Romans · 9 min czytania
Noc
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Noc Drogi przyjacielu! Jest noc, ciemna, zimna, nieprzewidywalna, jedna z tych, których tak bardzo nie lubię. Za oknem, na niebie chyba nie ma gwiazd. Piszę „chyba”, bo z mojego łóżka można zobaczyć tylko niewyraźny zarys nocnego miasta, znanego mi doskonale. Widzę jedynie krzywy księżyc, zawieszony nad setkami budynków, w których ludzie o tej porze już dawno znaleźli sen, w przeciwieństwie niż ja. Nie mogę zasnąć, nawet nie potrafię zamknąć oczu. To nie jest zależne ode mnie. Moje myśli kłębią się wszędzie, czuję je nawet w powietrzu, które zdaje się być teraz bardzo gęste i trudno w nim złapać oddech. Leżę na łóżku bez ruchu, patrząc się w stronę sufitu nieprzytomnym wzrokiem, potem zapisuję kolejne zdanie. Nigdy nie doznałem takiego uczucia pustości. Bezradność mojego ciała jest okropnie przytłaczająca, zresztą może podobnie jak i umysłu. Moje ręce i nogi wydają się ważyć po kilka ton, aż dziwne staje się dla mnie, że łóżko jest w stanie mnie utrzymać i nie runęło jeszcze z głośnym trzaskiem. Z Patrycją rozstałem się już dawno temu, a jednak każdego dnia przeżywam to na nowo, każdego ranka, południa, wieczoru i nocy. Jeszcze do tego momentu czuję uderzenie jej otwartej ręki. Widzę pogardliwe spojrzenie i słyszę ostre słowa, wyrzucone z jej ust w momencie rozstania. Dla niej to było pewnie zwykłe zdarzenie – jak na przykład codzienne pójście do pracy – które mogłaby wyrzucić ze swojej pamięci, uznając je w niej za niepotrzebne, a może i za szkodliwe. A ja wciąż nie mogę zapomnieć. Nie umiem. Po prostu nie umiem. To jest zbyt trudne, to zawsze wraca, jak bumerang wyrzucony z dłoni. Kiedyś myślałem, że istnieje jeszcze jakaś szansa bym nie odszedł w zapomnienie, ale jej nie było, nigdy nie było. Albo to ja nie potrafiłem tego zauważyć. Dlaczego się rozstaliśmy? Przyczyn mogło być wiele. Może moja głupota, bezradność albo po prostu zwykłe zrządzenie losu, który przecież często płata nam figle. Faktu, że z nią byłem nigdy nie traktowałem jako sukcesu czy osobistego awansu, a ona nie była dla mnie zdobyczą. Nie ufała mężczyznom, a po przeczytaniu „Ludzi jak wiatr”, zrozumiałem, że o człowieku świadczą jego czyny, a nie słowa, choćby i te były jak najbardziej przekonujące. Być może właśnie za to ją kochałem. Dalej kocham. Jaka była? Najcudowniejsza. Inna niż wszystkie. Ze świecą można byłoby szukać takiej drugiej, ale bez gwarancji, że się ją znajdzie. Była piękna. Miała jasne włosy, z wdziękiem opadające na jej smukłe ramiona i oczy pełne majowego słońca. Uwielbiałem jej zapach, był taki... przyciągający, działał na mnie jak na metal działa magnes. Może to trochę kiepskie i mało romantyczne porównanie, ale trafne, proste i przekazujące to, co mam na myśli. Romantyczny nigdy nie byłem, i nie wyobrażałem sobie siebie w takiej roli, bo wiedziałem, że do niej nie pasuje. Nawet w filmie nie potrafiłbym jej zagrać, choćby nie wiem ile chciano mi zapłacić. Mógłbym się starać, ale to z góry skazane byłoby na porażkę. Wiele rzeczy w moim życiu można było nazwać walką z wiatrakami, ale przynajmniej zawsze robiłem to w oryginalny sposób. Zawsze z klasą. Ile było przeszkód? Ile schodów? Nieraz mówiono o mnie, że zbyt często myślę o sobie, zapominając o innych. Zastanawiałem się czy jest w tym choć odrobina prawdy i z przykrością stwierdzałem, że tak, ale wmawianie mi manii wyższości uznawałem za lekką przesadę, bo przecież nie czułem się lepszy od nikogo. Traktowałem wszystkich jako równych sobie. Jednak oni nie chcieli takiego traktowania. Chcieli być przeze mnie potępiani, żeby mogli potępiać mnie. Uznawali mnie za typ aspołeczny, a ja nigdy nie wiedziałem dlaczego. Szukałem w sobie czegoś, co mogło być tego przyczyną, lecz nie potrafiłem znaleźć. Być może nie miałem czego szukać. Jak myślisz? Może po prostu nie pasowałem do ich układanki? To nie była gra dla mnie, ja byłem tylko jej niepotrzebnym elementem. Byłem kimś złym? Nie. Poprawny optymista. Tylko tak można mnie określić. Zawsze chciałem być, istnieć i nie zniknąć tak łatwo jak pieniądze z portfeli próżnych bogaczy. Często traciłem grunt pod nogami, ale zawsze jakoś go odnajdywałem, sam, czasami z Tobą, czasem z NIĄ. Od pozostałych nie…