Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kryminał · 7 min czytania

Noir

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Taki Chandler na dziś: Wiatrak pod sufitem odmierzał miarowo czas, wyjąc okrutnie. Nie było może aż tak strasznie upalnie, w każdej chwili mogłem go wyłączyć, skrócić jego męki, ale głównym jego zadaniem zawsze było wywiewanie dymu. Tak, dym papierosowy towarzyszył temu zakichanemu miejscu od zawsze. Paliłem ja, paliła moja sekretarka, która z wielką łaską wpadała tu w soboty popołudniu, chyba tylko po to, żeby pomarudzić i trochę posprzątać. Palili klienci, zastanawiałem się, kiedy mój kot zacznie palić. Niestety, zmarł na raka płuc, zanim zaczął kupować sobie własne pety. Dym, starość wydobywająca się ze stuletnich mebli, które kupiłem za psie pieniądze, troche zapachu kawy, a właściwie z fusów nie sprzatniętych od tygodnia, tak pracowałem, tak żyłem. Co prawda ostanio słowo "praca" zrobiło się trochę na wyrost, bo ludzie zapommnieli chyba, że się zdradza, okrada lub morduje. To się nazywa wadliwy rynek pracy - pomyślałem - trzeba by zmienić lokum, miejsce parchatego życia, wyprowadzić się gdzieś, gdzie jest cywilizacja, a co za tym idzie, sa cywilizowane zbrodnie. Mordercy psychopaci, perfekcyjni złodzieje, wysmakowane kurwy. Tutaj, na tym zadupiu, ostatnio nic sie nie działo, co najwyżej, mogłem sprawdzić, jak prowadzi się żona pastora. A że sprawdziłem trzy razy, to mi się znudziło to sprawdzanie. Zresztą, zaczęto szeptać dziwnie, jak od niej wychodziłem w środku nocy. Pastorowi tłumaczyłem poźniej, że to dla dobra śledztwa. I wszystko byłoby jak zawsze, jak zawsze o trzeciej zbierałbym się po pączki, do sklepu za rogiem, które podałaby mi gruba murzynka, gdyby nie ciche pukanie do drzwi. -Proszę- powiedziałem stanowczo-zdejmując nogi z biurka- proszę wejść Weszła. Mocne uderzenia obcasów wprowadziły nowy rytm do pomieszczenia, współgrając z charkoczącym wiatrakiem. Nie była stąd. Tego byłem pewien, tak samo jek tego, że rzeźnik jest perderastą. W końcu proponował mi kiedys wspólną ucieczkę. Krótkie, czarne włosy sięgające ledwo za ucho, mocna, karminowa szminka, mocno zaakcentowane brwi, krótka spódnica zakończona francuskim haftem. Tak, powiedziałem sobie w duchu, tak detektywie, tak wygląda dama. Widywałem co prawda czasami damę, bo żona sędziego ubierała się tak dla mnie w czwartkowe wieczory, kiedy to sędzia grał w brydża, ale tamte ciuchy, chociaż gustowne, wygladały niezbyt pociągająco na starej żabie, jaką niewatpliwie była sędzinowa. Ta jednak nie była podobna do żony sędziego, powiem więcej, nie była podobna do żadnej kobiety w okolicy. Była szczupła, z ładną, troche dziecięca buzią, dużymi wargami, skośnymi troche oczętami. I miała śliczny, obezwładniający głos. -Niech pani siada- odezwałem się w końcu- bo do tej pory, po prostu jej się jak szczeniak przyglądałem, a ona stała zdegustowana. Usiadła delikatnie, zakładając nogę na nogę. -Słucham - rzuciłem od niechcenia Wtedy ona zapytała się, czy ja to ja, i czy to niemieckie nazwisko -Nie, polskie - odpowiedziałem. Nie lubiłem tłumaczyc się z mojego nazwiska -No cóż, jakby na to nie patrzeć, nie stąd -Pani- powiedziałem po krótkiej pauzie- tez chyba nie jest z tego miasta, a nawet śmiem podejrzewać, nie z tej części kraju -Myli sie pan, teraz mieszkam tutaj. Kto jak kto, ale…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Noir — czytnik · opowiadania