Fantasy · 13 min czytania
Nocne igraszki
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Anna siedziała przy wysokim oknie zajmującym niemal całą wschodnią ścianę jej pokoju. Zrobiło się duszno, więc uchyliła je lekko. Ciepłe wiosenne powietrze wdarło się do środka omiatając wszystko zapachem kwiatów i specyficzną wonią ziemi po deszczu. Spoglądała tęsknym wzrokiem na zewnątrz, wzdychając cicho. Książka, którą trzymała na kolanach, osunęła się na ziemię, jednak Anna nie zwróciła na to uwagi. Myślami była już gdzieś indziej… Jednakże, przyjrzyjmy się dokładniej temu miejscu. Pokój Anny stanowiło dosyć duże pomieszczenie, jedno z większych znajdujących się w jej rodzinnym dworku. Królowało tu wielkie łoże z baldachimem niemal całe ukryte pod poduszkami i wzorzystą pierzyną. Obok łoża znajdowała się niewielka szafka nocna ze stojącym na niej lichtarzem o trzech świecach, teraz zapalonych. Na przeciwnej ścianie znajdowała się ogromna szafa dwudrzwiowa, obok niej misternie zdobiona toaletka z wszelkimi przydatnymi kobiecie rzeczami. Pod stopami czuć było miękki dywan. Pod oknem stał stary, wygodny fotel. To właśnie w nim Anna potrafiła przesiadywać długie godziny niekończącego się dnia. Anna podniosła się powoli i przeciągnęła. Długa suknia koloru fuksji zaszeleściła tajemniczo. Gorset zaczął ją dusić, więc trochę poluzowała sznurki. Brązowy warkocz, utrefiony na czubku głowy w kok, rozplótł się nieco. Pora na kolacje, pomyślała. Skierowała się w stronę drzwi, gdy nagle przypomniała sobie o pewnym drobiazgu. Sięgnęła ręką do szyi. Tak, łańcuszek z białego złota wciąż znajdował się na swoim miejscu. Przywieszka zakołysała się lekko. Nieznany rzemieślnik wydobył z kruszcu doskonały, misterny kształt. Wisiorek przedstawiał kota siedzącego prosto, ze złożonymi łapkami. Jego oczy, wysadzane krwistymi rubinami, zalśniły lekko w blasku świec. Nie mogła teraz mieć go przy sobie. Zdjęła błyskotkę zdecydowanym ruchem i włożyła do niewielkiej szkatułki z wiśniowego drzewa, stojącej na toaletce. Była gotowa. Wolnym krokiem przeszła przez drzwi swojego pokoju i po schodach zeszła na dół, do jadalni. Każdy już zajął swoje miejsce przy stole, gospodyni dyrygowała cicho służbą zajmującą się podawaniem kolacji. Tutaj zawsze jadło się późno. Czekano na ojca, który nie potrafił oderwać się od niedokończonych spraw. Matka z siostrą rozmawiały o czymś przyciszonymi głosami. Braciszek jak zawsze próbował obłapywać młodziutkie służące, wywijające mu się z wprawą. -Jesteś kochanie, czekaliśmy tylko na ciebie. Wyglądasz blado, czy coś się stało?- zagadnęła mateczka. -Nie mamo, zaczytałam się. Czy mogę dziś wcześniej się położyć?- Anna wiedziała, że zbliża się Ta Pora, nie mogła długo pozostać na dole. -Kto wybiera samotność ten ma zamiar grzeszyć- zaśmiał się braciszek i mrugnął figlarnie. Powoli wychodził z wieku młodzieńczego, jego rysy stawały się bardziej męskie, ruchy pewniejsze. Faktem było, że w przyszłości żadna mu się nie oprze. Anna, zwyczajem młodych panienek, powinna się zaczerwienić, ale ku zgorszeniu ojca zaśmiała się głośno. -Oczywiście, że możesz się wcześniej położyć.- Matka, ku jeszcze większej uciesze, spojrzała karcąco na syna. -Nie będę się martwić skoro mówisz, że nic ci nie jest.- powiedziała na koniec. Kolacja upłynęła wśród miłej rozmowy, niezakłócona niczym. Gdy zegar zaczął wybijać godzinę dziewiątą Anna podniosła się od stołu i życzyła wszystkim dobrej nocy. Starała się iść spokojnie w stronę swojego pokoju, jednak, kiedy wiedziała, że nikt nie może jej zobaczyć, zaczęła szybko biec. Nie zostało jej dużo czasu. Wbiegła na górę i swoim zwyczajem zamknęła drzwi na klucz. Wiedziała, że już nikt nie będzie jej przeszkadzał. -I bardzo dobrze- powiedziała do siebie z półuśmiechem na twarzy. Podeszła do łoża i schyliła się. Musiała chwilę pogrzebać ręką zanim znalazła to, czego potrzebowała. Płócienny worek wciąż był zasznurowany, tak jak go zostawiła. Szybko go otworzyła i wyjęła ze środka męskie spodnie, kamizelkę, koszulę i wysokie, jeździeckie buty- wszystko barwy czarnej. Zdjęcie sukni i wszystkich halek zajęło jej dobrą chwilę, ale ponowne ubranie się było kwestią minuty. W nowym stroju podeszła do drzwi szafy i otworzyła je. W środku znajdowało się lustro, które obejmowało całą jej postać. Spojrzała sobie w oczy, które w półmroku wydawały się jeszcze bardziej niebieskie, prawie granatowe. -To by się dopiero mamusia zgorszyła, jakby mnie teraz zobaczyła- zaśmiała się cicho, przeglądając się w gładkiej tafli. Rozplotła kok, rozpuszczone włosy sięgały jej do pasa. Ściągnęła je w luźny węzeł nad karkiem. Wyjęła wisiorek z kotem i zawiesiła go na szyi, tak, by był dobrze widoczny. Sięgnęła jeszcze raz pod łóżko. Wyjęła sakwę przystosowaną do noszenia na ramieniu i małą sznurową drabinkę, którą następnie przywiązała do łóżka specjalnym węzłem i spuściła za okno. Zaczęła szybkimi, pewnymi ruchami schodzić w dół. Stary bluszcz, który piął się po ścianie, wypuszczał dopiero pierwsze pędy tego roku, wciąż był za słaby, by użyć go zamiast drabinki. Anna znalazła się na dole, pociągnęła w wypróbowany sposób za drabinkę i ta spadła za nią. Dziewczyna zwinęła ją i wrzuciła do worka. Przyda się później. Przeszła kilka kroków do małego zagajniczka w końcu ogrodu, tutaj już nikt nie mógł jej zobaczyć. Gwizdnęła cicho, i za moment usłyszała odzew. Przytruchtała do niej ryża klaczka, tak jak było umówione. Jak zwykle też nie widziała osoby, która jej pomagała. Cech dba o swoich ludzi i ich anonimowość, nie ma co. Dookoła dworku jej rodziców rozciągały się lasy, dopiero za nimi porozrzucane w pewnych odległościach znajdowały się miasteczka. Interesowało ją tylko jedno, jeszcze nie wiedziała, które. Wyjechała na drogę, i popędziła konia do galopu. Jechała wśród drzew, mrok wokół niej gęstniał coraz szybciej. Droga prowadziła na przestrzał przez lasek. Nocne zwierzęta zaczynały swoją symfonię, co jakiś czas słychać było pohukiwanie sowy. Anna już widziała rozstaje majaczące niewyraźnie w oddali. Umowne drzewo również było. Zwolniła galop do stępa i podjechała do grubych konarów. Rozejrzała się wśród gałęzi i zobaczyła wiszącą na sznurku kartkę papieru, niewidoczną dla kogoś, kto nie wiedział gdzie szukać. Wyciągnęła rękę i zerwała ją z…