Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Opowiadania.pl · 9 min czytania

Noc pełna strachu

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Obudził mnie jakiś dziwny hałas. Zacząłem zastanawiać się, kto lub co wyrwało mnie ze snu? Poczułem jakiś dziwny niepokój. To taki rodzaj niepokoju, który ogarniał mnie niejednokrotnie, kiedy po imprezie, czy spotkaniu z przyjaciółmi, na których snute są opowieści o rzekomych prawdziwych spotkaniach z duchami, trzeba później wracać ciemną nocą do domu..., głowa sama kręci się dookoła szyi.

Wyciągnąłem prawą rękę, chcąc „namacać” i w ten sposób sprawdzić, czy obok leży żona. Leżała i nawet przemówiła : - Przestań, jest noc, jestem zmęczona.... No tak, stara śpiewka, ale tym razem na szczęście (dla mnie oczywiście) chciałem się jedynie upewnić, jaki jest stan personalny w sypialni.

Nasza sypialnia usytuowana jest na parterze. Na zewnątrz domu, dosłownie trzy metry od okien stoi potężny dąb, który nawet przy bezchmurnym niebie nie pozwala „łysemu” nas podglądać, a co dopiero w chmurną, jak ta, noc. W panującej ciemności kształty mebli rozpoznawałem bardziej siłą sugestii, niż wzroku. Podniosłem się na łokciach starając się zlokalizować dobiegający mnie dziwny szmer, chrobotanie, czy może stukanie? Już myślałem, że to może odgłosy dochodzące z zewnątrz, kiedy nagle, bardzo wyraźnie, z mojej lewej strony usłyszałem hałas podobny do tego, jaki wydaje upadający garnek... Ten hałas pochodził zza ściany, a więc z garażu, który sąsiaduje z sypialnią. Poczułem kroplę potu zbierającą się na mojej skroni i dobrze wiedziałem, że pojawiła się nie z powodu panującej duchoty.

Kto w środku nocy może być w naszym garażu? Odpowiedź nasuwała się sama i była banalnie łatwa do odgadnięcia... ZŁODZIEJ!!! Albo może nawet BANDYTA!!! Ale jak to możliwe, że ktoś wszedł do garażu i ja tego nie słyszałem? Odpowiedź na to pytanie nie była już tak banalna, zresztą wcale jej nie było.

Drzwi do garażu są metalowe i otwierają się z dołu do góry, robiąc przy tym niesamowity hałas. Już dawno miałem coś z tym zrobić, ale właśnie z tego powodu tego nie robiłem, tłumacząc tak swoje lenistwo; bo gdyby co, to nikt mi garażu bezszelestnie w nocy nie otworzy. Na bank się obudzę! Czyżby jednak? Nie, to niemożliwe bym nie usłyszał, gdyby je ktoś otwierał! Ta świadomość naprawdę nie była pocieszająca ani budująca.

Na nieszczęście hałas nie zbudził żony... Dlaczego na nieszczęście? Gdyby się obudziła pewnie natychmiast zadzwoniłaby na policję, zdejmując ze mnie obowiązek sprawdzenia co jest źródłem hałasu, a tak musiałem zrobić to osobiście, bo przecież nie będę stawiał na nogi pół miasta i całej wioski z powodu, być może, grasującej w garażu myszy... Oby myszy! Wstałem z łóżka, włożyłem szlafrok, wcześniej ocierając nim rzekę potu z mojego czoła i opuściłem na palcach sypialnię. Nie wiem, czemu nie zapalając światła, udałem się do wiatrołapu po latarkę. Dzisiaj wiem, że był to nieroztropny krok. Wtedy o tym nie pomyślałem.

Zapalając światło wprawdzie mógłbym spłoszyć ewentualnego nieproszonego gościa, ale nie robiąc tego, narażałem siebie na bezpośrednią z nim konfrontację, co biorąc pod uwagę okoliczności, mogło być niebezpiecznym posunięciem. Pomyślałem, że mój jasny szlafrok za bardzo może rzucać się w oczy, dlatego postanowiłem zarzucić jeszcze na siebie ciemną zimową kurtkę z kapturem, która wciąż wisiała w wiatrołapie, pomimo już dawno ociekającej deszczem wiosny. Kaptur też zarzuciłem na głowę. Uzbrojony w latarkę ostrożnie przekręciłem zasuwę w drzwiach wejściowych i powoli je uchyliłem. Delikatnie wysunąłem głowę i spojrzałem w stronę garażu. Nic nie zauważyłem.. Wprawdzie lampa przy drzwiach wejściowych była zapalona, a także uliczna pomagała w oświetleniu podwórza, to garaż znajdował się w odległości do której już to mizerne światło nie docierało. Ruszyłem powoli w jego stronę mocno wytężając wzrok i słuch. Musiałem być mocno zdenerwowany, by nie powiedzieć przerażony, skoro szedłem boso, a co właśnie do mnie dotarło.

Zrobiłem kilka kroków i zapaliłem latarkę. Ku memu zdziwieniu zobaczyłem, że drzwi od garażu są zamknięte. To niemożliwe, pomyślałem, żeby złodziej wszedł bezszelestnie do garażu przez hałasujące drzwi i jeszcze je za sobą, również bezszelestnie zamknął? Zresztą po co miałby je zamykać, skoro wszedł z zamiarem wyniesienia czegoś?

Chwilę rozważałem tę myśl i doszedłem do wniosku, że to jednak musi być robota jakiejś myszy, albo w najgorszym razie ducha któregoś z wcześniejszych właścicieli tego domu. Pokrzepiony tą myślą postanowiłem otworzyć drzwi garażu i wyjaśnić tajemnicę, za której sprawą stałem boso, w…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%