Komedia · 5 min czytania
No more words (Rozdział 2, Trust me, you need her)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
-Mówię Ci, widziałam ją! To na sto procent była ta sama Carolyn Swift. Sam mówiłeś, że miała wrócić, więc mi uwierz! -Mówiłem tak, ale co z tego?- Max wzruszył ramionami. -Po prostu miałem taką nadzieję. Nic więcej. -Agr!-Abigail uniosła oczy do góry i opuściła ręce z bezsilności- Nie udawaj, proszę Cię. Wiem, że byliście ze sobą dość blisko. A teraz chcesz mi wmówić, że Cię to ani nie obchodzi, ani nie chcesz, żeby ona naprawdę wróciła? Ja na Twoim miejscu skakałabym z radości. -Słuchaj, Abi , to nie Twoja sprawa co ja czuję, okey?- spojrzał na nią z wyrzutem i założył ręce na piersi. -Jeśli wróciła to dobrze, jeśli tylko Ci się zdawało, to jakoś to przeżyję. Abigail złapała go pod rękę i przytuliła twarz do jego ramienia. Spacerowali razem po mieście już od godziny. Westchnęła kilka razy po czym powiedziała słodziutko. -Kupimy jakieś lody? Max nie za bardzo chciał jeść lody. Ostatnimi czasy dużo palił i po tej stresującej rozmowie miał ochotę tylko i wyłącznie na jednego dymka. Jednak ta nagła zmiana tematu ucieszyła go, więc chcąc czy nie chcąc zgodził się postawić Abi kolejkę lodów z podwójną czekoladą, by tylko nie słyszeć cudownych wiadomości o powrocie Carolyn, a co gorsza, nie musieć odpowiadać na pytania , czy się cieszy z tego powrotu. Oczywiście, że się cieszył. Zatrzymali się przy jakiejś knajpce. Abigail weszła pierwsza i zajęła miejsce przy stoliku. Max z niechęcią za nią podążył, nigdy specjalnie za nią nie przepadał. Jego zdaniem była zbyt zmienna i za często wybuchała entuzjazmem. Po dwudziestu minutach, kiedy już Abi zdążyła pochlapać lodami siebie, jego koszulę i pół obrusu ze stolika, wyszli a Max dziękował Bogu za świeże powietrze. Skierowali się w stronę Upper East Side. Max rzadko tam bywał. Jego rodzina nie należy do najbogatszych. Ojciec zmarł śmiercią przed wczesną, kiedy Max miał tylko trzy lata a matka pracuje jako nauczycielka w liceum, do którego uczęszcza, dorabiając czasem jako wróżka, czy inne medium. Wystarcza na utrzymanie syna i trzy pokojowego mieszkania na Brooklyn'ie, ale na nic więcej. Jeśli Max marzy o nowych dżinsach od Diesel'a to musi sobie sam na nie uzbierać. Dzisiaj akurat był wolny od pracy i postanowił poświęcić dzień na mały spacer do dzielnicy bogaczy i przeperfumowanych dam, tylko po to by pooglądać zgrabne pupy bogatych panienek. Wychodząc z domu natknął się na Abigail