Dla dzieci · 13 min czytania
Niko. Rozdział I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Miało być w Anglii! - Dziecko zastanów się: nikt o Anglii nie wspominał. - Ale mówiliście… - Weronika! – teraz głos mamy zabrzmiał ostrzegawczo. – Miał być obóz nauki angielskiego. Nikt o Anglii nawet nie wspominał. Po prostu źle zrozumiałaś. To fakt. Ale Weronice jakoś nawet do głowy nie przyszło, że można się uczyć języka angielskiego na obozie „nie w Anglii”. Zupełnie pokręcone. - Ale mamo! Pomyśl! Ja chcę zobaczyć Wieżę Eiffla! - Widzisz córuniu: Wieża Eiffla jest w Paryżu. To, że tego nie wiesz nie oznacza jeszcze, że cię poślę do Londynu, żebyś sprawdziła to empirycznie. - Co to jest empirycznie? Rozmowy z rodzicami… Zawsze człowieka skołują tak, że już zapomina sam, o co mu chodzi. Są okropnie podstępni. - Coś w rodzaju… na własne oczy. - Nie ważne. Ja w ogóle nie chcę do Krynicy. - Weronika – teraz to już nawet nie było ostrzeżenie. To znak, że nadchodzi koniec dyskusji. Mama zawsze tak robiła, kiedy Werka za długo się targowała i przekraczała granice dyskusji. – Po kim ty jesteś taka wybredna? Ja w ogóle nie miałam możliwości wyjazdów w twoim wieku, tata tak samo. Wiele dzieci chciałoby zobaczyć góry. Ale ty sobie upatrzyłaś Londyn i już pogardzasz tym, co tobie dajemy. A w góry pojedziesz, bo już tata zapłacił dziś rano. Werka poczuła, że łzy rozczarowania napływają jej do oczu. Marzyła o tym wyjeździe tak bardzo. Pochwaliła się już nawet przecież dziewczynom z bloku. To tak jakby odwołano Boże Narodzenie! Tylko, że teraz, kiedy mama zaczynała słynne: „kiedy ja byłam w twoim wieku” oznaczało to mniej więcej tyle, że sprawa jest przegrana. - Nie płacz Misiu – mama już przestała się złościć i patrzyła na nią ze współczuciem.- Bardzo mi przykro, że tak się rozczarowałaś. Naprawdę chodziło nam od początku o wyjazd w granicach kraju. Nikt nie chciał cię okłamać. Może być naprawdę bardzo miło. Nie stać nas na dalsze wyjazdy, wiesz przecież. Ale kupimy ci buty do wspinaczki i ten plecak, o który prosiłaś. „Miś” zdobył się tylko na posępne: „mhm” i poszedł na górę, żeby tam się w spokoju wypłakać. Weronika nigdy dotąd nie była za granicą, a o Anglii marzyła od dawna. Jak jej wszystkie koleżanki podkochiwała się w David’ zie Bacchamie i marzyła sobie jak po dwóch tygodniach kursu, rozmawia z nim płynnym angielskim. Nierealne? A czy marzenia muszą być realne? Czy w takich warunkach wyjazd do Krynicy Zdrój – choćby była najpiękniej położonym miastem świata- może wydawać się jakimś ósmym cudem świata? No właśnie – w żaden sposób.
Czas wyjazdu przyszedł nieubłaganie. Ani plecak, ani buty nie sprawiły, że wydawał się on bardziej przyjazny. Na domiar złego zapowiadali bardzo kiepską pogodę na całe te dwa tygodnie. Kiedy ten od pogody, co się tak śmiesznie nazywa – Kret – mówił o tym, Weronika patrzyła na rodziców niemal tryumfalnie. Już uznała ten wyjazd za nieudany i wszystko, co tylko mogło go jeszcze bardziej popsuć dawało jej dziwną satysfakcję. W dzień wyjazdu autobus ustawił się przed jej szkołą, ale było niewiele osób jej znanych. Znała Wiktorię, która podobała się wszystkim chłopakom w szkole, bo wyglądała trochę jak królewna, a trochę jak lalka barbie. Znały się z Weroniką z lekcji wf-u. Nie jeden raz Werka dostała piłką od Wiktorii podczas gry w zbijaka. Z Wiktorią jak zawsze – niczym wierny cień – była jej najlepsza przyjaciółka, Sonia. Była sympatyczna, ale jakoś tak nigdy nie zwracało się na nią większej uwagi. Weronika poznawała jeszcze takiego bladego chłopca z kręconymi włosami i na tym koniec znajomych twarzy. Masa dzieciaków w jej wieku i troszkę starszych, którzy wydawali się jej… straszni. Postanowiła nie przyłączać się do papużek-nierozłączek ze swojej szkoły, ale ponieważ ten chłopiec wydawał się tak samo zagubiony jak ona zebrała się na odwagę, podeszła do niego i spytała: - Mogę się dosiąść? Chłopiec spojrzał na nią jakby trochę zdziwiony, więc spróbowała inaczej: - Chyba kojarzę cię ze szkoły. „Trójka” musi trzymać się razem, prawda? Chłopiec potrząsną loczkami, ale nie po to, żeby zaprzeczyć, ale raczej, żeby wyrwać się z rozmyślań. - No tak. Siadaj. Jestem Kamil. - Weronika. Podali sobie ręce z poważnymi minami jak ludzie zupełnie dorośli i Werka usiadła. Milczeli. To dziwne – pomyślała sobie Weronika. Mamy chyba tyle samo lat, mamy na pewno dużo wspólnego, a jakoś tak nie możemy normalnie porozmawiać. Chyba jemu też jest głupio. Zerknęła na swojego towarzysza, który na nowo zamyślony gapił się w okno. Autobus ruszył. - To twoi? – zapytał nagle chłopiec. - Moi? - Rodzice – wyjaśnił skrótowo.; Spojrzała za okno. Faktycznie to oni. Mama przesyłała buziaki, a tata wygłupiał się machając chusteczką. Weronikę natychmiast ogarnęła tak okropna żałość, że znowu poczuła, że za chwileczkę się rozpłaczę. A autobus zamiast odjechać jeździł jakoś w kółko po parkingu i rodzice cały czas byli widoczni. Niech już sobie idą, bo nie wytrzymam i na serio będę beczeć! - Chce ci się płakać? – zapytał loczkowaty Kamil jakby odgadnął jej myśli. - No co ty. Coś mi wpadło do oka. Straszny kurz jest w tym autokarze. - Kazali ci jechać na ten obóz? - Jestem tu przez przypadek. Miałam jechać do Anglii, a potem to się wszystko pomieszało i jestem tutaj – nie chciała się dzielić z prawie nieznajomym swoim rozczarowaniem, ale postanowiła też nie kłamać. - No to nie jest tak źle. Mi moi kazali. I jak wrócę mam świetnie mówić po angielsku. W zeszłym roku byłem w Anglii, ale prawie nic się nie uczyłem, więc w tym roku mi powiedzieli, ze im szkoda pieniędzy i mam się przyłożyć. A w tym roku to ja już kompletnie nie będę miał czasu na naukę. - Jak to? To co będziesz robił? – Rodzice zniknęli już z jej pola widzenia i nie wiadomo dlaczego poczuła się nagle pewniej. - Drugiej nocy przyleci po mnie czarodziejski dywan i obejrzę wreszcie pałac wróżki. - Eeeeee? - No tak. Ty nic nie wiesz. A z resztą. Nie będę ci nic opowiadał. Po pierwsze i tak nie uwierzysz. Po drugie to długa opowieść. Po trzecie na pewno cię nie zainteresuje. Co za dziwny chłopak ! Weronika jednak nie miała nic do roboty, więc pomyślała, że fajnie byłoby posłuchać nawet bajek. - To dobrze, że jest długa. Umiesz ładnie opowiadać? - Myślę, że umiem. - To chętnie posłucham. Jak będzie nudna to zasnę, więc i tak droga będzie krótsza – zażartowała sobie, ale chłopiec najwidoczniej traktował swoje opowiastki bardzo poważnie i nawet się nie uśmiechnął. - Mam nadzieje, że ci się spodoba. A więc tak…