnych siebie Słowian. Zbliżyła się na odległość kilku centymetrów od jego torsu i zadała mu proste pytanie. - Co cię tak śmieszy? - Cieszę się z nowej pracy, ta stara była nudna. - Nie lubisz nudy? To dobrze, bo ja również. Miejmy nadzieję, że oboje nie będziemy się ze sobą nudzić. - Przy pani chyba nie sposób się nudzić? – Powiedział, gdy ona już się odwracała, aby wyjść. Jednak słysząc go, zwróciła się na powrót przodem do jego twarzy i odparła. - Jeszcze się taki nie zdarzył, który by na nudę w moim towarzystwie narzekał. – Uśmiechnęła się na wpół słodko, na wpół jadowicie, przesunęła dłonią po jego policzku na koniec zmieniając dotyk opuszków palców na drapanie długimi paznokciami pomalowanymi na biało. - Do zobaczenia jutro, kochasiu.
* * * - Jacek, ty idioto, dlaczego ją sprowokowałeś? Pewnie gdyby nie ty wybrałaby kogoś innego, albo poszła do innego domu i tam znalazła kogoś odpowiedniego dla siebie. Teraz albo będziesz miał źle albo jeszcze gorzej. – Mówił stukając się palcem wskazującym w czoło szczupły, ciemnowłosy, wysoki chłopak o imieniu Paweł, bliski znajomy Jacka. Rozmawiali po polsku, jak każdy szanujący się Nadwiślańczyk. - Będę udawał pewnego siebie, lekko zarozumiałego, ale głupiego. Wtedy ona zacznie mnie poskramiać, co pójdzie jej za łatwo i w ten sposób szubko się mną znudzi i da mi spokój. - Nie musisz udawać, więc na pewno ci się uda. - Zabawne jak cholera, padam ze śmiechu. Najważniejsze, że w ten sposób będę mógł częściej widywać się z Anką. – Odparł Jacek nie słuchając wielkiej mądrości swojego kolegi. - Chyba, że wcześniej przez młodą Von Grossównę się nie rozstaniecie. Pamiętaj, że ona wiele może, ma bujną wyobraźnię i nie jest głupia. - To się nie stanie, bo ona nawet nie wie, że ma mnie, z kim rozdzielać. A Anka sama z siebie mnie nie zostawi nawet, jeśli sytuacja będzie wymagała od niej poskromienia zazdrości. - A nie uważasz, że skóra nie jest warta wyprawki? Nie warto płacić swoimi upokorzeniami i nerwami Ani za trochę więcej czasu z nią. - Jakbyś miał kobietę, którą kochasz i mógł się z nią widywać wyłącznie raz w tygodniu, gdy pracodawca daje jej wolne popołudnie albo, gdy spotykacie się przypadkiem na ulicy to wiedziałbyś, że warto. – Powiedział Jacek poirytowany płytkim myśleniem Pawła i wyolbrzymianiem przez niego problemu. - Ty się tych batów z pewnością doczekasz, a jak nie to znaczy, że będą cię od razu wieszać i w ten sposób spieprzysz życie wielu ludziom a zwłaszcza Ani. – Osądził zrezygnowany już Paweł. - Idź do diabła. - Niech tylko spróbuje a na smyczy go z powrotem przyprowadzę. – W drzwiach odezwała się niewysoka, drobna, dziewiętnastoletnia dziewczyna. Miała długie brązowe włosy i jasną, piegowatą cerę. Paweł wstał ustępując miejsca dziewczynie jednocześnie wzdychając i mówiąc: - Przemów temu baranowi do rozumu, bo mnie nie chce słuchać. Ja już idę do siebie, do zobaczenia Ania, na razie Jacek. – Podali i uścisnęli sobie silnie ręce patrząc sobie nawzajem w oczy jak prawdziwi Słowianie i Paweł wyszedł udając się do innego pokoju, tego samego domu dla Słowian. - On ma dużo racji. Jestem od roku pokojówką u Von Grossów i wiem, co potrafi ta mała wredna suka. - Nie ważne, co potrafi, ważne, że będę dzięki niej bliżej ciebie. – Przekonywał z naciskiem. - To się okaże. Ja osobiście bardzo w to wątpię. Może będziemy się częściej widywać, ale rzadziej będziemy mogli ze sobą być tak jak byśmy chcieli. – Powiedziała cicho z troską w głosie zakładając mu ręce na szyję. - Zaufaj mi, nawet, jeśli naprawdę wymyśli coś by mnie nastraszyć, zastraszyć albo nawet sprawić mi pakiet bardzo złych wspomnień, to, jeśli będę mógł przebywać z tobą w miarę swobodnie, choć godzinę dziennie to z przyjemnością zapłacę tą cenę. Zaufaj mi, nie będzie tak źle, ja sobie z nią jakoś poradzę. - Ufam ci, ale wiem, że na pewno będziemy mieli nie jedną próbę do przejścia. – Spletli przed sobą dłonie, Jacek oparł swoje czoło o jej i szepnął: - Dajmy sobie szansę, może uda się nam mieć więcej siebie za nie wygórowaną cenę? Anna nie odezwała się ani słowem, tylko odsunęła od Jacka na mały krok i pocałowała go czule w usta. Gdy skończyli, Jacek podszedł do drzwi od swojego pokoju, zamknął je na klucz i zdejmując z siebie koszulę ukazał nagi umięśniony tors. - Co ty chcesz zrobić? – Nie odpowiedział, tylko nadal się rozbierając pocałowali się.
* * * - Zostałeś wprowadzony w zakres twoich obowiązków i praw. Choć wasze prawa - dla was ważne - mnie zawsze bawiły. Masz pokoik tuż przy moim apartamencie, ale wątpię, że będziesz często z niego korzystał. – Powiedziała drapiąc go długim paznokciem po podbródku, mimo czego mina Jacka pozostała obojętna. - Będę z niego korzystał na ile Pani pozwoli – odparł ulegle. - Każdy przeciętny obywatel Niemiec byłby zadowolony z takiej postawy, ale ja nie jestem przeciętnym obywatelem. Gdzie twoje harde spojrzenie wojownika? - Może nim nie jestem, a może nie byłem wtedy świadomy tego, co robię? - Nie toleruje uzależnień od czegokolwiek a narkotyków w ogóle nienawidzę jak cię zobaczę pod wpływem czegokolwiek, każe cię wychłostać. – Odsunęła się od niego z niemal wściekłą miną rzeźnika. - W jaki sposób miałbym je zdobyć? Nawet gdybym chciał, mieszkając między Słowianami jedyne, co można zdobyć, to nędzny bimber. – Skłamał, bo owy bimber był lepszy niż nie jeden markowy wysokoprocentowy alkohol i był dość łatwo dostępny. Oprócz przymusowej znajomości swego języka, była to kolejna tradycja pozostała z ich nadwiślańskiej przeszłości. - Uważasz, więc, że zrobiłeś na mnie tylko jednorazowe mylące wrażenie i teraz spokojnie sobie pożyjesz? - Przecież nie zabije mnie pani, bo straci pani darmowego służącego, ojciec nie kupi nowego a zamienić też nie da rady. Jest pani skazana na mnie a ja na panią, ale bez niebezpieczeństw. Szach. – Mówił chłodno. - Tylko myślisz, że mnie zaszachowałeś. – Mówiła spokojnie i cicho, prawie szeptem jednocześnie podchodząc do niego tak, blisko, że jej biust był centymetr od klatki piersiowej Jacka. Zadarła głowę do góry i spojrzała mu prosto w oczy. – Jeszcze nie wiesz, na co mnie stać, gdy chce komuś zrobić coś bardzo złego. – Jacek ani drgnął, sprawiał wrażenie jakby nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia. Jednak w duchu przestraszył się, zrobiło mu się nagle chłodno i sam siebie przeklinał za zbyt długi język. Jednak w tym momencie ktoś zapukał do drzwi pokoju Jacka, które następnie otworzyły się i stanęła w nich Anka w stroju pokojówki. - Przepraszam, że przeszkadzam, ale Pan zwraca się z pytaniem czy Panienka zje z nim dzisiaj obiad? - Przekaż mojemu tacie, że z największą przyjemnością. – Powiedziała, ale zanim Ania wyszła Sandra zatrzymała ją. – Poczekaj, sama mu to powiem. A ty kochasiu czekaj tu na mnie. Jeszcze nie skończyliśmy rozmowy. – Powiedziała, po czym wyszła. - I co? Jak ją teraz oceniasz? – Zapytała Ania tonem zupełnie nieoficjalnym. - Na razie potwierdziło się tylko, że jest naprawdę wredna. Ale żeby zacząć nią kierować muszę ją lepiej poznać, tylko nie wiem czy uda mi się to zanim ona czegoś nie wymyśli. - Mówiliśmy ci z Pawłem, że z nią nie ma żartów. To trudny przypadek osoby uwielbiającej zadawać ból. - Zdałem sobie z tego sprawę przed chwilą. Weszłaś w dobrym momencie, dzięki. A teraz wracaj, bo coś zaczną podejrzewać a przecież nie chcemy tego prawda? – Ania pokręciła głową, pocałowała czule swoją męską połowę, uśmiechnęła się i wyszła. Sandra wracając z apartamentu ojca zauważyła, że służąca opuściła pokój Jacka dopiero po długiej chwili, którą zajęła jej krótka wymian zdań z ojcem. - „Zdecydowanie za długo byli razem, by tylko stać i milczeć obok siebie” – pomyślała, po czym weszła do pokoju Jacka, podeszła do niego i zapytała: - Podoba ci się ta smętna pokojóweczka, co? – Jackowi na te słowa drgnęła lekko powieka, oczy zapaliły się prawie żywym ogniem i zrobiły się o kilka tonów jaśniejsze, z widocznymi delikatnymi grafitowymi żyłkami. Sandra pierwszy raz spotkała się z czymś takim. Nawet nie wiedziała, że to jest w ogóle możliwe. Wystraszyła się, wręcz szalonego gniewu bijącego z tych oczu. Już nie chciała posługiwać się kimkolwiek by zastraszać swego nowego służącego. Jeśli wpadał w taki gniew na samo wspomnienie o innym Słowianinie to, co mógł zrobić, gdyby odważyła się coś komuś zrobić. Postanowiła być ostrożna i nie stąpać po niesprawdzonym lodzie. Najpierw go pozna a później z bezpiecznego miejsca sprawi ból. Jednak nie jego wzrok był teraz najgorszy, tylko to, że on zobaczył jej…