Inne · 9 min czytania
Nieznane
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Naprawdę myślisz, że to najlepsze na co Cię stać po kilku miesiącach pracy??? – wyszłam z jej pokoju wkurzona. A to suka! Jak ona mogła mnie tak potrakować? Prawdziwa hetera. I jeszcze ten nieskazitelny wygląd: codziennie inna elegancko się układająca garsonka (pewno nie nosi majtek bo nigdy nie bylo widać żadnego zagięcia na doskonale skrojonej spódnicy), idealnie wyprasowana koszula, oczywiscie okulary (ciekawe czy faktycznie ma słaby wzrok czy tylko pracuje nad swoim wizerunkiem) i te niebotyczne szpilki – jak człowiek może poruszać się na takich szczudłach z wdziękiem, czarem i urokiem? Jak w ogóle może się przemieszczać? Ona potrafiła. To, jak wyglada dobiło mnie jeszcze bardziej. Przecież się starałam – ciężko pracowałam i nic, nawet dobrego słowa. A ona? Nie tylko ma same sukcesy na koncie to jeszcze faceci mdleją na sam jej widok... No dobra, emocje powoli opadają. Poużalałam się troche nad swoim losem, już mi lepiej. Prawda jest taka, że to świetna szefowa... Inna już dawno by mnie pogoniła. W sumie pewno miała na myśli to, że stać mnie na wiecej. Tylko ona w to wierzy, przecież nikt inny nie docenia moich możliwości... Gdyby nie ta praca pewno siedziałabym i płakała w kąciku z powodu kolejnego niepowodzenia (przecież nic mi nie wychodzi to jakieś by się na pewno znalazło). Ja, bez doświadczenia, bez wiedzy tematycznej, mam tytaj szansę na zrobienie „czegoś”. Dzięki niej, ona mnie znalazła i wybrała. I to wcale, nie żeby zaoszczędzić na kosztach pracowniczych – zaoferowała mi tyle samo kasy co innym z doswiadczeniem. Podobno widać we mnie potencjał. Tylko ostatnio ten potencjał jakoś przysnął... Troche zmęczona jestem. Muszę przyznać, że ciężej mi ostatnio skupić się na pracy, czesto odpływam, mam problem z dokończeniem tego co zaczęłam. I jak ja mam jej o tym powiedzieć – przecież to perfekcjonistka... Nie moge jej zawieść. *** - Misiek, zadzwoń do mojej Szefowej. Powiedz jej, że będę później. - Chyba oszalałaś! Po pierwsze sama zadzwoń. Po drugie – wcale nie będziesz. Nie pozwolę Ci tam jechać. Ona Cię wykańcza a musisz dokończyć badanie. Przecież nie wyjdziesz w trakcie bo do kołhozu się spieszysz??? - To nie tak. Ja lubie tę prace... - Kogo próbujesz do tego przekonać??? – znowu wszedł mi w słowo, jak ja tego nie znoszę... - Tak więc lubię tę pracę a z poczucia obowiązku chciałabym, żeby wiedziała, że się spóźnię. - Raczej, że Cię nie będzie. - Dobra. Ale Ty jej to powiesz bo ja już wchodzę na badanie. Numer telefonu znajdziesz w mojej komórce. Lecę. Pa. Weszłam bo pokoju z leżanką. Gdyby nie milion monitorów obok jeżdżącego łóżka w życiu bym nie pomyślała, że to jakieś poważne badanie. Ot, zwykła internistyczna porada. Ale to tutaj to wiecej medycznej elektroniki niż widziałam kiedykolwiek. - Pani Magdo – lekarka przywołuje mnie do świata realnego – prawdopodobnie wiemy już z czego wynika Pani osłabienie. Ma Pani raka. Raka złośliwego... – mówi coś jeszcze ale ja już nie odbieram. O co chodzi? To do mnie? Ja się badam. Dobrze odżywiam. W miare wysypiam (ostatnio z tym gorzej). Dbam o siebie. - Na pewno moje wyniki Pani ma na myśli? Może to jakaś pomyłka? - Nie, Pani Magdo, nie ma mowy o pomyłce. - No dobrze – próbuje udawać, że wiem o co chodzi. Niedawno się tu kreciła znajoma pielęgniarka – chciałam ją poprosić o szklankę wody. Ale jak tylko usłyszała diagnozę (czy wyrok?) to natychmiast poszła do ważniejszych spraw. – To co teraz powinnam zrobić? Jak postępować? - Po pierwsze, Pani Magdo, - stanowczo za często powtarza moje imię, próbuje pokazać, że jest ze mną... – czy ma Pani rodzeństwo? - Tak. Ale co z nimi? - Powinna ich Pani skłonić do przebadania się w sposób identyczny jak Pani. Rodziców również. – dobrze, chociaż będzie jakiś cel, jakieś zajecie dla myśli i działań. - Dobrze, zrobię to. Co mogę zrobić dla siebie? - Rak jest co prawda złośliwy ale na pierwszy rzut oka nie wskazuje przerzutów. Zbadamy to dokładnie tomografią. Proszę się do nas zgłosić, Pani Magdo, w poniedziałek o 9 rano. - Dobrze. Co mam robić do tego