Filozofia · 2 min czytania
Nocy czarna, zbiegnę.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nocy, czarna jak kawa, jak skóra niewolnika. Płaszcze wyszywane srebrnymi rozetami nad głową. Źrenica moja kolor zmieniła w pełnię. I blask mistyczny oblewa me czoło.
Nocy zimna jak brawa nieszczerych aniołów Które skrzydła mają przyprawione klejem. Kurczę się, wtapiam w ciszę i wciąż nie rozumiem Czemu mrok i ćmy w oczy mi się śmieje
Nocy żywa jak martwe są języki boskie Którymi władam ja biegle kiedy nikt nie widzi Kiedy wdycham dwutlenek węgla z ust twoich I innych śpiących, markotnych po długim pacieżu
Czekam obleczona w nasycony granat Tylko w dłoniach ściskam swoje talizmany Na świt który ponoć wraca tu codzienie Na cieniu swym który rzuca się na ścianę
Bo utopią kiedyś ludzie wszystek żal w kieluszku Rozpacz po diamentach, które Bóg rozrzucił Na obrusie co ty plamisz młodm