Filozofia · 4 min czytania
"Nocne rozważania nad własną śmiesznością"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Cisza-panuje nad miastem, stanowi doskonałą osnowę dla znudzonych codziennością, poszukujących wrażeń... Ja też jestem, trwam niezmiennie miedzy jedną ciszą a drugą, miedzy jednym hałasem a kolejnym, ale jedyne czego teraz mi brakuje to spokoju... Jak nigdy dotąd, nie mogę otrząsnąć się z zaistniałego w mej głowie letargu... Śpię chyba jeszcze, choć mimo wszystko funkcjonuję w miarę normalnie ,zwyczajnie ,jak zawsze... Cudowna ,kochana córeczka- jedynaczka- nigdy nie rozpieszczana, wspaniała przyjaciółka i wzorowa uczennica... Pozory- chitynowy pancerzyk skrywający głęboko lęk, chroniący moją drugą twarz: słabą, potrzebującą czułości, miłego słowa, pocałunków wtapiających się swą siłą perswazji w moją duszę... Potrzebująca tej drugiej połowy, kogoś kto kochał, kocha i kochać będzie, potrzebująca gwarancji z możliwością reklamacji- takiej bezbolesnej, szybkiej wymiany wadliwego uczucia i stanu emocjonalnego... Lecz on już przecieka... Niestety to jedynie złudzenia ,i jak to złudzenia nieprawdziwe i wydumane... Los człowieka nie oszczędza nigdy , tym bardziej gdy zaczyna wszystko się układać ,być tak jak miało być, ściśle według planu... Staje się wówczas zupełnie inaczej, małe zawirowanie lub ostry zakręt.. i nie wiesz co się dzieje, i udajesz bohatera, ale jak przychodzi już ten ostatni, najważniejszy ,kluczowy moment panikujesz, rozklejasz się, pomimo iż tak bardzo tego nie chcesz... Wtedy każde słowo wydaje ci się zbędne, niepotrzebne, idiotycznie, normalne, zwyczajne, nie mające nic wspólnego ze swoim znaczeniem... Milczysz…