Fantastyka · 10 min czytania
Nikomu nie dzieje się krzywda
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nikomu nie dzieje się krzywda
Tłum. Mnóstwo ludzi. Zapach kwaśnego, lepkiego potu połączony z dobrymi, drogimi perfumami. Elita, bogaci dżentelmeni poubierani w drogie, gustowne garnitury, oraz ich wspaniałe, szczupłe, zgrabne kobiety z wyszukanymi fryzurami i kosztowną biżuterią. Oni wszyscy stali stłoczeni przed drzwiami wejściowymi ogromnej hali, wypełnionej dźwiękami cichej muzyki sączącej się z taktycznie rozmieszczonych głośników. Atmosfera wyczekiwania stawała się powoli nie do zniesienia, była wręcz namacalna. Manifestowała się między innymi w zniecierpliwionych spojrzeniach rzucanych z rzadka w stronę drzwi, nerwowym pochrząkiwaniu zebranych i ogólnym podnieceniu. Wreszcie drzwi zostały otwarte. Nastąpiło ogólne przemieszczenie się tłumu, kobiety czyniły drobne, pozornie niedbałe dystyngowane kroczki, mężczyźni, z rękami w kieszeniach szli powoli, wręcz ociekając nonszalancją. Mimo to wyraźnie dało się zauważyć, że każdy chce dostać się do sali pierwszy.
Gdy wszyscy znaleźli się już w środku, zajęli miejsca - czy to stojące, czy siedzące, zgodne z nieformalną hierarchią śmietanki towarzyskiej - światła, dotąd ostre i rażące, przygasły. Muzyka zamilkła. Na scenę wyszedł niski, krępy człowieczek. Rozległy się oklaski. Człowieczek stanął za mównicą, wystawał nieznacznie ponad nią. Lewa powieka drgała mu lekko. Odchrząknął parę razy z zakłopotaniem, omiótł całą salę bacznym, taksującym spojrzeniem, po czym przysunął sobie mikrofon. Na sali zapanowała cisza, wszyscy z uwagą czekali na jego słowa. - Drodzy państwo - przemówił mężczyzna - szanowni panowie, piękne panie. Zostaliście wszyscy zaproszeni na ten pokaz by być świadkami przełomu w dziedzinie motoryzacji. Nikomu z panów nie jest ona obca, zostali panowie odpowiednio dobrani. Szefowie wielkich koncernów motoryzacyjnych, wpływowi dealerzy samochodów, najlepsi mechanicy - nie ma na tej sali mężczyzny nie związanego bezpośrednio z motoryzacją. Jeśli chodzi o panie, no cóż.. nie oszukujmy się, będąc żonami ludzi takich jak wy, na pewno również posiadają w tej kwestii jakąś wiedzę. Rozległy się nerwowe, wymuszone śmiechy. - Dzisiaj, w tej hali - kontynuował człowieczek - zostanie państwu pokazane coś, co na pewno wstrząśnie wami, jak również fundamentami przemysłu samochodowego. Ta branża nigdy już nie będzie taka jak przedtem. Nie mam już więcej do powiedzenia, poproszę teraz na scenę pana Bena Clarka. Zza kurtyny wyłonił się kolejny mężczyzna, stanowiący jakby przeciwieństwo przemawiającego przed chwilą - wysoki, bardzo szczupły, łysy. Ubrany w idealnie skrojony i dopasowany czarny garnitur, na szyi miał zawiązaną wielką muchę, która jednak rozmiarami i okazałością ustępowała znacznie jego wąsom, ogromnym, sumiastym i dostojnym. Mężczyzna roztaczał aurę jakiejś dziwnej surowości, kiedy jednak się odezwał, jego głos był łagodny i przyjazny. - Proszę państwa... nie będę dużo mówił. Nie przyszedłem tu dziś by mówić, lecz by pokazywać. Wyciągnął z kieszeni pilot, skierował go na ścianę po swojej prawej stronie wcisnął guzik, i wtedy ściana okazała się być rozsuwaną bramą, a oczom zebranych ukazała się kolejna hala, dużo większa od tej, w której się znajdowali. Na jej środku, na niewielkim podwyższeniu z rampą stał piękny samochód. - Mili państwo, to co widzicie to z pewnością samochód - oznajmił Ben Clark - Co do tego nie ma wątpliwości. Jednak nie jest to zwykły samochód. Bowiem, moi drodzy, jest to samochód na wodę. - No tak, woda gotuje się, paruje i napędza mechanizm - krzyknął ktoś z sali - Czy właśnie to chciał pan nam pokazać? Po to ściągał nas pan tutaj? Przecież to żaden wynalazek, przecież mechanizmy parowe znane są od dawna, poza tym samochód na parę nie może być efektywny.. - perorował z oburzeniem i przejęciem mężczyzna. - Ależ nie, drogi panie - przerwał mu Clark - nie chodzi o parę. Samochód działa, jak powiedziałem, na wodę. Na chwilę zapadła absolutna cisza, zaraz jednak została wypełniona gromkim śmiechem setek gardeł, których właściciele byli absolutnie pewni, że padli ofiarą dowcipu. Przecież to niedorzeczne, myśleli. Przecież tak się nie da. Byli tego absolutnie pewni. Clark gestem uciszył ich. - Czy mogę poprosić kilku panów z publiczności, którzy zgodzą się zrobić przegląd auta? - spytał. Trzech mężczyzn niepewnie wstało, kiedy jednak Clark zachęcił ich spojrzeniem i ciepłym uśmiechem, nabrali pewności siebie i podeszli do niego. - Proszę za mną - powiedział. Udali się wszyscy czterej na podest, na którym stał samochód. W śledzących ich setkach par oczu widać było zaciekawienie i rozbawienie. Co ten człowiek zamierza? Może pointa ma dopiero nastąpić? Kiedy Clark z mechanikami dotarł na podest, rzekł: - Czy byliby panowie tak łaskawi sprawdzić, czy gdzieś w samochodzie jest benzyna? Silnik spalinowy? Jakikolwiek znany wam mechanizm, napędzający tradycyjne samochody? Mężczyźni,…