Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 5 min czytania

nocny spacer w strugach czerwonego deszczu.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Noc, jak na tą porę roku, była ciepła. Rozpiąłem płaszcz, wsadziłem dłonie do kieszeni i ruszyłem spokojnym krokiem przed siebie. Uliczka, bardzo wąska, przemykała niczym cichy strumyk pomiędzy kamienicami. Niektóre okna, jasne od płomieni świec, rzucały światło na chodnik. Inne, ciemne, czerń niemal namacalna, straszyły przechodniów wizją nieznanego zła. Postawiłem sobie za cel obejść całe miasteczko i z uporem stawiałem krok za krokiem, mimo, że umysł i zmęczone ciało ciągnąć mnie chciały do domu. Jasność gwiazd, które wyglądały jak dziury w podłodze nieba, przez które bił blask Najwyższego, napawała mnie chęcią rozmyślania. Ich ustawienie – mówiło mi, że zmierzam ku północnemu skrajowi miasta. Echo niosło stukanie moich butów gdzieś w dal. Nagle z ich brzmieniem zmieszał się jakiś inny dźwięk, jakby trzeszczenie. Idąc dalej spostrzegłem, że pomiędzy budynkami jest niewielka, może trzymetrowa przerwa, a w niej rośnie drzewo. Piękny, młody dość dąb, z rozłożonymi liśćmi majestatycznie ukazywał, że przyroda wciąż jest wszechobecna. Jego gałęzie uginały się pod ciężarem ciał. Wisiały tam kobiety, mężczyźni, starcy, dzieci. Kalecy na ciele i na umyśle. Wszystkie zwłoki poruszały się rytmicznie wraz z podmuchami wiatru, sznury subtelnie skrzypiały utrzymując każdy swój ciężar. Ciężar życia, którego unieść nie mogli ci wszyscy obecni tutaj. Przystanąłem na chwilę. Wydawało mi się, że czuję ich ból, że pod stopami nie mam oparcia. Otrząsnąłem się i ruszyłem dalej. Kolejna kamienica miała kolor zielony, okna były obramowane na jasnożółto, co zupełnie nie współgrało z ciemno czerwonym dachem. Normalnie żadna z tych barw, żaden kształt nie zmotywował mnie do spojrzenia w jej stronę, ale uwagę przykuł nie budynek, lecz okno. Świeca, poza tym, że zapewne ogrzewała, oświetlała jakieś pomieszczenie i scenę rozgrywającą się w nim. Widziałem dwa cienie – jeden, duży i wykonujący agresywne ruchy i drugi – skulony w geście skruchy i ze słowami przeprosin na ustach. Większy jednak nie zważał na nie, bo w sekundę pojawił się w jego dłoni ostro zakończony przedmiot – nóż. Mniejsza postać błagała, chwytała za ręce, płakała, jednak nie okazano jej litości. Zimna stal przeszyła jej brzuch, raz po raz zadawane…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
nocny spacer w strugach czerwonego deszczu. — czytnik · opowiadania