biografia · 10 min czytania
Nikifor wrócił
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
Zwykle jesienią, gdy słońce staje się obojętne, stęskniona wracam do starszej kobiety, właścicielki starego domu w Krynicy Zdrój. Agata, bo o niej mowa, z dumą i szacunkiem nosi w sobie odchodzący w niepamięć świat. Może o nim opowiadać do końca życia. Słuchając, wybucham śmiechem, żartując, że nawet przedmioty skłania do słuchania. :)
****
Ostatniej jesieni, do pociągu wiozącego mnie do Krynicy, obok kapci i ciepłego szala, zabrałam do plecaka tomik poezji Zbigniewa Herberta. Jak można wiedzieć o nim tak mało, zreflektowałam się, pochłaniając na jednym oddechu strofy wiersza "Nikifor".
Zagadnęłam o malarza Agatę, zaraz po gorącym powitaniu.
— Jesteś go naprawdę ciekawa? Przecież, od śmierci tego nieszczęśnika minęło pół wieku. Czemu akurat dziś? Trochę niedomagam, od rana okropnie łamie mnie w kościach, zawsze, gdy zbiera się na deszcz — rzuciła szczerze zaskoczona pytaniem.
Spojrzałam z troską na Agatę, wyglądała naprawdę marnie.
— Boję się o ciebie — wykrztusiłam.
Objęłyśmy się jak siostry. Moja ręka przesunęła się po szczupłych plecach Agaty.
Część 22 / 3
— Nie przejmuj się mną, jakoś to zniosę. A przypomnienie historii Nikifora jest zawsze na czasie.
Gdy to mówiła, rozpromienił jej twarz dobrze znany uśmiech.
Sama myśl o dyspucie podniosła mi ciśnienie. I nie pomyliłam się, gdyż już po chwili zaczęła półgłosem:
— Nikifor jest mi szczególnie bliski. Tchnął ducha sztuki w moją rodzinę. Malowanie było dla niego sensem egzystencji, sposobem na przebłaganie świata.2 Nieurodziwy, drobnej postury, trochę białawy jak to gruźlik. Nie zdejmując dziurawego kapelusza, malował na makulaturze pędzelkiem wyleniałym jak mysi ogonek.1 Lubił te swoje obrazki, głaskał je i tulił. Nikt o nim nie chciał słyszeć, dopóki sam nie wlazł w oczy. Odmieniec! Filtrowali przez własne ego. Obrzucali wyzwiskami, robili dudka. Krążyły po mieście wierutne kłamstwa. Czy my w ogóle jesteśmy w stanie zrozumieć drugiego?
— Przykro słuchać.
— Cóż, taka jest prawda. Zawsze ze spuszczoną głową, w niedbale sklejonych okularach tkwił przy przyulicznym murku i malował. Nasze krynickie uliczki i ciasne podwórka. Widział rzeczy takimi, jakie są, a nie takimi, jakie chciały być widziane. Moja babka podchodziła do niego po zrobionych zakupach, zainteresowana osobą i niezwykłymi malunkami. Gdy trącała go łokciem, robił się czerwony jak burak i dalej niczym kamień. Sztuka potrzebuje rozmowy, a on, jakby nie słyszał, bał się złych języków.
— Może był głuchoniemy? — zapytałam dramatycznie.
Agata wzruszyła ramionami, patrząc mi w oczy i zaczęła się śmiać.
Część 33 / 3
— Ach, te plotki! Zaprzątają tylko umysł, siejąc chwasty. Ludzie nie mają szacunku do tych, co nie potrafią się jasno i foremnie wypowiedzieć, zawsze coś dopiszą dla uciechy czy skandalu. Szkoda czasu na dyrdymały, nieprawdaż?
Zawstydziłam się. Pogoda w Krynicy nagle zmieniła się, zaczęło padać, zerwał się wiatr. Dudnienie deszczu o parapet stało się tak nieznośne, że przeszłyśmy do jadalni. Było ciszej i mieściła wygodne fotele. Agata usiadła naprzeciwko i po chwili skupienia...
Malowanie było dla niego sensem egzystencji, sposobem na przebłaganie świata. Z czasem oswoił się. Siadał biedak w ciemnym kącie naszej kuchni i z przymkniętymi powiekami studiował kształty przedmiotów i mebli. Miał kłopoty ze wzrokiem, ale kuchnię to on umiał namalować. Chyba dawała poczucie bezpieczeństwa. 2 Pachniała rosołem, wekowanym kurczakiem, gęsią lub konfiturą. Częstowany, uniżenie dziękował, obejmując rękami talerz. Wszystko dokładnie, powoli. Tylko śliwek nie lubił, idąc przez ogród, deptał je w niemym zapale. Zimą ciągnął za sobą zapach śniegu, jesienią wnosił butami odór wilgoci i czarnego błota ścieżki, mieszały się z gorzką wonią starej szafy i biedy. Nikifor nie wadził domownikom. W skupieniu dobierał kolory, rozmazując krople akwareli na świeżo umytej podłodze. Pod jego ręką farby traciły surowość, jaśniały tęczą. "Takiś zdolny, a nigdy nie malowałeś na sztalugach; nie miałeś palety", chwaliła go babka. W czasie akcji Wisła, razem z innymi patriotami, za karę, wywieźli go w odległy koniec Polski, ale wrócił do Krynicy, na stare śmieci. Starł rękawem marynarki niewidzialny kurz, zasiadał na końcu stołu i nic nie mówił. Myślami był daleko. Bóg, sędzia ostateczny, też o nim zapomniał, kiedyś wspomniała babcia, podtykając mi pod nos żółknącą fotografię malarza, wyciętą ze starej paryskiej gazety.
Bywał w Paryżu? Oczy mi zapłonęły, poczułam przez skórę, że w walizce wspomnień Agaty, coś znajdę, jakąś nową opowieść o Nikiforze, coś, czego nie ma w oficjalnych przekazach.
— Nie przerywaj, proszę — szepnęłam.
— Dziewczyno, sumienia nie masz, przestań mnie o niego wypytywać. Jestem introwertyczką, wolę słuchać.
Spodziewałam się, że to powie. Zastygłam, wytrzymując jej spojrzenie. Agata gwałtownie urwała dyskusję i podniosła się z fotela.
— Wybacz, muszę do