Opowiadania.pl · 3 min czytania
Noctruch
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Święta Bożego Narodzenia, wywołują u mnie nie kontrolowany i rozszerzony strach, który wyleciał ze swoich torów i sieje spustoszenie poruszając się ruchem nie jednostajnie prostoliniowym w nieokreślonym kierunku pośród tego całego domniemanego białego gówna.
Wyskakuję z niego podczas pełnego biegu i potykam się o ludzi którzy polują niczym pozbawione wszelkich uczuć Zombie.
To jednak nie Zombie i to nie jest ten strach który zawsze mnie przerażał. To Nocstrach. Pora kiedy może rządzić białe gówno budzi Noctruchy, które ożywają wprost proporcjonalnie do sondaży z konfesjonałów. Potrafią lać i nie ma wtedy lepszych od nich. Są na autopilocie czerwonych krwinek w otoczeniu ciepłego mięsa...tak, tylko Noctruch leje. Resztki mięsa, ścięgien, plam z krwi czy wyniesionych już kości wbijają się w klimat tej Nocy dając wyraz nowych narodzin. Lizaki zrobione z jelit, napełnione wątrobą i polane sosem z nerek, obtoczone w panierce z serca z dodatkiem sproszkowanych płuc i oskrzeli z lekką nutą zmielonej głowizny...danie szefa kuchni pieszczące ich wnętrzności. Noctruch nie pyta o kartę z menu...gwiazdka Michelin to dla niego jakaś niezrozumiała abstrakcja. Stołówka to jego podwórko. Jego dzielnica i każde miejsce w którym czuje się jak u siebie. On jest szefem kuchni. Jest kelnerem. To on poluje i jest też właścicielem. Siedem dni w tygodniu. 24 godziny na dobę.
Sflaczały ten Wars, krew z trupów serwują.…