Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Melodramat · 11 min czytania

Nocna zmiana

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Gęste, ołowiane chmury nisko wiszące nad miastem, kolejny już dzień zalewały je strugami ulewnego deszczu. Pomimo stosunkowo późnej pory w barze pozostało jeszcze kilkoro gości i dwóch kelnerów.

- Już dwudziesta trzecia. - Odezwał się pierwszy kelner - młody chłopak o jasnych sypkich włosach, brązowych oczach i wyraźnych rysach twarzy.

- Już dwudziesta trzecia. - W zamyśleniu powtórzył drugi kelner, nie odrywając wzroku od sali.

- Po co tylu ich dziś przyszło?! - Mruknął pierwszy kelner trochę do siebie, trochę do przyjaciela.

- Daj spokój wcześnie jeszcze.

- Jestem zmęczony, głodny i palić mi się chce.

- To idź sobie zapal.

Wyszedł na zewnątrz by po chwili miarowo zaciągać się papierosem, wypuszczając co kilka sekund dym nosem i ustami. Adam z krzesła obserwował przybyłych klientów, gwar rozmów dobiegających z sali mieszał się z dźwiękiem deszczu uderzającego w dachy, parasole i wybrukowany przed kawiarnią taras.

Za oszklonymi drzwiami pierwszy kelner odpalał kolejnego papierosa. Zaciągał się teraz głęboko. Jego kanciastą twarz rozjaśnił uśmiech. Adam patrzył na przyjaciela (uwielbiał to robić). Wiedział, że jest szczęśliwy (i pewnie nie byłby szczęśliwszym trafiając główną wygraną w totolotka w którego grywał namiętnie).

Stefan podawszy piwo nowo przybyłym gościom wrócił na krzesło obok Adama. Wskazówki ściennego zegara wskazywały kwadrans po północy.

- Ale leje. - Mruknął. - Leje. - Powtórzył za nim Adam.

Lato było w pełni. Zwykle o tej porze wszyscy niemal klienci przesiadywali przy stolikach na tarasie. Często zamawiano drinki i zakąski. Kelnerzy mieli sporo pracy, ale dostawali duże napiwki. Teraz jednak na zewnątrz było zbyt mokro zaś do kawiarni przyszło tylko kilkoro stałych, znużonych dniem ludzi. Słotna, krótka, sierpniowa noc niosła w sobie nutkę niechybnie zbliżającej się jesieni.

Adam wodząc oczyma po sali wyławiał spośród większości pustych stolików nielicznych klientów. W myślach objaśniał sobie historię życia każdego z nich.

Tam pośrodku siedzi Iwona. Dwudziestoośmioletnia żona i matka. Jest bezrobotna, a jej mąż pracuje jako kierowca TIR-a. Wczoraj wyjechał w trasę do Hiszpanii. Wróci na weekend za miesiąc. Później znów pojedzie. Zaś ona przychodząc tutaj co wieczór będzie sączyć piwo, kolejny raz rozważając czy jej matka miała rację mówiąc: "Wyjdź za Wojtka - młodego, bogatego inżyniera". Wypłakując fiołkowe oczy przypomni sobie słowa ojca: "Żona kierowcy to jak żona marynarza. Wiecznie czeka"

W rogu siedzą Witek i Anka - uczniowie miejscowego technikum. Młodzi, zakochani w sobie. Trzymają się razem już trzeci rok. Chociaż nie ma jednej nawet osoby dającej ich związkowi jakiekolwiek szanse. Ania co wieczór mówi: - Skończymy szkołę i nasze drogi się rozejdą. - Będziemy zawsze razem. - Odpowiada Witek, nie wierząc jednocześnie w swoje słowa.

Stolik obok siedzi Marcin. Młodziutki muzyk który pomimo olbrzymiego talentu grywa jedynie na weselach lub ulicach. Jego narzeczona wyjechała do Kanady. Początkowo łudził się "wszystko jakoś będzie". Lecz (jak to zwykle bywa w podobnych przypadkach) poznała tam kogoś i ułożyła sobie życie na nowo. Marcin zaś przestawszy łudzić się topi swoją rozpacz w alkoholu. Już nie czeka wie że ukochana nie wróci. Każdej nocy wypija kilka piw, czasem wódkę rozmyślając jak wspaniałe życie mógł wieść. Będąc pijanym wykrzykuje ochrypłym głosem "Co dobrego mogło ją tu spotkać?"

- Jakie to wszystko ciężkie. - Szepnął zdejmując z nosa okulary. Głęboko odetchnąwszy ciągnął wewnętrzny monolog.

Przy automacie z kuflem w dłoni siedzi Robert. Żona odeszła od niego, a syn rzucił się pod pociąg przed rokiem. Mówiono, że to ojciec doprowadził go do samobójstwa. W rzeczywistości jednak jego syn cierpiał na schizofrenię. Od tamtego czasu Robert przychodzi co wieczór i wpatruje się smutnym, pustym wzrokiem w ekran automatu który złośliwie nie chce wyświetlić sekwencji pięciu siódemek w lini.

Nieopodal automatu siedzi Piotr. Robotnik budowlany w średnim wieku. Stopień jego uzależnienia od alkoholu jest tak znaczny, że upija się niemal do nieprzytomności. Zawsze jednakże regulując należność. Niekiedy nawet zostawia napiwki (zazwyczaj w dniu wypłaty) .

W drugim rogu siedzi Janek. Podstarzały, bezzębny, łysiejący kawaler z rozrzewnieniem wspominający służbę. Wypija cztery do pięciu filiżanek kawy, wraca do domu nad ranem i śpi do południa. Z racji posiadania "mundurowej emerytury" ma dużo wolnego czasu. Jest bogaty, a przy tym skąpy. Nie daje napiwków. Słowami "kurwa", "chuj", "spierdalaj" zastępuje znaki interpunkcyjne w swoich wypowiedziach.

- Pospolity trep. - Szepnął do siebie Adam zaciskając jednocześnie pięści.

Kolejny raz żałował, że mieszka w tak małym miasteczku gdzie wie wszystko o każdym. To niewątpliwie jedna z największych wad miejscowości gminnych czy powiatowych. Zachowanie anonimowości jest niemal niemożliwe. Mówi się, że duże miasta przytłaczają lecz naprawdę żyje się w nich dużo wygodniej.

- Już po pierwszej. Spać mi się chce. Czy oni się stąd wreszcie wyniosą ?! - Spytał z wyrzutem w głosie Stefan, dodając po chwili: - Kto to w ogóle wymyślił kurwa? Pracować do ostatniego klienta. Ja pierdolę!

- Idź do domu. Odezwał się Adam. - Wiedząc, że jego przyjaciel z utęsknieniem czeka na te słowa.

- A Ty?

- Ja zostanę. Jest ich tylko kilkoro.

- Ja chcesz. Rzucił z trudną do ukrycia radością w głosie Stefan chowając się na zapleczu. Po krótkiej chwili wyszedł z kapeluszem na głowie i…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Nocna zmiana — czytnik · opowiadania