Zbrodnia · 14 min czytania
Nikos
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
* Słońce chyliło się ku zachodowi, kiedy Nikos postanowił zajrzeć do baru. Wolał nie włóczyć się teraz po mieście. Nie chciało mu się bić, a Praga nie była przyjaźnie nastawioną dzielnicą Warszawy do nikogo. Tym bardziej do takich jak on. Już nie był młody, ambitny i przystojny. Właściwie nigdy taki nie był. Przez lata wypracował w sobie człowieka pozbawionego wszelkich perspektyw. Wyrzekł się przeszłości i przyszłości. Parł do przodu nie zważając na konsekwencje. Dlatego śmiesznym byłoby określenie go człowiekiem ułożonym i zdolnym do kompromisu. Owszem, miał swoje zasady, ale nawet tych nie przestrzegał. Nikt nie ufał Nikosowi. Tak samo jak on nie ufał nikomu. Nawet jej. Ivett. Siedziała teraz przy barze, a Noel podawał jej drinka. Właśnie zaczynała pracę. Nikos wiedział, że ma w niej raczej przyjaciela niż wroga, ale kto uwierzyłby kobiecie? Prawda, darzył ją szacunkiem, lecz był pewien, że w razie potrzeby jest w stanie ją zabić. Tak samo jak każdego, kto wszedłby mu w drogę. Wnętrze baru było okrutne dla zmysłów. Przez chmury dymu i alkoholowe opary nie jeden twardziel padłby u wejścia. Po brudnym blacie baru biegały karaluchy, na podłodze leżało mnóstwo niedopałków, a okno u wejścia zapomniało jak smakuje płyn do szyb. Ale to wszystko dla Nikosa stało się już normalne. Przesiadywał tutaj całe dnie, tu był jego dom. Bar, mimo braku mopa w składziku, każdej nocy tętnił życiem. Gdy Nikos podszedł do barmana, wyglądem przypominającego Belę z „Kontrolerów”, ten od razu postawił przed nim setkę, a po chwili wahania- całą butelkę. -Dawno cię nie było. -Miałem parę spraw. -Nikos, zniknąłeś na prawie tydzień. Już myślałem , że ktoś cię dopadł. -Miałem parę spraw do załatwienia-powtórzył z naciskiem i zaczął pić. Noel wiedział, że nie należy zadawać mu zbyt wielu pytań kiedy wracał z roboty, to jest: z załatwiania spraw. Wszyscy wiedzieli, że jest gliną, ale nigdy nie mówił o pracy. Z resztą nikt nie pytał, bo wszyscy się go bali. Tak samo było w policji. Dawali mu najgorsze sprawy, bo wiedzieli, że zawsze działa po swojemu. Czyli nieprzewidywalnie. A niepewność jest groźna. I tak to specjalnością Nikosa stały się najbrudniejsze warszawskie sprawy. Przez ostatnie sześć dni uganiał się za porywaczem-mordercą. Problem był w tym, człowiek ten działał sam. Stało się więc niemożliwym dotarcie do jego wspólników. Czasem posługiwał się małolatami z okolicy żeby coś podrzucić, ale nikt go jeszcze nie widział. Okolica stała się najniebezpieczniejsza od ponad pół roku, kiedy to Nikos złapał Bruna. Porwał on piątkę dziewczyn od Mariny, zgwałcił je, a później obciął im stopy tępym nożem. Kiedy się wykrwawiły, spalił ich ciała pod blokiem , w którym mieszkał. Nikos znalazł go ustawiającego stopy dziewcząt na półce obok kilkunastu pozostałych par. Tym razem nie ginęły tylko prostytutki. Szaleniec mordował tego, kto był w pobliżu, codziennie jedną osobę, od sześciu dni. Nikt nie wiedział jednak jak, ani gdzie ukrywa ciała. Wczoraj zniknęła też Marika- jedna z barmanek Noela. Była szóstą ofiarą. Podczas gdy Nikos topił się w alkoholu, Ivett dopiła swojego drinka i podeszła do Noela. -Długo się nie pokazywał.-powiedziała, wskazują na Nikosa. Ivett odstawiła kieliszek i podeszła do klienta rzucając Nikosowi przelotne spojrzenie. On wiedział, że go kocha, ale uważał się za wypranego z wszelkich uczuć. Spojrzał za nimi kiedy pochłonęła ich czerń nocy. * -No to jak w końcu było? Dał ci kasę i kazał to podrzucić?- Nikos wymachiwał listem przed oczami kolejnego dzieciaka, którym posłużył się morderca. - Nie proszę pana. Ja… ja znalazłem to pod drzwiami. I tam była taka kartka. No taka, że ktoś prosi o podrzucenie tej koperty. Był też adres. Blok obok, więc nawet nie musiałem daleko iść. -Gdzie są te pieniądze? Ile ci dał? - No… tam było pięć dych. Już wydałem. -Ma klasę- powiedział do siebie i wywalił dzieciaka z pokoju przesłuchań. Kiedy wychodził z biura było już późno. Nie jadł obiadu więc postanowił wpaść do baru naprzeciwko. Nikogo wokół. Ulice puste. Zadzwonił telefon. - Witaj. I smacznego. -Kto mówi? -Wybacz Słonko. Zapomniałem się przedstawić. To ja- zachichotał przeraźliwie głos po drugiej stronie. - Dorwę cię łajdaku. Szykuj się. - Słonko, ja to wszystko dla ciebie, a ty tak się do mnie odnosisz?- ostatnim co usłyszał był śmiech. Tak ogłuszający i wbijający się w mózg, że zrobiło mu się niedobrze. Każda z ofiar miała przy sobie jakiś adres. Domowy, koleżanki, pracy. Nieważne. Na każdy z tych adresów zbrodniarz podrzucał list. Zawsze o tej samej porze i treści. „Nie jest sztuką zabijać, lecz odbierać życie. Z pozdrowieniami- Artyst” Ten, który trzymał w ręku na przesłuchaniu adresowano do matki Mariki. Czuł, że musi się napić. Ruszył więc do Noela. * -Witam, w swoich skromnych progach. -Taa. -Wczoraj jakoś szybko wyszedłeś. Myślałem, że posiedzisz dłużej. Jak zwykle. - Nie miałem ochoty. Ale nie licz na to, że odstawiam picie. Tym razem doprawiłem się w domu. A teraz pił w barze. Pierwsza kolejka za nim. -Nikos, jest sprawa. Kolejny kieliszek. -No? -Wiem, że jeszcze wcześnie, ale Ivett zawsze przychodziła przed czasem. A teraz, jak widać, nie ma jej. Nie odzywała się od wczoraj. Może wiesz, co się stało? Jeszcze kilka kieliszków. -Człowieku, daj żyć! Nie jestem jej aniołem stróżem. To było ostatnie, co usłyszał od niego Noel tego wieczora. Później już tylko pili i z niepokojem, chociaż się do tego nie przyznali, spoglądali w coraz większy tłum. I mieli nadzieję zobaczyć czerwony płaszcz Ivett. * Sen Nikosa nie trwał długo. Przytomniejąc zorientował się, że obok leży jedna z barmanek. Nie pamiętał nawet jej imienia. Wstał, ubrał się i wyszedł na ulicę, żeby otrzeźwieć. Poranek był chłodny, jak na jesień przystało. Lubił wschody słońca. Nie. Nie był romantyczny. Po prostu wiedział, że morderca działa nocą. Czyli przez kilkanaście następnych godzin nikt nie zginie. Wyłączając przy tym tych, z którymi miał do pogadania. Zastanawiało go jednak, dlaczego wczoraj, siódmego dnia, nie doniesiono mu o żadnym zaginięciu i liście. Ivett. * Po całym dniu nad sprawą postanowił wrócić do baru. Miał nadzieję, że zastanie tam Ivett albo chociaż Noela. Będąc w odległości kilkudziesięciu metrów od baru, zauważył, że ktoś dobiera się do zamka. Najwyraźniej nikogo nie było w środku, bo młody mężczyzna robił tyle hałasu, że zmarłego by obudził. Nikos zakradł się tylnym wejściem do środka i czekał, aż nocny gość upora się z zabezpieczeniami w drzwiach. Gdy tylko tamten wykonał krok do środka, Nikos błyskawicznym ciosem powalił go na ziemię. Jakież było jego zdziwienie kiedy włamywacz zręcznym ruchem złapał miotłę stojącą w pobliżu i uderzył go w głowę z gigantyczną siłą. A zdziwił się nie tyle uderzeniem, co obecnością miotły w tym lokalu. Tak czy…